18.07.2024, 20:54 ✶
Jonathan odwrócił się w samochodzie i jednym wprawnym gestem, no dobrze dwoma, zamknał bramkę.
– Oh jestem przekonany, że twoja prawdziwa dusza mimo wszystko ma się całkiem dobrze i jest tylko schowana gdzieś głęboko w kostiumie tej zepsutej duszy – odpowiedział, próbując założyć sobie ręce pod głowę, ale jednak znowu szarpnęło i Selwyn szybko zrezygnował z tego pomysłu.
Jonathan zmarszczył brwi, będąc wręcz prawie pewnym, że czymkolwiek było to czerwone światełko, nie oznaczało jedynie koloru auta, ale nie zdążył podzielić się z nią tą jakże wspaniałomyślną rozkminą, bo oto samochód niemal postanowił ich zabić i było to chyba nawet nieco za dużo adrenaliny, jak dla niego. Bo czym innym było bawić się w ten sposób w jakimś magicznym pojeździe, a czym innym rozbijać się w mugolskim samochodzie, o którego działaniu nic niemal nie wiedział.
Serce biło mu jak oszalałe. Ale żyli. Z twarzy i tak nie schodził mu uśmiech. W sumie to było fajnie i już miał powiedzieć o tym Charlotte swoim typowym luźnym tonem, gdy nagle ta postanowiła zrobić coś nieoczekiwanego.
Jonathan zamrugał oczami raz, a potem drugi, gdy czarownica nagle się deportowała i pewnie siedziałby tak jeszcze długo, zastanawiając się czy dalej czuje jej usta na swoich czy tylko mu się zdaje, gdyby nie to, że trochę ich goniono.
Selwyn szybko zniknął z uśmiechem na ustach, pozostawiając rozwalone auto na rzecz ich apartamenty, składającego się z dwóch osobnych pokoi i salonu. Wreszcie spokój, a przynajmniej spokój wokół niego, bo w głowie właśnie wybuchł mu kolejny pożar.
Spojrzał na Charlotte. Czy ona właśnie... Czy on mógłby? A gdyby tak... Przyjaźnili się. Czy naprawdę teraz to on powinien przekroczyć granicę wyznaczoną przez ten fakt?
Z wciąż szybko bijący sercem podszedł do czarownicy i gnany resztkami adrenaliny i chęcią zapomnienia o wszystkich innych problemach po prostu oddał pocałunek.