18.07.2024, 11:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 11:45 przez Brenna Longbottom.)
Zazwyczaj rozgadanie Brenny wywoływało jedną z trzech reakcji – irytację, rozbawienie albo oszołomienie właśnie. Dopiero uczyła się bardzo powoli nad nim panować, wyczuwać okazje, gdy milczenie staje się złotem, i nabierała umiejętności dostosowywania sposobu mówienia do rozmówcy. Wchodziła już w ten proces, ale był on… cóż, procesem właśnie, stopniową zmianą, która finał miała znaleźć dopiero za jakieś dwa lata, gdy już dostatecznie długo będzie przebywała poza bezpiecznymi murami Hogwartu i nawyknie do pracy w Brygadzie Uderzeniowej.
– Nie jest tak wysoko i rośnie tam bluszcz, całkiem mocny – stwierdziła, przekrzywiając lekko głowę i cofając się o dwa kroki. Nie wydawała się przerażona tym, że mogła rozmawiać z wampirem. Albo ze zboczeńcem. I nie była przerażona. Trochę z powodu własnej, nastoletniej bezczelności, trochę bo odrzuciła (zapewne za szybko, nazbyt pochopnie) tezę o tym, że ten mężczyzna z zaczerwienionym nosem mógłby chcieć wypić jej krew albo był niebezpieczny. Jak mogła bać się kogoś, kto płakał po tamtym ciosie?
– Och skąd, bardziej interesują mnie duchy, nie spodziewałam się tutaj żadnych wampirów – odparła, trochę zgodnie z prawdą, a trochę nie. Weszła do porzuconego, upiornego dworku nie by szukać duchów, a wspomnień, ech przeszłości – czym one jednak były, jeśli nie pamięcią tych, którzy kiedyś chodzili po tych salach, a potem umarli, przeminęli i jeśli tutaj zostali, to pod niematerialną postacią? – Obawiam się, że nie znalazłam ani jednej trumny, ale nie próbowałam wchodzić do piwnicy. Chyba powinna być w piwnicy? Była tylko zbroja z toporem, dziwny portret i taka rdzawa maź, ale nie pachnie jak krew.
Chociaż to trochę z jej powodu w pierwszej chwili uznała, że być może Anthony Shafiq jest wampirem. I że kogoś tu zamordował i wyssał z niego krew.
– Nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka, bo bym nie właziła, słowo, ale tak na poważnie, to te twoje własności są naprawdę imponujące i w ogóle, ale ni cholery się nie nadają do mieszkania. Zwłaszcza jeśli nie masz kłów i nie jesteś wampirem. Wampiry może lubią takie klimaty, ale to ani trochę nie jest mieszkanie dobre dla człowieka, pewnie przez te wszystkie pleśni i zimno wyglądasz tak blado. Jest taki program, co pomaga z zakwaterowaniem, i chyba jeszcze były w nim dwa miejsca, mogłabym zobaczyć, co się załatwić uda, tak w przeprosinach za ten nos…
Program prowadzony w tym roku przez jej matkę, oczywiście. Chociaż Brenna - która odzyskiwała już normalne kolory, włosy brązowe, oczy ciemne, skóra opalona, mimo tego, że angielskie lato niewiele oferowało słońca - w tym mugolskim ubraniu wyglądała raczej jak takiego programu beneficjent.
– Nie jest tak wysoko i rośnie tam bluszcz, całkiem mocny – stwierdziła, przekrzywiając lekko głowę i cofając się o dwa kroki. Nie wydawała się przerażona tym, że mogła rozmawiać z wampirem. Albo ze zboczeńcem. I nie była przerażona. Trochę z powodu własnej, nastoletniej bezczelności, trochę bo odrzuciła (zapewne za szybko, nazbyt pochopnie) tezę o tym, że ten mężczyzna z zaczerwienionym nosem mógłby chcieć wypić jej krew albo był niebezpieczny. Jak mogła bać się kogoś, kto płakał po tamtym ciosie?
– Och skąd, bardziej interesują mnie duchy, nie spodziewałam się tutaj żadnych wampirów – odparła, trochę zgodnie z prawdą, a trochę nie. Weszła do porzuconego, upiornego dworku nie by szukać duchów, a wspomnień, ech przeszłości – czym one jednak były, jeśli nie pamięcią tych, którzy kiedyś chodzili po tych salach, a potem umarli, przeminęli i jeśli tutaj zostali, to pod niematerialną postacią? – Obawiam się, że nie znalazłam ani jednej trumny, ale nie próbowałam wchodzić do piwnicy. Chyba powinna być w piwnicy? Była tylko zbroja z toporem, dziwny portret i taka rdzawa maź, ale nie pachnie jak krew.
Chociaż to trochę z jej powodu w pierwszej chwili uznała, że być może Anthony Shafiq jest wampirem. I że kogoś tu zamordował i wyssał z niego krew.
– Nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka, bo bym nie właziła, słowo, ale tak na poważnie, to te twoje własności są naprawdę imponujące i w ogóle, ale ni cholery się nie nadają do mieszkania. Zwłaszcza jeśli nie masz kłów i nie jesteś wampirem. Wampiry może lubią takie klimaty, ale to ani trochę nie jest mieszkanie dobre dla człowieka, pewnie przez te wszystkie pleśni i zimno wyglądasz tak blado. Jest taki program, co pomaga z zakwaterowaniem, i chyba jeszcze były w nim dwa miejsca, mogłabym zobaczyć, co się załatwić uda, tak w przeprosinach za ten nos…
Program prowadzony w tym roku przez jej matkę, oczywiście. Chociaż Brenna - która odzyskiwała już normalne kolory, włosy brązowe, oczy ciemne, skóra opalona, mimo tego, że angielskie lato niewiele oferowało słońca - w tym mugolskim ubraniu wyglądała raczej jak takiego programu beneficjent.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.