- Dlatego uważam, że samowystarczalność jest bardzo istotna. - Jasne, fajnie było mieć dostęp do rodzinnego majątku, ale z drugiej strony nigdy nie można być pewnym tego, że rodzicom nagle coś nie odwali i nie zaczną wymagać od niej tego, aby się dostosowała. Dlatego właśnie działała bardzo prężnie, aby być niezależną, chyba całkiem nieźle jej to wychodziło, a przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało.
Gerard ich nie krzywdził, zresztą wychowywał ich dosyć mocno specyficznie. Potrafił wyrzucić na środku jeziora i sprawdzić, które pierwsze zacznie się topić, nigdy jednak nie pozwolił, aby stała się im krzywda. Po prostu dbał o to, aby całe rodzeństwo wyrosło na bardzo silnych fizycznie, wcale nie miała mu tego za złe. Dzięki temu aktualnie była sobie w stanie poradzić chyba w każdej trudnej sytuacji.
Pokiwała twierdząco głową. Każdego da się zabić, to fakt. Ciekawe jednak, czy faktycznie tak łatwo pójdzie z Thoranem, to miał być jednak problem Gerry z przyszłości, aktualnie najważniejsze było to, aby nie zabrakło jej nie daj Merlinie alkoholu. Zaczęła obracać w dłoni papierosa, wiadomo, jak to jest z nałogiem, nie zapaliła go jednak ze względu na towarzystwo w jakim się znajdowała. Nie chciała, żeby czuł się nieprzyjemnie, skoro już na początku rozmowy zasugerował, że nie lubi zapachu dymu.
Uśmiechnęła się po tym, jak usłyszała, że zaproponował jej drinka, bo to sugerowało, że przejdą do negocjacji. - Wszystko zależy od tego, co mogę dostać w zamian, od ciebie. - Odparła uśmiechając się od ucha do ucha.