Bardzo ładnie ujęte - poniosło go, bo pobił go wśród świadków, a nie w ciemnej alejce. Ładnie, tak. UPIORNIE. Ale Laurent był tak emocjonalnie wydrylowany, że słuchał tego z uśmiechem. Teraz już spokojniejszym, kiedy przeszła mu ta wesołość i znów pochylił się nad stolikiem, nad tymi ozdobami. Nie, nie chciał, żeby obrażali Philipa i nie chciał, żeby Philipowi działa się jakaś krzywda. Odetchnął. Mentalność sześciolatka, co..? To do niego pasowało. Był takim dzieciakiem... dużym dzieciakiem, które powoli budziło się do życia. Poznawało świat. Łuski opadały mu z oczu i zaczynał widzieć, że to wszystko nie było udekorowane tylko porcelaną i złotem jego świata, a człowiek nie był zabawką w rękach.
- To do niego nawet podobne... reputacja jest dla niego najważniejsza. - Sława. Jego kariera. Zawsze była. I ich ostatnia kłótnia zakończyła się właśnie na tym - Philip chciałby mieć wszystko, ale nie potrafił zrezygnować z kariery, a Laurent nie był osobą, która mogłaby żyć w czyimś cieniu. Nie. On się wtedy dusił. Musiał błyszczeć. Lśnić. Jeśli nie podawano mu dłoni, żeby wszedł na piedestał to chciał sam na niego wejść. Kiedy nie mógł - zaczynał zatracać samego siebie. - Mam nadzieję, że nie będziesz miał z tego problemów. - Podniósł wzrok na Atreusa. - Ale dobrze wiem, że nawet jeśli będziesz miał to i tak nic o tym nie usłyszę. - Wstał z miejsca, obracając wzrok od Bulstroda. Nie zamierzał go już nigdy więcej naciskać tak jak w tamtej kuchni. Zrobił mu wtedy dużą krzywdę, której czynić nie chciał. Ponieważ zaś nie wiedział, jak otworzyć Atreusa pozostawało mu pobożne życzenie, że są osoby, które robią to lepiej. Bliższe jemu samemu. Może Florence, a może jedna z kobiet, za którymi się oglądał. Po prostu to nie mógł być on - i nie winił za to mężczyzny ani nie miał do niego żadnych pretensji... och, na pewno? W końcu się martwił. Ale chyba... chyba w ostatnim czasie było trochę lepiej..? Przynajmniej wyglądał, jakby było lepiej chociaż odrobinkę.
A kiedy już wszystko było gotowe to usiadł z powrotem spoglądając na te świeczki. I o czym miał pomyśleć? O New Forest? Było tyle miejsc, w których chciał, żeby wszyscy byli bezpieczni... ale w końcu pomyślał o New Forest, które było domem nie tylko dla niego, ale dla wielu osób - szczególnie, kiedy akurat tam pracowali. Niech matka ma New Forest w swojej opiece. Zapalił świece, której ciepły płomień odbił się uśmiechem na jego ustach.
- Mało w tym fajerwerków, prawda? - Niczego ekscentrycznego. - W przeciwieństwie do ekstrawagancji bicia kogoś przyrodzeniem. - Oczywiście, że pokazywał się bliskim ze strony pruderyjnej, cenił sobie przecież romantyzm, dobre wychowanie. Ale pracował w burdelu. Bardzo specyficznym burdelu. Wulgarność zwyczajnie nie powinna być przeznaczona dla wszystkich uszu, a i on sam nie lubił jej nadmiaru.