Geraldine zamierzała dzisiaj pojawić się w Dolinie Godryka. Doszły do niej słuchy, że może tam znaleźć stado puszków pigmejskich, które stały się ostatnio hitem wśród czarodziejskich dzieciaków. Miała zamiar złapać ich trochę i sprzedać. Gdyby jednak wszystko było takie proste...
Teleportowała się, jednak jak na złość, nie znalazła się w Dolinie. Zazwyczaj korzystała z miotły, jednak chciała załatwić to szybko, a teleportacja była zdecydowanie korzystniejsza, jeśli chodzi o oszczędność czasu. Oczywiście dopóki wszystko szło po jej myśli. Dzisiaj niestety się nie udało. Myślała, że nie może być źle. Jednak znalazła się właściwie nie wiedziała gdzie. Rozejrzała się po okolicy, ale wcześniej poczuła, że w jej skórzanych butach pojawiło się błoto. Nie było to przyjemne uczucie, szczególnie, że wiosna niedawno się zaczęła.
- Na brodę Merlina.- Mruknęła do siebie. Nie do końca rozpoznawała miejsce, w którym się znalazła. Sięgnęła po różdżkę, chciała wyjść z błota i osuszyć buty. Różdżka niestety ani drgnęła. - CO TO MA BYĆ DO CHOLERY- Powiedziała głośniej, nadal do siebie. Jak to możliwe, że magia nie działała? Czyżby coś popsuła pojawiając się w tym miejscu? Spróbowała się teleportować, jednak to też jej nie wyszło. Chyba miała przesrane.
Usłyszała dziwny dźwięk. Jakby ktoś wymiotował? Próbowała dostrzec skąd dochodził, albo jej się wydawało, albo mignęła jej z przodu jakaś sylwetka. Nie czekając na cud postanowiła ruszyć przed siebie, żeby zobaczyć, kto to jest, może będzie w stanie jej pomóc. - Ej Ty!- Krzyknęła jeszcze, aby zwrócić na siebie uwagę tej osoby. Nie miała pojęcia kim jest. Nie obawiała się jednak, że może jej coś zrobić, potrafiła sobie w końcu poradzić z najróżniejszymi stworami, w razie coś będzie i w stanie obronić się przed człowiekiem nawet bez magii. Tak sobie przynajmniej powtarzała, choć może i mało było w tym prawdy. - Poczekaj.- Krzyknęła jeszcze, miała nadzieję, że nie wystraszy tej osoby.