Norka cieszyła się, że miała go blisko. Może niezbyt często, wszak Nicholas raczej bywał tu od czasu do czasu ze względu na swoją pracę, jednak jak już wracał to zawsze trafiał do niej. Podobał jej się ten układ, tym bardziej, że była ogromnie zżyta ze swoją rodziną. Bratu też pewnie było o wiele wygodniej pomieszkiwać w Londynie, a ona mogła się nim od czasu do czasu wysłużyć. Każdy wygrywał w tej sytuacji, prawda?
Może nie zawsze robił wszystko zgodnie z jej wytycznymi, przymrużała jednak na to oko. Nie była typem osoby, która uważała, że coś może być zrobione w sposób, w jaki ona to widzi. Grunt, że miał ochotę się zaangażować, to było najistotniejsze. Dodatkowo ją odciążało, nie sądziła, że będzie mieć tyle roboty, kiedy otworzy klubokawiarnię. Nie przemyślała tego wszystkiego do końca. Sądziła, że poradzi sobie ze wszystkim sama, jak zawsze, zaczynało ją to jednak przerastać, w końcu doba miała tylko dwadzieścia cztery godziny. Musiała w tym czasie wszystko upiec, sprzedać, później zająć się drinkami, na koniec posprzątać. Wypadałoby choć kilka godzin poświęcić na sen, a gdzie w tym wszystkim życie? Właściwie to było najmniej istotne, bo klubokawiarnia była aktualnie jej całym życiem. Starała się znaleźć w tym wszystkim czas dla Mabel, nie wybaczyłaby sobie, gdyby córka poczuła się przez nią zaniedbana.
Ostatni czas nie był dla niej zbyt szczęśliwy, niby faktycznie otworzyła wreszcie swój własny biznes, ale też pojawiły się sytuacje, które trochę popsuły jej nastrój. Bal u Longbottomów, gdzie została zmieniona w bobra, a później spotkanie z Szeptuchą, które powodowało w niej zwątpienie, czy decyzje, które podjęła rzeczywiście były słuszne. Nie miała jednak czasu na zajmowanie się tym wszystkim, w końcu kawiarnia jej potrzebowała. Nie mogła sobie pozwolić na niedyspozycję, choć najchętniej rzuciłaby to wszystko i gdzieś wyjechała na chwilę, aby oczyścić umysł.
Pojawiła się w kuchni z wielkim kubkiem kawy w ręku. Ubrana jak zawsze - w krótką, różową sukienkę, tym razem jednak bez żadnych wzorów. Figg uwielbiała krzykliwe kolory, czego nie dało się nie zauważyć patrząc na wystrój tego miejsca. - Przesiewasz mąkę?- Ruszyła powoli w kierunku brata, aby zajrzeć mu przez ramię, czy aby na pewno trzyma się przepisu. Norka pilnowała jakości jej produktów, musiały być najlepsze, w końcu od tego zależał prestiż tego miejsca. - i dzień dobry braciszku, masz chęć na kawę?- Wypadało być miłą dla rodzonego brata.
Wtedy dopiero dostrzegła Salema i jego miskę. Spojrzała na kota karcąco. - Czy Ty próbujesz go wykorzystać do dostania kolejnej porcji tuńczyka?- Miała nadzieję, że nie odpowie twierdząco, choć dowody były przeciwko kotu.