19.07.2024, 16:16 ✶
Brenna niechcący zbliżyła się do prawdy. Nie chodziło o czar – ale faktycznie Thoran zostawił drobną pamiątkę przy kamienicy Victorii.
Chociaż gdy rozmawiały o tym, że może tutaj coś zostawił, rzucił zaklęcie czy coś zrobił, Brenna nie spodziewała się, że to „coś” może być właśnie poltergeistem.
– Wydaje mi się, że to całkiem dobry pomysł. Możemy się rozejrzeć… a jeśli nic nie znajdziemy, to mam wrażenie, że warto byłoby pogadać z klątwołamaczami, znam kilku całkiem niezłych… – odparła, idąc za Victorią. I już, już otwierała usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, po swojemu zacząć pleść, chociaż tym razem nie dla samego gadania, a by wyliczać, co warto sprawdzić i z kim się skontaktować…
…gdy jej uszu dobiegł jakiś dźwięk. Szelest. Nic wielkiego. Nie zwróciłoby pewnie jej uwagi, gdyby po pierwsze nie była przeczulona, po drugie nie przyszła tutaj właśnie z powodu tych wszystkich hałasów, które doskwierały Victorii.
Zamarła, zmarszczyła brwi. Była gotowa zawrócić, biec do mieszkania Yaxleya i jeśli trzeba, wyważyć te cholerne drzwi, jakoś to później wyjaśni, ojej słyszałyśmy podejrzane odgłosy, a on rano został napadnięty, ale niemal natychmiast uświadomiła sobie, że to żadne bębny.
– Tori? Eee… wiem, że to dziwnie brzmi, ale zdaje mi się, jakby… coś było w ścianach. Albo nie w ścianach. W suficie? Słyszysz to? – powiedziała, zaczynając się rozglądając, szukać źródła tego bardzo cichego, ale przedziwnego hałasu. Brzmiało trochę jak szczury, ale przecież nie spodziewałaby się szczurów w domu Victorii: nie wspominając już o tym, że koty nie powinny wtedy siedzieć tak spokojnie, nawet jeżeli nie były chętne do samego polowania na szkodniki, to szczurze harce chyba powinny kociaki zainteresować…
Chociaż gdy rozmawiały o tym, że może tutaj coś zostawił, rzucił zaklęcie czy coś zrobił, Brenna nie spodziewała się, że to „coś” może być właśnie poltergeistem.
– Wydaje mi się, że to całkiem dobry pomysł. Możemy się rozejrzeć… a jeśli nic nie znajdziemy, to mam wrażenie, że warto byłoby pogadać z klątwołamaczami, znam kilku całkiem niezłych… – odparła, idąc za Victorią. I już, już otwierała usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, po swojemu zacząć pleść, chociaż tym razem nie dla samego gadania, a by wyliczać, co warto sprawdzić i z kim się skontaktować…
…gdy jej uszu dobiegł jakiś dźwięk. Szelest. Nic wielkiego. Nie zwróciłoby pewnie jej uwagi, gdyby po pierwsze nie była przeczulona, po drugie nie przyszła tutaj właśnie z powodu tych wszystkich hałasów, które doskwierały Victorii.
Zamarła, zmarszczyła brwi. Była gotowa zawrócić, biec do mieszkania Yaxleya i jeśli trzeba, wyważyć te cholerne drzwi, jakoś to później wyjaśni, ojej słyszałyśmy podejrzane odgłosy, a on rano został napadnięty, ale niemal natychmiast uświadomiła sobie, że to żadne bębny.
– Tori? Eee… wiem, że to dziwnie brzmi, ale zdaje mi się, jakby… coś było w ścianach. Albo nie w ścianach. W suficie? Słyszysz to? – powiedziała, zaczynając się rozglądając, szukać źródła tego bardzo cichego, ale przedziwnego hałasu. Brzmiało trochę jak szczury, ale przecież nie spodziewałaby się szczurów w domu Victorii: nie wspominając już o tym, że koty nie powinny wtedy siedzieć tak spokojnie, nawet jeżeli nie były chętne do samego polowania na szkodniki, to szczurze harce chyba powinny kociaki zainteresować…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.