19.07.2024, 08:50 ✶
– Zaproponowałabym Isaaca, ale obawiam się, że gadałby tak, że to dopiero byłoby mało humanitarne i rano jeden z was nie wyszedłby z tego żywy – odparła, posyłając mu uśmiech, chociaż to nie tak, że tak jakby zupełnie nie wpadła na to, że to była zaczepka. Nie zauważyłaby tego pewnie jeszcze trzy miesiące temu, ale to nie tak, że Brenna w ogóle nie potrafiła myśleć, a magia Beltane naprawdę była ciężka do zignorowania.
Nie była pewna na ile Atreusa zna, ale łatwo mogła domyśleć się, że takie zabawy nie są w jego stylu. O ile ona sama bawiła się równie dobrze na balu czystokrwistych, wiejskiej potańcówce, w mugolskim klubie, imieninach u cioci czy właśnie na ognisku na plaży, on chyba raczej częściej bywał na tych eleganckich przyjęciach albo w kasynach. I nie przyszedł tutaj dlatego, że po prostu lubił towarzystwo. Jasne, bywała tłukiem, bywała ślepa, ale nie była też na tyle głupia, aby nie wiedzieć, że powiedzenie mu, że może tu wpaść nie było równoznaczne temu zaproszeniu rzucanemu do Isaacka czy Basiliusa. On nie był jej kolegą. Chyba nie mógłby nim być, już nie. I może nie była pewna czy i na ile go zna, ale szczerze wątpiła, by przyszedł tutaj z grzeczności czy dlatego, że wieczór na plaży w towarzystwie o mieszanym pochodzeniu i przeróżnych zawodach, był akurat jego ulubioną formą spędzania wolnego czasu. Nie wiedziała, czy sprowadziła go ciekawość, prosta myśl, że dlaczego miałby nie przyjść, jakieś resztki, które nie chciały wywietrzeć z głowy po tym – cholernym – rytuale czy faktyczna sympatia, ale po tych niemal czterech miesiącach zakładała, że raczej z jego strony też nie było w tym nic koleżeńskiego.
Nie wiedziała nawet, co sama ma w głowie. Chociaż na pewno nic mądrego. Zaproszenie go tutaj było prawdopodobnie wybitnie głupim pomysłem z jej strony, ale Brenna nie pierwszy raz realizowała głupi pomysł, w tym miała długoletnie i bogate doświadczenia – chociaż prawdopodobnie te z cyklu „hej, chodźmy o 3 nad ranem do Zakazanego Lasu” były jednak mądrzejsze.
– Trochę taka była inspiracja, Wielka Sala znaczy się – przyznała, oglądając się w stronę świateł, wciąż widocznych gdzieś tam daleko, na plaży. – Jakbym wiedziała, że nie potrafi latać, to bym go związała i wrzuciła do namiotu. Nie wsadzałeś go przecież na tę miotłę przemocą, a on nie ma jedenastu lat – powiedziała i pokręciła lekko głową, z pewną rezygnacją. Nie miała zamiaru zgłaszać pretensji o ten wyścig do kogokolwiek, tego typu atrakcje zresztą były czymś, do czego przywykła. Nie tylko ona w Zakonie miewała szalone pomysły, więc naprawdę podczas ich spotkań zdarzały się czasem… rzeczy dziwne. Na przykład wyścigi na miotłach z poltergeistem. Brenna nauczyła się je przyjmować jako coś normalnego. – Chyba dostała się mu muszla z mocniejszym efektem albo bardzo chciał zaimponować Heather. Przynajmniej obyło się bez żadnych bójek i nikt nikogo nie zaatakować którąś z tych świeczek.
!naszapiosenka
Nie była pewna na ile Atreusa zna, ale łatwo mogła domyśleć się, że takie zabawy nie są w jego stylu. O ile ona sama bawiła się równie dobrze na balu czystokrwistych, wiejskiej potańcówce, w mugolskim klubie, imieninach u cioci czy właśnie na ognisku na plaży, on chyba raczej częściej bywał na tych eleganckich przyjęciach albo w kasynach. I nie przyszedł tutaj dlatego, że po prostu lubił towarzystwo. Jasne, bywała tłukiem, bywała ślepa, ale nie była też na tyle głupia, aby nie wiedzieć, że powiedzenie mu, że może tu wpaść nie było równoznaczne temu zaproszeniu rzucanemu do Isaacka czy Basiliusa. On nie był jej kolegą. Chyba nie mógłby nim być, już nie. I może nie była pewna czy i na ile go zna, ale szczerze wątpiła, by przyszedł tutaj z grzeczności czy dlatego, że wieczór na plaży w towarzystwie o mieszanym pochodzeniu i przeróżnych zawodach, był akurat jego ulubioną formą spędzania wolnego czasu. Nie wiedziała, czy sprowadziła go ciekawość, prosta myśl, że dlaczego miałby nie przyjść, jakieś resztki, które nie chciały wywietrzeć z głowy po tym – cholernym – rytuale czy faktyczna sympatia, ale po tych niemal czterech miesiącach zakładała, że raczej z jego strony też nie było w tym nic koleżeńskiego.
Nie wiedziała nawet, co sama ma w głowie. Chociaż na pewno nic mądrego. Zaproszenie go tutaj było prawdopodobnie wybitnie głupim pomysłem z jej strony, ale Brenna nie pierwszy raz realizowała głupi pomysł, w tym miała długoletnie i bogate doświadczenia – chociaż prawdopodobnie te z cyklu „hej, chodźmy o 3 nad ranem do Zakazanego Lasu” były jednak mądrzejsze.
– Trochę taka była inspiracja, Wielka Sala znaczy się – przyznała, oglądając się w stronę świateł, wciąż widocznych gdzieś tam daleko, na plaży. – Jakbym wiedziała, że nie potrafi latać, to bym go związała i wrzuciła do namiotu. Nie wsadzałeś go przecież na tę miotłę przemocą, a on nie ma jedenastu lat – powiedziała i pokręciła lekko głową, z pewną rezygnacją. Nie miała zamiaru zgłaszać pretensji o ten wyścig do kogokolwiek, tego typu atrakcje zresztą były czymś, do czego przywykła. Nie tylko ona w Zakonie miewała szalone pomysły, więc naprawdę podczas ich spotkań zdarzały się czasem… rzeczy dziwne. Na przykład wyścigi na miotłach z poltergeistem. Brenna nauczyła się je przyjmować jako coś normalnego. – Chyba dostała się mu muszla z mocniejszym efektem albo bardzo chciał zaimponować Heather. Przynajmniej obyło się bez żadnych bójek i nikt nikogo nie zaatakować którąś z tych świeczek.
!naszapiosenka
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.