19.07.2024, 12:54 ✶
– Tak tak e jestem Samiwcaleniemieszkamwwarowniznaczybrennamiproponowalaalenojakbytenniechcesienarzucacczycoś – wybabrolił pod nosem speszony mocno, oddając naczynia Dorze a samemu wycofując się dwa kroki. Jego oczy zeszkliły się lekko, nie był przyzwyczajony do takiego entuzjazmu na swój widok, z resztą w ogóle nie był za bardzo przyzwyczajony do rozmawiania z ludźmi.
– Mogę... mogę pomóc tak – dodał jeszcze kuląc ramiona, co przy jego wzroście nie wyglądało zbyt korzystnie. Ręce wsadził głęboko w kieszenie jeansowych spodni, obserwując to jedną, to drugą osobę i rozważając w spanikowanej głowie czego właściwie się od niego oczekuje. – Piwo tak, poproszę. – dodał, bo chyba tego, że się z nimi napije. Dzisiaj nie miał pracować, a taka pomoc przy domu, to w ogóle nie zaliczał jej jako pracy.
– Moja mama lubiła Lammas zawsze ona okadzała nasz dom, żeby ochronić go przed złymi duchami i niepomyślnością – wspomniał – ale to dopiero jutro prawda? – zmarszczył brwi, bo w sumie nie ogarniał do końca kalendarza, nawet jeśli jego dobowy rytm obecnie odmierzany został odliczaniem do Potańcówki, na którą być może - tego nie był pewien - został zaproszony w celach romantycznych przez jednego z domowników.
– Kruki i wrony najlepiej reagują na to, jak co się błyszczy. W sensie strach. I jak jest dużo kolorowych szmat, bo wtedy myślą sobie, że coś się tam rusza i wolą nie ryzykować. Chociaż nie wiem jak tu, jak w dolinie. W Kniei ptactwo było tak oswojone z nami, że mogłem je odpędzać tylko swoimi łapami, a to i tak na krótko starczało. No chyba, że moja mama przetrąciła kark kilku. Może to lepszy sposób w sumie mmm... Gdy wiedzą, że to teren łowiecki drapieżnika. W sensie no... – speszył się, bo mając w pamięci miłość Dory do roślin zlękł się, że tak samo kocha wszystkie zwierzątka i mogłaby go teraz bardzo nie lubić i naskarżyć jednak Brennie, że powołał do życia klątwą żywiołów kilka nowych gatunków w ogrodzie.
– Mogę... mogę pomóc tak – dodał jeszcze kuląc ramiona, co przy jego wzroście nie wyglądało zbyt korzystnie. Ręce wsadził głęboko w kieszenie jeansowych spodni, obserwując to jedną, to drugą osobę i rozważając w spanikowanej głowie czego właściwie się od niego oczekuje. – Piwo tak, poproszę. – dodał, bo chyba tego, że się z nimi napije. Dzisiaj nie miał pracować, a taka pomoc przy domu, to w ogóle nie zaliczał jej jako pracy.
– Moja mama lubiła Lammas zawsze ona okadzała nasz dom, żeby ochronić go przed złymi duchami i niepomyślnością – wspomniał – ale to dopiero jutro prawda? – zmarszczył brwi, bo w sumie nie ogarniał do końca kalendarza, nawet jeśli jego dobowy rytm obecnie odmierzany został odliczaniem do Potańcówki, na którą być może - tego nie był pewien - został zaproszony w celach romantycznych przez jednego z domowników.
– Kruki i wrony najlepiej reagują na to, jak co się błyszczy. W sensie strach. I jak jest dużo kolorowych szmat, bo wtedy myślą sobie, że coś się tam rusza i wolą nie ryzykować. Chociaż nie wiem jak tu, jak w dolinie. W Kniei ptactwo było tak oswojone z nami, że mogłem je odpędzać tylko swoimi łapami, a to i tak na krótko starczało. No chyba, że moja mama przetrąciła kark kilku. Może to lepszy sposób w sumie mmm... Gdy wiedzą, że to teren łowiecki drapieżnika. W sensie no... – speszył się, bo mając w pamięci miłość Dory do roślin zlękł się, że tak samo kocha wszystkie zwierzątka i mogłaby go teraz bardzo nie lubić i naskarżyć jednak Brennie, że powołał do życia klątwą żywiołów kilka nowych gatunków w ogrodzie.