To ich trochę różniło, bo panna Yaxley zdecydowanie ceniła sobie to, czego nauczyła się w szkole. Fakt, jeśli chodzi o sprawy związane z wykonywanym przez nią zawodem to większość zawdzięczała ojcu, który od najmłodszych lat przygotowywał ją do pozostania łowcą. Jednak nie tylko aktywność i sprawność fizyczna była jej do tego potrzebna, dzięki siedmiu latom spędzonym w Hogwarcie nauczyła się również korzystać z magii w sposób, który był jej potrzebny. Poza tym oczywiście nawiązała tam wiele znajomości, które przetrwały do dzisiaj, a to też było dla niej istotne.
- Jasne, rozumiem. - Powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Nie przywykła do wysłuchiwania komplementów, było to dla niej coś zupełnie nowego, ale nie speszyła się tym jakoś specjalnie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jestem jednym z takich bogatych dupków? - Miała wrażenie, że o tym zapomniał. Jasne, może się z tym tak nie obnosiła jak większość tutaj zgromadzonych, ale nie miała zamiaru być hipokrytką. Ona również bywała na tych wystawnych przyjęciach nie bez powodu. Należała do tego grona bogatych czarodziejów, którzy mogli pozwolić sobie na zakupienie wszystkiego o czym tylko marzyli. Urodziła się w majętnej rodzinie, ba teraz sama sporo pieniędzy dorzucała do rodzinnego skarbca. Nawet lubiła te spędy, gdzie mogła zobaczyć jak bawią się inni bogacze, ale nie miała zamiaru udawać, że czasem nie jest do nich podobna. Miewała swoje zachcianki, na które potrafiła wydawać naprawdę spore sumy pieniędzy, tylko dlatego, że chciała się przez chwilę dobrze bawić.
Miała świadomość, że dla niektórych może to być frustrujące, w końcu nie wszyscy mogli sobie pozwolić na taką rozrzutność, zresztą bogaci lubili wykorzystywać swoją pozycję i pokazywać innym, że znaczą tyle co nic. Akurat tego nie rozumiała, bo Yaxley ceniła sobie wszystkich - bez względu na status majątkowy.
- Cóż, pewnie dla większości jest to ważne, żeby te driny ładnie wyglądały, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że wcale nie taka jest ich funkcja. - Gerry wlała w siebie w swoim życiu hektolitry alkoholu, więc jej również trudno było się upić tymi kolorowymi drinami, zdecydowanie wolała alkohol podany w czystej wersji, bez rozcieńczania. Piła w zasadzie po to, aby zapomnieć o otaczającym ją świecie.
- W mugolskim Londynie, jest tam taki niewielki sklep, gdzie można znaleźć naprawdę ciekawe tytonie z całego świata, tam się zaopatruję. - Paliła jak smok, miała w domu naprawdę ogromną kolekcję najróżniejszych papierosów, niektóre przywiozła z innych części świata, inne kupiła właśnie w tym sklepie o którym wspominała. Sama skończyła palić peta, a niedopałek przygasiła swoim fikuśnym bucikiem. Merlinie, to było chyba nawet bardziej niewygodne od tej sukienki, te okropne buty. Postanowiła więc je ściągnąć, aby dać swoim stopom trochę odpocząć. Zdecydowanie wolała swoje stare, znoszone trepy.
- Nieee, aż tak źle nie było. Czasem lubię wyglądać jak człowiek, ale nie zbyt często. - Nie miała zamiaru udawać, że jest inaczej. Jakby nie patrzeć Yaxley też była panną z dobrego domu, przywykła do tych przyjęć na których pojawiała się od czasu do czasu. Lubiła zaskakiwać swoich znajomych swoimi strojami, pozwalała sobie nawet na nieco ekstrawagancji, miała taką możliwość dzięki Rosierom, którzy nie odmawiali jej szycia tych pięknych sukien na miarę.
- To nie chodzi o to, że się cykam, po prostu tacy jak ja, muszą trzymać się pewnych standardów, przynajmniej w miejscach jak to. - Nie wydawało jej się, żeby do końca rozumiał o to, o co jej chodzi. Ta rozmowa niekoniecznie szła w stronę w którą chciała, nie była zadowolona z jej przebiegu.