19.07.2024, 00:09 ✶
Jedenaście lat. Nie znosił o tym myśleć w taki sposób. W takich chwilach momentalnie zdawał sobie sprawę, jak wiele czasu minęło, odkąd opuścił mury Hogwartu. I nachodziły go bardzo niespokojne myśli na temat tego, że wcale nie był już dzieciakiem świeżo po egzaminach, a względnie dojrzałym mężczyzną, który powoli wkraczał w czas statecznej dorosłości.
Nie, żeby szczególnie mu się spieszyło do osiągnięcia życiowej stabilizacji... Bądź co bądź, biorąc pod uwagę jego nawyki i preferencje co do partnerów, wszelkie szanse na to, że pójdzie w ślady typowego czarodzieja, który znajduje sobie żonę, buduje dom i płodzi gromadkę dzieci, stanowiły obecnie odległe wspomnienie. Trudno było jednak zignorować upływ czasu.
Na co dzień go w sumie nie zauważał. W ciągu ostatnich lat zaangażował się w tak wiele projektów, że w gruncie rzeczy nie miał chwili wytchnienia. Przynajmniej jak na swoje standardy. Jego siostra miała dużo gorszą sytuację, chociaż publicznie zapewne by się do tego przed nikim nie przyznała. W natłoku codziennych obowiązków łatwo było zapomnieć o tym, że czas nie stał w miejscu, a wręcz mknął do przodu.
A takie momenty, jak powrót dawnego przyjaciel do Wielkiej Brytanii tylko to podkreślały. Gdyby Erik miał wyjaśnić Isaacowi, co właściwie działo się w jego życiu, nie wiedziałby nawet gdzie zacząć. I jak zacząć. Może dlatego początkowo nie wiedział, jak zachowywać się w towarzystwie Bagshota? Longbottom pokręcił lekko głową i z krzywym uśmiechem wyswobodził jedną z butelek z isaacowego uścisku.
— Nie, wszystko w porządku — oświadczył, zerkając czujnie przez ramię w stronę miejsca imprezy, którą zostawili daleko za sobą. — Może nikt nie rzuci sobie tej nocy do gardeł.
W gruncie rzeczy, nic nie wskazywało na to, aby przyjęcie miało skończyć się jakoś dramatycznie. Nie licząc wypadku dwóch medyków, którzy w dwóch niezależnych od siebie sytuacjach dosłownie spadli z nieba, to w sumie nie wydarzyło się nic specjalnie przejmującego. A przynajmniej nic, co odbiło się na tyle dużym echem, aby dotrzeć do uszu Erika.
— Do dzisiaj pamiętam ten odór, kiedy z rana się do nas kleiłeś — uświadomił ze śmiechem Isaaca na temat tej małej wpadki z końcowej fazy ich nauki w Hogwarcie. — W sumie... Dziwię się, że wam wybaczyłem, po tym, jak próbowaliście mnie zawiesić na obręczy na szkolnym stadionie podczas imprezy.
Prychnął na to wspomnienie, po czym pociągnął spory łyk z buteleczki z piwem.
Nie, żeby szczególnie mu się spieszyło do osiągnięcia życiowej stabilizacji... Bądź co bądź, biorąc pod uwagę jego nawyki i preferencje co do partnerów, wszelkie szanse na to, że pójdzie w ślady typowego czarodzieja, który znajduje sobie żonę, buduje dom i płodzi gromadkę dzieci, stanowiły obecnie odległe wspomnienie. Trudno było jednak zignorować upływ czasu.
Na co dzień go w sumie nie zauważał. W ciągu ostatnich lat zaangażował się w tak wiele projektów, że w gruncie rzeczy nie miał chwili wytchnienia. Przynajmniej jak na swoje standardy. Jego siostra miała dużo gorszą sytuację, chociaż publicznie zapewne by się do tego przed nikim nie przyznała. W natłoku codziennych obowiązków łatwo było zapomnieć o tym, że czas nie stał w miejscu, a wręcz mknął do przodu.
A takie momenty, jak powrót dawnego przyjaciel do Wielkiej Brytanii tylko to podkreślały. Gdyby Erik miał wyjaśnić Isaacowi, co właściwie działo się w jego życiu, nie wiedziałby nawet gdzie zacząć. I jak zacząć. Może dlatego początkowo nie wiedział, jak zachowywać się w towarzystwie Bagshota? Longbottom pokręcił lekko głową i z krzywym uśmiechem wyswobodził jedną z butelek z isaacowego uścisku.
— Nie, wszystko w porządku — oświadczył, zerkając czujnie przez ramię w stronę miejsca imprezy, którą zostawili daleko za sobą. — Może nikt nie rzuci sobie tej nocy do gardeł.
W gruncie rzeczy, nic nie wskazywało na to, aby przyjęcie miało skończyć się jakoś dramatycznie. Nie licząc wypadku dwóch medyków, którzy w dwóch niezależnych od siebie sytuacjach dosłownie spadli z nieba, to w sumie nie wydarzyło się nic specjalnie przejmującego. A przynajmniej nic, co odbiło się na tyle dużym echem, aby dotrzeć do uszu Erika.
— Do dzisiaj pamiętam ten odór, kiedy z rana się do nas kleiłeś — uświadomił ze śmiechem Isaaca na temat tej małej wpadki z końcowej fazy ich nauki w Hogwarcie. — W sumie... Dziwię się, że wam wybaczyłem, po tym, jak próbowaliście mnie zawiesić na obręczy na szkolnym stadionie podczas imprezy.
Prychnął na to wspomnienie, po czym pociągnął spory łyk z buteleczki z piwem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞