20.07.2024, 01:33 ✶
Atreus usiadł na swoim miejscu, wciąż kontemplując zaprezentowany mu zestaw sztućców. Niby wcześniej, jeszcze w komnacie gdzie dostał zestaw czystych, nowych ubrań, kasztelan wręcz rozpaczliwie próbował mu wyjaśnić co należy używać do czego, ale teraz, kiedy po krótkiej przerwie na nie patrzył, wszystko jakoś wywietrzało mu z głowy. Mówi się trudno - może nikt nie zwróci na to przesadnej uwagi, albo zwyczajnie uda mu się nie obrazić przypadkowo całe zgromadzone tutaj grono rozpasionych szlachciców.
Ci co jakiś czas spoglądali w jego stronę zaciekawieni, ale starał się zwyczajnie nie zwracać na to uwagi, odmawiając zabawiania ich w ten sposób. Poświęcanie im zerowej uwagi zwiększało prawdopodobieństwo tego, że wszyscy zostawią go w spokoju i będzie mógł skoncentrować się na tym, za co mu właściwie zapłacono. Czyli na pilnowaniu porządku w tym całym pierdolniku.
Wojownik zerknął w bok, na kasztelana, który naprędce postanowił uzupełnić jego wiedzę o to, kto właściwie zasiadał właśnie po jego prawej stronie, ale ten przestał go słuchać po dwóch pierwszych słowach. Czy faktycznie w tej sytuacji musiał się zaznajamiać akurat z herbem zmierzającej w ich stronę czarodziejki? Może wypadało podzielić się imieniem, albo nawet... Chwila, jaki herb?
Atreus poznał w swoim życiu wiele herbów, ale zapamiętał tylko jeden. Złotego lwa na mieczu na czerwonym tle. Nigdy nie był fanem udzielania się wśród znamienitych osobistości, tak samo jak i nie rozliczał nikogo z pochodzenia, kiedy chodziło o jego zawód. Nie ważne z czyjej ręki, pieniądz ważył tyle samo i miał jednakową wartość, kiedy płacił w przydrożnej karczmie za nocleg. Złoty lew jednak wrył mu się w pamięć, szczególnie kiedy próbował z jej pomocą ratować tych parę lat temu Jaskra, który teraz jak gdyby nic siedział na miejscu koło królowej. A złoty miecz, zdobiony trzema rubinami, na zawsze już kojarzył mu się z momentem kiedy wbiła mu go w plecy i zrobiła w chuja, cały incydent z dżinnem próbując odwrócić na swoją korzyść. A pomyśleć, że żyjąc więcej niż zwykły człowiek zdążył się przyzwyczaić do tego że czarodziejki były nie tylko bezczelne, ale i przebiegłe.
- Brenn, jak miło cię widzieć. Nie spodziewałem się, że zrobisz karierę jako niańka - odpowiedział, zwracając twarz w jej stronę. Zdążył już zapomnieć o tej aurze, którą dookoła siebie rozsiewała. Zapach bzu delikatnie otoczył go, wywołując przed szereg ostatni raz kiedy dane im było się widzieć. Chyba rzucała w niego wtedy dżemem porzeczkowym.
Ci co jakiś czas spoglądali w jego stronę zaciekawieni, ale starał się zwyczajnie nie zwracać na to uwagi, odmawiając zabawiania ich w ten sposób. Poświęcanie im zerowej uwagi zwiększało prawdopodobieństwo tego, że wszyscy zostawią go w spokoju i będzie mógł skoncentrować się na tym, za co mu właściwie zapłacono. Czyli na pilnowaniu porządku w tym całym pierdolniku.
Wojownik zerknął w bok, na kasztelana, który naprędce postanowił uzupełnić jego wiedzę o to, kto właściwie zasiadał właśnie po jego prawej stronie, ale ten przestał go słuchać po dwóch pierwszych słowach. Czy faktycznie w tej sytuacji musiał się zaznajamiać akurat z herbem zmierzającej w ich stronę czarodziejki? Może wypadało podzielić się imieniem, albo nawet... Chwila, jaki herb?
Atreus poznał w swoim życiu wiele herbów, ale zapamiętał tylko jeden. Złotego lwa na mieczu na czerwonym tle. Nigdy nie był fanem udzielania się wśród znamienitych osobistości, tak samo jak i nie rozliczał nikogo z pochodzenia, kiedy chodziło o jego zawód. Nie ważne z czyjej ręki, pieniądz ważył tyle samo i miał jednakową wartość, kiedy płacił w przydrożnej karczmie za nocleg. Złoty lew jednak wrył mu się w pamięć, szczególnie kiedy próbował z jej pomocą ratować tych parę lat temu Jaskra, który teraz jak gdyby nic siedział na miejscu koło królowej. A złoty miecz, zdobiony trzema rubinami, na zawsze już kojarzył mu się z momentem kiedy wbiła mu go w plecy i zrobiła w chuja, cały incydent z dżinnem próbując odwrócić na swoją korzyść. A pomyśleć, że żyjąc więcej niż zwykły człowiek zdążył się przyzwyczaić do tego że czarodziejki były nie tylko bezczelne, ale i przebiegłe.
- Brenn, jak miło cię widzieć. Nie spodziewałem się, że zrobisz karierę jako niańka - odpowiedział, zwracając twarz w jej stronę. Zdążył już zapomnieć o tej aurze, którą dookoła siebie rozsiewała. Zapach bzu delikatnie otoczył go, wywołując przed szereg ostatni raz kiedy dane im było się widzieć. Chyba rzucała w niego wtedy dżemem porzeczkowym.