Treningi jak te uświadamiały Geraldine, że posiada wiele braków. Erik, gdyby tylko chciał, już na początku mógł ją bardzo porządnie zdeptać i pokazać, gdzie jest jej miejsce. Dawał jej jednak szansę na próby pokazania, że nie jest z nią jeszcze tak źle. Wychodziło jej to w zasadzie średnio, ale nie poddawała się, ciągle próbowała walczyć. Świadczyło to o jej charakterze, Geraldine nigdy się nie poddawała, do skutku starała się atakować. W końcu prędzej, czy później musi jej się udać atak. Przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało.
Geraldine spodziewała się, że Erik po raz kolejny wyczaruje tarczę. Nie dała mu jednak na to czasu, jej atak był szybki, wykorzystała okazję. Nie należała do osób, które walczył honorowo, wcale tego nie ukrywała. Longbottom powinien być przygotowany na podobne zagrywki ze strony przeciwników. W końcu mało kiedy pojedynki w życiu wyglądały jak te ich, podczas spotkań klubu. Mężczyzna był jednak wysportowany i całkiem szybko odskoczył przed jej zaklęciem. Powinna się tego spodziewać. Chyba dzisiaj nie było jej dane dosięgnąć go żadnym zaklęciem.
Zgubił jednak różdżkę. Gerry zawahała się przez chwilę, jednak i ona miała jakieś resztki przyzwoitości. Podeszła do niego i podała mu jego magiczny patyk. - Myślę, że na dzisiaj wystarczy, nie idzie nam to najlepiej.- Rzekła z uśmiechem, choć w sumie jemu nie szło znowu tak fatalnie jak jej. - Powinniśmy się umówić na kolejne spotkanie.- Na pewno by jej to nie zaszkodziło, bo zdecydowanie wypadła z formy. Pogawędziła z nim jeszcze chwilę, po czym ruszyła w stronę swojej miotły, czas najwyższy wrócić do swoich obowiązków.