19.07.2024, 16:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2024, 16:35 przez Jonathan Selwyn.)
Możliwe, że to był ten moment, gdy zrobił coś głupiego pierwszy raz od naprawdę długiego czasu, a przynajmniej od początku sierpnia. No bo tak, gdy podpalał tę przeklętą różę na weselu u Blacków mógł sobie najwyżej nieco przypalić brwi. Gdy postanowił iść dzisiaj za tym duchem, najwyżej mogli go nieco zranić, bo przecież na pewno by go nie postrzelono był na to zbyt zwinny i zdolny. A tu? Tu chodziło o ich przyjaźń tak szalenie dla niego ważną, ale potencjalne konsekwencje jeszcze nie do końca to do niego docierały
Nie w tym momencie. Nie gdy Charlotte odwzajemniła pocałunek, a on w odpowiedzi objął ja w tali, nie myśląc o tym, jak będzie panikował jutro, gdy pomyśli o tym wszystkim na spokojnie.
Teraz po prostu cieszył się, że pośród tego całego chaosu spowodowanego obsesjami, strzelaninami i niechcianymi listami był teraz tutaj przy niej. Tej czarownicy, która jeszcze chwilę temu prowadziła samochód uciekając przed kulami. I jak jej nie podziwiać?
Wreszcie odsunęli się od siebie i dopiero wtedy jego mózg zacząć bić na alarm spowodowany tym, że Jonathan nie miał pojęcia co powiedzieć. A to nigdy nie był dobry znak.
Jutro. Będzie się tym martwić jutro. Teraz musieli się spakować.
Przeczesał palcami włosy i odsunął się nieco ogarniając pomieszczenie wzrokiem, a potem posłał czarownicy swój typowy uśmiech, jakby nic się właśnie nie stało.
– Z Krukonem, lub Puchonem też nie byłoby tak zabawnie – powiedział tylko, a potem ruszył do swojego pokoju by się spakować, nie przestając się przy tym uśmiechać.
Koniec sesji