19.07.2024, 12:20 ✶
– Skąd wiesz, że nie jestem – spytała Brenna, a kąciki jej ust uniosły się nieco. Mogłoby się wydawać, że opowieści Anthony’ego były absurdalne, ale Brenna lubiła absurdalne opowieści, lubiła historie i potrafiła opowiadać rzeczy iście niestworzone. – Może tutaj umarłam, spadając kiedyś z okna i właśnie opętałam taką jedną młodą mugolkę, która się tutaj wkradła? – podjęła. – Głupcy, rzeczywiście. Powinni trzymać takie trumny w kaplicach o wielkich oknach przysłoniętych ciężkimi kotarami, a w środku zamykać ghule, niepodatne na światło… lub kukły, zaczarowane, co się zamienią w proch, jak się je dźgnie czy coś. Albo je oklątwić. A sypiać w normalnym łóżku, w jakiejś tajnej komnacie, ukrytej za tajemnymi drzwiami. Przynajmniej ja bym tak zrobiła – oświadczyła Brenna, przy okazji pokazując, że jej umysł… krążył niekiedy dziwnymi ścieżkami. Była osobą, która plotła głupoty, rozdawała ludziom cukierki, a jednocześnie w pewnym sensie ciągle knuła. I która urodzona w innej rodzinie, wychowana w inny sposób, mogłaby stać się naprawdę niebezpieczną bronią w rękach tej drugiej strony.
– Tak, jest taka kamienica na Horyzontalnej, właśnie ją wyremontowano, i przyznają mieszkania, i no, mam takie wrażenie, że mógłbyś przejść ten etap programu ze sprawdzaniem obecnych warunków mieszkaniowych – powiedziała, zadzierając nieco głowę, by spojrzeć na zacieki na suficie.
Odwróciła się na jego gest, schodząc na dół bez większych oporów. Albo była zadziwiająco beztroska, mimo tej początkowej ostrożności i podejrzliwości, jakie zaprezentowała, albo szaleńczo pewna siebie – i tego, że poradzi sobie z tym wampirzym księciem nawet bez grubych kotar, które bardzo łatwo zedrzeć.
- Jakbym tak miała wybierać bez żadnych ograniczeń... - zastanowiła się, spoglądając na Anthony'ego z ukosa. - To pewnie pasowałbyś do wielkiej rezydencji i pełnej rzeźb i w ogóle, ale jesteś wampirzo blady i ciebie należałoby wystawić na słońce. W jakimś miłym, wiejskim domku w Dolinie Godryka... - plotła bezczelnie, i dalej w tym tonie, gdy schodzili po zniszczonych schodach i później, kiedy przemierzali sale nawiedzonego dworu, w którym nie było jednak żadnego wampira.
– Tak, jest taka kamienica na Horyzontalnej, właśnie ją wyremontowano, i przyznają mieszkania, i no, mam takie wrażenie, że mógłbyś przejść ten etap programu ze sprawdzaniem obecnych warunków mieszkaniowych – powiedziała, zadzierając nieco głowę, by spojrzeć na zacieki na suficie.
Odwróciła się na jego gest, schodząc na dół bez większych oporów. Albo była zadziwiająco beztroska, mimo tej początkowej ostrożności i podejrzliwości, jakie zaprezentowała, albo szaleńczo pewna siebie – i tego, że poradzi sobie z tym wampirzym księciem nawet bez grubych kotar, które bardzo łatwo zedrzeć.
- Jakbym tak miała wybierać bez żadnych ograniczeń... - zastanowiła się, spoglądając na Anthony'ego z ukosa. - To pewnie pasowałbyś do wielkiej rezydencji i pełnej rzeźb i w ogóle, ale jesteś wampirzo blady i ciebie należałoby wystawić na słońce. W jakimś miłym, wiejskim domku w Dolinie Godryka... - plotła bezczelnie, i dalej w tym tonie, gdy schodzili po zniszczonych schodach i później, kiedy przemierzali sale nawiedzonego dworu, w którym nie było jednak żadnego wampira.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.