19.07.2024, 20:47 ✶
Znikam pośród innych weselników.
A mogłem zabrać z nami Brennę, pomyślał rozgorączkowany Longbottom, dalej krążąc wokół jednego ze stolików nieopodal baru. Jakby na to nie patrzeć był teraz w bardzo nieciekawej sytuacji. Jego siostra została w domu, bo oczywiście, że odmówiła udziału w tej imprezie. Geraldine przepadła, zapewne porwana przez przystojnego łowczego Blacków, który chciał pokazać jej swoją kuszę, a Erika...
Pozostawiono na pastwę losu, żeby sam sobie radził z potencjalnymi przeciwnościami losu. Przecież to było kompletnie nieodpowiedzialne! A co gdyby zagadał go jakiś Rookwood albo Black? Erik wzdrygnął się na samą myśl, że mógłby go zagadać jakiś starszy czarodziej, który od paru dobrych dekad pozostawał skłócony z jego dziadkiem, a zarazem nestorem rodziny. Naprawdę nie chciał tutaj zaczynać własnej burdy.
Westchnął przeciągle, zerkając tęsknie w kierunku baru. Gdyby nie to, że dwa razy w ciągu kilku minut widział jak dwie różne osoby zmieniają się w kapibary, to może nawet zaryzykowałby wypicie paru drinków, jednak... Nie chciał ryzykować. Nie bez asysty ze strony Geraldine.
— Wszystko muszę robić sam — mruknął z niezadowoleniem i odstawił nienapoczęty kielich na stolik, po czym zaczął przesuwać się wraz z ruchem tłumu ku jednemu z bocznych pomieszczeń.
Skoro panna Yaxley miała ciekawsze rzeczy do roboty, to musiał znaleźć ją pierwszy. Przecież nie będzie stał tam do rana, jak słup soli! Prędzej później ktoś by go zauważył, a Erik nie był pewny, czy miał tego dnia siłę na to, aby dostosowywać się do norm czystokrwistej socjety... Już i tak miał za sobą parę ciężkich i męczących dni. Znaleźć Geraldine, znaleźć Geraldine, powtarzał sobie niczym mantrę, przesuwając wzrokiem po twarzach mijających go gości. Ciekawe, ile mu zajmie znalezienie tej przeklętej kobiety?
A mogłem zabrać z nami Brennę, pomyślał rozgorączkowany Longbottom, dalej krążąc wokół jednego ze stolików nieopodal baru. Jakby na to nie patrzeć był teraz w bardzo nieciekawej sytuacji. Jego siostra została w domu, bo oczywiście, że odmówiła udziału w tej imprezie. Geraldine przepadła, zapewne porwana przez przystojnego łowczego Blacków, który chciał pokazać jej swoją kuszę, a Erika...
Pozostawiono na pastwę losu, żeby sam sobie radził z potencjalnymi przeciwnościami losu. Przecież to było kompletnie nieodpowiedzialne! A co gdyby zagadał go jakiś Rookwood albo Black? Erik wzdrygnął się na samą myśl, że mógłby go zagadać jakiś starszy czarodziej, który od paru dobrych dekad pozostawał skłócony z jego dziadkiem, a zarazem nestorem rodziny. Naprawdę nie chciał tutaj zaczynać własnej burdy.
Westchnął przeciągle, zerkając tęsknie w kierunku baru. Gdyby nie to, że dwa razy w ciągu kilku minut widział jak dwie różne osoby zmieniają się w kapibary, to może nawet zaryzykowałby wypicie paru drinków, jednak... Nie chciał ryzykować. Nie bez asysty ze strony Geraldine.
— Wszystko muszę robić sam — mruknął z niezadowoleniem i odstawił nienapoczęty kielich na stolik, po czym zaczął przesuwać się wraz z ruchem tłumu ku jednemu z bocznych pomieszczeń.
Skoro panna Yaxley miała ciekawsze rzeczy do roboty, to musiał znaleźć ją pierwszy. Przecież nie będzie stał tam do rana, jak słup soli! Prędzej później ktoś by go zauważył, a Erik nie był pewny, czy miał tego dnia siłę na to, aby dostosowywać się do norm czystokrwistej socjety... Już i tak miał za sobą parę ciężkich i męczących dni. Znaleźć Geraldine, znaleźć Geraldine, powtarzał sobie niczym mantrę, przesuwając wzrokiem po twarzach mijających go gości. Ciekawe, ile mu zajmie znalezienie tej przeklętej kobiety?
Erik Longbottom
Postać opuszcza sesję
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞