19.07.2024, 14:34 ✶
Bezwstydnie zsunęła z ramion sukienkę, z resztą dlaczego miałaby się wstydzić kogoś z kim spała i to całkiem prawdopodobne, że nie raz. Naciągnęła na siebie spódnicę, potem przykryła nagą skórę tułowia czarną koszulką. Nie brzydziła się, nie pytała czyje to fatałaszki. Nie obchodziła ją ich historia. Pomimo tego lekceważenia, na moment umilkła nad suknią w kolorze jej skóry, a myśli na moment uleciały do Chrisa i tego jak to wszystko wyszło. Byli totalnie z dwóch światów, Mildred miała wrażenie, że gdyby wiedział o niej chociaż połowę tego co tutaj taki stojący obok...
– Właściwie to jak masz na imię? – zmarszczyła nos odwracając się do mężczyzny, nawet nie bojąc się o to, że może kiedyś jej powiedział, a ona zapomniała. Tak było, twarze zacierały się w korowodzie setki, tysięcy spotkanych ludzi. Teraz jednak łączyła ją z nim emocja zdradzonego sekretu, który kisiła w sobie latami i było jej wykurwiście lepiej z tego tytułu. Ulga miała za moment tym bardziej się spotęgować, gdy wsiądą do tego jego puszki na kółkach, ale nie uprzedzajmy faktów.
– Fajne, nie moja stylówa, ale podobają mi się. Ee... dzięki. – dodała, rolując łagodnie sukienkę i układając ją na tylnim siedzeniu. Była ciekawa czy stać ją będzie na odczyszczanie tych plam. Ona była brudna, ale chciałaby żeby ten ładny prezent nie był. Dziwne uczucie.
Zarumieniła się jak powiedział, że lubi jak gada, bo nie wszyscy to lubili. Brat może, ale miała ponad 90% pewności, że jej wtedy nie słuchał, tylko dajmy na to cieszył się ze nie leży jak kłoda w Lecznicy.
– Ok, fajnie. Dzięki– wydukała zawstydzona nieoczekiwanym komplementem. Potem jeszcze chwila posłuchała, zaciągnęła się mocno papierosem i pomyślała jak to wszystko ubrać w słowa, bo skoro się okazało, że on lubi jej słuchać to wywołało w niej małą presję, że teraz musi mówić jakoś super zajebiście fajnie tak jak wcześniej mu opowiadała i to było trudne.
– Wiesz no... ślubu z Tobą nie brałam. Fajnie było się spotkać. Potem Cię nie było, pomyślałam... ok wypierdolił gdzieś, miał dość, nie wiem... pojechał się zajebać beze mnie czy coś. To był... to był trudny czas. Dla mnie to był mega trudny czas wtedy. Znaczy teraz też jest zjebany, ale lepiej to niż siedzieć w kiciu co nie? – papierosy były dobre. Czuła jak nikotyna rozchodzi się po ciele przynosząc słodkie odrętwienie.
– Właściwie to jak masz na imię? – zmarszczyła nos odwracając się do mężczyzny, nawet nie bojąc się o to, że może kiedyś jej powiedział, a ona zapomniała. Tak było, twarze zacierały się w korowodzie setki, tysięcy spotkanych ludzi. Teraz jednak łączyła ją z nim emocja zdradzonego sekretu, który kisiła w sobie latami i było jej wykurwiście lepiej z tego tytułu. Ulga miała za moment tym bardziej się spotęgować, gdy wsiądą do tego jego puszki na kółkach, ale nie uprzedzajmy faktów.
– Fajne, nie moja stylówa, ale podobają mi się. Ee... dzięki. – dodała, rolując łagodnie sukienkę i układając ją na tylnim siedzeniu. Była ciekawa czy stać ją będzie na odczyszczanie tych plam. Ona była brudna, ale chciałaby żeby ten ładny prezent nie był. Dziwne uczucie.
Zarumieniła się jak powiedział, że lubi jak gada, bo nie wszyscy to lubili. Brat może, ale miała ponad 90% pewności, że jej wtedy nie słuchał, tylko dajmy na to cieszył się ze nie leży jak kłoda w Lecznicy.
– Ok, fajnie. Dzięki– wydukała zawstydzona nieoczekiwanym komplementem. Potem jeszcze chwila posłuchała, zaciągnęła się mocno papierosem i pomyślała jak to wszystko ubrać w słowa, bo skoro się okazało, że on lubi jej słuchać to wywołało w niej małą presję, że teraz musi mówić jakoś super zajebiście fajnie tak jak wcześniej mu opowiadała i to było trudne.
– Wiesz no... ślubu z Tobą nie brałam. Fajnie było się spotkać. Potem Cię nie było, pomyślałam... ok wypierdolił gdzieś, miał dość, nie wiem... pojechał się zajebać beze mnie czy coś. To był... to był trudny czas. Dla mnie to był mega trudny czas wtedy. Znaczy teraz też jest zjebany, ale lepiej to niż siedzieć w kiciu co nie? – papierosy były dobre. Czuła jak nikotyna rozchodzi się po ciele przynosząc słodkie odrętwienie.