18.07.2024, 04:30 ✶
Dora nigdy nie miała zbyt wielu okazji, żeby spacerować sobie wieczorną porą po Londynie, a co dopiero w nocy, ale tak jak dostrzegała pewien charakterystyczny urok w oświetlonych światłem latarni uliczkach, tak jakaś jej część z nadzwyczajną wręcz łatwością była w stanie stwierdzić, że wolała Dolinę. Dolina była bezpieczna, zawsze uważana przez nią za niezdolną do naruszenia przystań. Jednak to, co faktycznie do Crawley przemawiało, to była bliskość natury. Tę o wiele łatwiej było wyczuć w niewielkiej mieścinie, gdzie pełno było sadów, a całość otaczała szczelnym wieńcem Knieja.
Spoglądając przez ramię Jessiego, nieco nieśmiało i niepewnie, w pierwszej chwili pomyślała, że niechcący zdarzyło im się najść parę kochanków i czym prędzej powinni przeprosić i ruszyć w swoją stronę. Zdążyła nawet poczuć, jak policzki pieką ją z zażenowania, bo kto niby chciał wciskać się ludziom na trzeciego do tego typu czynności?
Ale potem Dora zmrużyła oczy, kiedy drobne elementy całej scenki pobudziły jej czujność. Bezwładność kobiety, niepokojące dźwięki, a w końcu i zbolała mina wampira. Wampira? Dziewczyna zrobiła pół kroku w tył, wyraźnie skonsternowana tym odkryciem, przez moment zastanawiając się czy dobrze widzi. Ale wzrok jej nie mylił, kiedy dopatrzyła się czerwonawej stróżki na szyi omdlewającej kobiety.
To było dziwne uczucie, kiedy strach zaciskał się jej na gardle, a niepewność przytwierdziła jej stopy do ziemi. Przecież nie takie rzeczy już w życiu widziała. Ba, miała już za sobą spotkania z chociażby inferiusami, ale wampir? Ktoś, kto sumiennie nastawał na życie innych, robiąc im krzywdę w taki czy inny sposób, zawsze zdawał się wywierać na niej większe wrażenie niż stworzenia, które swojej natury pozostawały nieświadome.
Drgnęła, kiedy mężczyzna postanowił spojrzeć na nią. W jego wcześniejszych gestach, kiedy sadowił swoją partnerkę pod ścianą, była nawet pewna delikatność, ale nawet ta nie wybaczała tego, czego właśnie się dopuszczał. Crawley przesunęła się wreszcie, wychodząc zza Jaspera i ostrożnie kucając obok nieprzytomnej. Ostrożnie, jakby nie chcąc spłoszyć wampira i w pierwszym odruchu łapiąc dziewczynę za nadgarstek, chcąc sprawdzić jej puls. Ten dało się wyczuć, chociaż był słaby.
- Hej, słyszysz mnie? - zapytała miękko, delikatnie klepiąc ją po policzku, ale ta tylko wymruczała jakieś pół słowa, ledwo słyszalnie i odwróciła twarz. - Zgodziła czy nie, nawet nie może ustać na nogach sama - rzuciła wreszcie, dziwnie szorstko i nienaturalnie dla niej, świdrując wampira spojrzeniem. Tak samo jak bywała naiwna, tak w tym momencie coś buntowało się w niej na myśl o tym, że mogłaby mu tak zwyczajnie uwierzyć.
- Proszę, nie... nie mówcie nikomu... Nie ma potrzeby nikomu tego zgłaszać... - rzucił mężczyzna, wręcz rozpaczliwie, wciąż stojąc z uniesionymi rękoma i spoglądając to na Dorę, to na Jessiego. - Rano.. rano obudzi się i nic jej nie będzie. Przysięgam... - próbował dalej przekonać ich do swojego, a z każdym jego słowem Crawley próbowała lepiej zapamiętać jego twarz, żeby jak najlepiej móc opisać go następnego dnia Brennie.
- Jest słaba, powinna jak najszybciej trafić do szpitala... - powiedziała wreszcie, przenosząc spojrzenie na Kelly'ego, nagle mówiąc już o wiele łagodniej. Może też zwyczajnie sugestywnie, bo chciała mieć jak najmniej wspólnego z wampirem. W sumie jak szybko ktoś zareagowałby na zamieszanie o tej porze i wezwał kogoś z brygady uderzeniowej?
Spoglądając przez ramię Jessiego, nieco nieśmiało i niepewnie, w pierwszej chwili pomyślała, że niechcący zdarzyło im się najść parę kochanków i czym prędzej powinni przeprosić i ruszyć w swoją stronę. Zdążyła nawet poczuć, jak policzki pieką ją z zażenowania, bo kto niby chciał wciskać się ludziom na trzeciego do tego typu czynności?
Ale potem Dora zmrużyła oczy, kiedy drobne elementy całej scenki pobudziły jej czujność. Bezwładność kobiety, niepokojące dźwięki, a w końcu i zbolała mina wampira. Wampira? Dziewczyna zrobiła pół kroku w tył, wyraźnie skonsternowana tym odkryciem, przez moment zastanawiając się czy dobrze widzi. Ale wzrok jej nie mylił, kiedy dopatrzyła się czerwonawej stróżki na szyi omdlewającej kobiety.
To było dziwne uczucie, kiedy strach zaciskał się jej na gardle, a niepewność przytwierdziła jej stopy do ziemi. Przecież nie takie rzeczy już w życiu widziała. Ba, miała już za sobą spotkania z chociażby inferiusami, ale wampir? Ktoś, kto sumiennie nastawał na życie innych, robiąc im krzywdę w taki czy inny sposób, zawsze zdawał się wywierać na niej większe wrażenie niż stworzenia, które swojej natury pozostawały nieświadome.
Drgnęła, kiedy mężczyzna postanowił spojrzeć na nią. W jego wcześniejszych gestach, kiedy sadowił swoją partnerkę pod ścianą, była nawet pewna delikatność, ale nawet ta nie wybaczała tego, czego właśnie się dopuszczał. Crawley przesunęła się wreszcie, wychodząc zza Jaspera i ostrożnie kucając obok nieprzytomnej. Ostrożnie, jakby nie chcąc spłoszyć wampira i w pierwszym odruchu łapiąc dziewczynę za nadgarstek, chcąc sprawdzić jej puls. Ten dało się wyczuć, chociaż był słaby.
- Hej, słyszysz mnie? - zapytała miękko, delikatnie klepiąc ją po policzku, ale ta tylko wymruczała jakieś pół słowa, ledwo słyszalnie i odwróciła twarz. - Zgodziła czy nie, nawet nie może ustać na nogach sama - rzuciła wreszcie, dziwnie szorstko i nienaturalnie dla niej, świdrując wampira spojrzeniem. Tak samo jak bywała naiwna, tak w tym momencie coś buntowało się w niej na myśl o tym, że mogłaby mu tak zwyczajnie uwierzyć.
- Proszę, nie... nie mówcie nikomu... Nie ma potrzeby nikomu tego zgłaszać... - rzucił mężczyzna, wręcz rozpaczliwie, wciąż stojąc z uniesionymi rękoma i spoglądając to na Dorę, to na Jessiego. - Rano.. rano obudzi się i nic jej nie będzie. Przysięgam... - próbował dalej przekonać ich do swojego, a z każdym jego słowem Crawley próbowała lepiej zapamiętać jego twarz, żeby jak najlepiej móc opisać go następnego dnia Brennie.
- Jest słaba, powinna jak najszybciej trafić do szpitala... - powiedziała wreszcie, przenosząc spojrzenie na Kelly'ego, nagle mówiąc już o wiele łagodniej. Może też zwyczajnie sugestywnie, bo chciała mieć jak najmniej wspólnego z wampirem. W sumie jak szybko ktoś zareagowałby na zamieszanie o tej porze i wezwał kogoś z brygady uderzeniowej?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.