19.07.2024, 06:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2024, 06:43 przez Dora Crawford.)
Pewnie gdyby Dora nie była Dorą, właśnie myślałaby o tym, jak Jessie był odważny. Jak bardzo zadowolona była, że ktoś stawał przy niej w obronie innych. Ale tego rodzaju zrywy widziała na co dzień i w pewien sposób zdążyła już do nich nawyknąć. Przyzwyczaić się, że ludzie w jej otoczeniu chcą walczyć i stawać w opozycji do tego, co niewłaściwe. Ona zresztą robiła podobnie; może nie z taką pewnością jak inni, ani nie z taką fizyczną siłą, ale starała się nieustannie.
Teraz, wciąż kucając przy omdlałej dziewczynie, dłońmi asekurując ją tak, żeby na pewno się nie przewróciła, spoglądała to na wampira, to na przyjaciela, próbując wyczuć chyba, jakie mieli prawdopodobieństwo zrealizowania tego, co właśnie zadeklarował Kelly. Jej zdaniem? Marne i było to przeświadczenie osoby, która w swojej naiwność tak chętnie deklarowała kiedy tylko mogła, że wszystko będzie dobrze.
- Jess.. - uważaj? Ale zanim nawet zdążyła cokolwiek powiedzieć dalej, wampir już był przed nim, a Kelly próbował automatycznie się chyba odwinąć, uciekając zwyczajnie do użycia pięści.
Dziewczyna drgnęła, wyraźnie poruszona, ale jakby przypomniała sobie, że znajdująca się obok niej kobieta, ledwo siedzi prosto. Zamiast więc podnieść się na nogi, Dora uniosła dłonie, w rozpaczliwej próbie zareagowania jak najszybciej na to, co miało miejsce na jej oczach.
Jak w ogóle odrywało się od kogoś wampira, który wbił w niego zęby? A co ważniejsze, jak w ogóle zarażało się wampiryzmem? Crawley robiła w tym momencie praktycznie dwie rzeczy na raz, bo jednocześnie splatała zaklęcie i próbowała na szybko przekartkować w głowie wszystkie przeczytane do tej pory książki, próbując przypomnieć sobie czego trzeba, by przemienić kogoś w wampira. Plan był prosty - stworzyć pnącza, które obezwładnią napastnika, a potem zmuszą go do puszczenia swojej nowej ofiary.
Pnącza wystrzeliły spod ziemi, z zajadliwością oplatając się dookoła ciała mężczyzny, metodycznie ograniczając jego ruchy. Crawley wkładała w ten czar w tym momencie całe swoje doświadczenie z diabelskimi pnączami, którego jakimś dziwnym trafem miała nawet trochę. Wyczarowana przez nią roślina zacieśniała się powoli, aż w końcu doszło do momentu kiedy wampir zwyczajnie musiał puścić. Dora odetchnęła głęboko, z całą ulga jaką w tym momencie poczuła, bo przecież nie byłaby zdolna docisnąć go jeszcze bardziej. Nie dlatego że nie umiała, a dlatego że zwyczajnie sama sobie by na to nie pozwoliła.
- Jess, Jessie... bardzo cię ugryzł? - wyciągnęła do niego rękę, absolutnie przejęta i spoglądając na niego z troską. Zapraszała go do siebie tym gestem, jakby bojąc się że pozornie nie tak groźne ugryzienie mogło okazać się o wiele poważniejsze, a ona źle oceniała całą sytuację.
Teraz, wciąż kucając przy omdlałej dziewczynie, dłońmi asekurując ją tak, żeby na pewno się nie przewróciła, spoglądała to na wampira, to na przyjaciela, próbując wyczuć chyba, jakie mieli prawdopodobieństwo zrealizowania tego, co właśnie zadeklarował Kelly. Jej zdaniem? Marne i było to przeświadczenie osoby, która w swojej naiwność tak chętnie deklarowała kiedy tylko mogła, że wszystko będzie dobrze.
- Jess.. - uważaj? Ale zanim nawet zdążyła cokolwiek powiedzieć dalej, wampir już był przed nim, a Kelly próbował automatycznie się chyba odwinąć, uciekając zwyczajnie do użycia pięści.
Dziewczyna drgnęła, wyraźnie poruszona, ale jakby przypomniała sobie, że znajdująca się obok niej kobieta, ledwo siedzi prosto. Zamiast więc podnieść się na nogi, Dora uniosła dłonie, w rozpaczliwej próbie zareagowania jak najszybciej na to, co miało miejsce na jej oczach.
Jak w ogóle odrywało się od kogoś wampira, który wbił w niego zęby? A co ważniejsze, jak w ogóle zarażało się wampiryzmem? Crawley robiła w tym momencie praktycznie dwie rzeczy na raz, bo jednocześnie splatała zaklęcie i próbowała na szybko przekartkować w głowie wszystkie przeczytane do tej pory książki, próbując przypomnieć sobie czego trzeba, by przemienić kogoś w wampira. Plan był prosty - stworzyć pnącza, które obezwładnią napastnika, a potem zmuszą go do puszczenia swojej nowej ofiary.
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 42
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Pnącza wystrzeliły spod ziemi, z zajadliwością oplatając się dookoła ciała mężczyzny, metodycznie ograniczając jego ruchy. Crawley wkładała w ten czar w tym momencie całe swoje doświadczenie z diabelskimi pnączami, którego jakimś dziwnym trafem miała nawet trochę. Wyczarowana przez nią roślina zacieśniała się powoli, aż w końcu doszło do momentu kiedy wampir zwyczajnie musiał puścić. Dora odetchnęła głęboko, z całą ulga jaką w tym momencie poczuła, bo przecież nie byłaby zdolna docisnąć go jeszcze bardziej. Nie dlatego że nie umiała, a dlatego że zwyczajnie sama sobie by na to nie pozwoliła.
- Jess, Jessie... bardzo cię ugryzł? - wyciągnęła do niego rękę, absolutnie przejęta i spoglądając na niego z troską. Zapraszała go do siebie tym gestem, jakby bojąc się że pozornie nie tak groźne ugryzienie mogło okazać się o wiele poważniejsze, a ona źle oceniała całą sytuację.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.