Życie rzemieślnika nie było lekkie. Nie dość, że musiała ogarniać na bieżąco wszystkie sprawy, to wypadało się pokazać również podczas sabatów. Wtedy można było dotrzeć do większej ilości klienteli, w końcu nie wszyscy zawsze zahaczali o Pokątną. Po pamiętnym Beltane miała raczej średnie wspomnienia związane z jarmarkami, wtedy przecież wywiało ją w pizdu, a Salem stracił życie pod jedną z drewnianych belek, ale nie mogła do śmierci bać się tego, żeby ponownie zacząć uczestniczyć w nich jako jeden z organizatorów.
Tak właściwie ten dzień wcale nie był najgorszy. Udało jej się oddać kilka kotów z rodzinnego azylu w dobre ręce (a przynajmniej taką miała nadzieję) i sprzedać dosyć dużo ich wyrobów cukierniczych. Oby więcej podobnych dni czekało ich w przyszłości. Czuła, że biznes kręci się całkiem nieźle, niczego więcej nie było jej trzeba do szczęścia, przynajmniej w tej sferze życia.
Była zmęczona, nastała się dosyć długo, kiedy próbowała opchnąć wszystko, co udało jej się przygotować na Lammas. Noc zbliżała się nieubłaganie, dzień zdecydowanie się kończył, ale w sumie uznawała ten dzień za całkiem niezły.
Wróciła do domu trochę później niż reszta domowników, musiała posprzątać jeszcze stoisko. Miała dużo szczęścia, że nie mieszkała sama, że Thomas postanowił do niej dołączyć tu, w Londynie. Dobrze było mieć go u swojego boku, jego obecność ułatwiała jej życie, chętnie zajmował się Mabel, co dawało jej dużo czasu na zajęcie się cukiernianymi sprawami, no i zakonowymi, bo mogła też na spokojnie warzyć wszystkie eliksiry, których potrzebowali.
Oczywiście gdy znalazła się w kawiarni to od razu ruszyła do swojego królestwa, czyli kuchni. Wypadałoby jeszcze odprawić rytuał, aby zakończyć święto odpowiednio. Wiara była dla niej dosyć istotna w życiu, więc uważała, że warto jest praktykować tradycje. Przygotowała świeczki do rytuału już wcześniej, żeby nie zostawiać tego na ostatnią chwilę. Zresztą rozesłała je nawet niektórym znajomym.
Już miała wejść do środka pomieszczenia, kiedy usłyszała głośny świst, który zwiastował gotującą się wodę. Nie mógł to być nikt inny, niż Thomas, o tej porze Mab już powinna spać. Kiedy weszła do pomieszczenia zobaczyła jak podskakuje z świeczką w dłoni. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, bo był to całkiem zabawny widok.
- Z kim walczysz braciszku? - Zapytała jeszcze, bo wyglądało to jak jakieś potężne starcie, może mieli w kuchni duchy?