— Lubiłem swoje dotychczasowe dotychczasowe życie i przeważającą w nim prostotę... tylko, że od pewnego czasu wszystko zaczęło wydawać mi się... ogólnie mówiąc puste, zwłaszcza kiedy dojdzie się do wniosku, czego brakowało mu w życiu i ja doszedłem do takiego właśnie momentu i jednocześnie zrozumiałem, że chcę mieć wszystko. Moja kariera nie powinna stać z tym w sprzeczności. Ani to, że chcę dbać o swoją reputację. — Wszystkie te zmiany, jakie miały miejsce w jego życiu i związane z nimi komplikacje w końcu zebrały swoje żniwo. Dotychczasowa refleksja nad swoim życiem w jego wykonaniu miała swoją nazwę, która bardzo nie przypadła mu do gustu. W tym wszystkim, co teraz powiedział, mógł rozmywać się cały kontekst.
Życie wymagało od ludzi kompromisów i wydawać by się mogło, że nie jest wyjątkiem - najwyraźniej problem tkwił w tym, że trudno było przystać na kompromis, kiedy chciało się mieć ciastko i zjeść ciastko. Rezygnacja z własnej kariery i porzucenie starań o zachowanie wypracowanej przez lata reputacji po to aby mieć to, czego zapragnął nie było dobrym wyjściem. Owszem, kiedyś przyjdzie ten czas, w którym przyjdzie mu odwiesić do szafy przeznaczoną do gry w Quidditcha szatę w barwach Zjednoczonych z Puddlemere.
Powinien sam wiedzieć, że to ten właściwy moment na zakończenie swojej kariery. Nie powinno to być uczynione pod presją, skoro może spędzić w tej branży jakieś dziesięć lat. Czas biegł nieubłaganie dla każdego. Niezależnie od tego, czy sam zdecyduje się zakończyć swoją sportową karierę czy wpłyną na to czynniki zewnętrze, będzie musiał zadać sobie to samo pytanie. Co dalej? Miał wstępny plan, ale nie potrafił przewidzieć czy jego realizacja będzie możliwa.
— To nie był pierwszy raz, kiedy mogłem stracić życie, jednak wtedy byłem w powietrzu i tak o tym nie myślałem. Z żywiołem jest inaczej, morze to okrutna kochanka, która bierze wszystko to, czego zapragnie. Przyjmuję twoją radę, przyjacielu i zaproszę takiego specjalistę do swojej letniej posiadłości. Nadal jestem jej właścicielem, choć myślę nad zmianą otoczenia. Dolina Godryka nie jest już tym samym miejscem. Spróbuję się skontaktować z panem Blackiem, skoro jest wart polecenia. — W swojej wypowiedzi nawiązał do swojej potyczki z wrogo nastawionym czarodziejem. Po nim doskonale wiedział, czego się spodziewać. Z rozszalałym żywiołem znacznie trudniej się walczyło, niż z żywym człowiekiem manifestującym swoje intencje. Na taką katastrofę, jaka miała miejsce podczas tamtego rejsu nie dało się w żaden sposób przygotować.
— Wspaniale, przyjacielu. Może sam w ten sposób odzyskam... harmonię. Zostałem zaproszony na ten rejs... organizował go William Avery. Wyruszyłem na pokładzie statku pasażerskiego "Emperor" z portu Stornoway i miałem dotrzeć do islandzkich fiordów. Rejkiawik, Thorshavn na Wyspach Owczych i Wyspy Svalbard. Poza oczywistymi atrakcjami dla bogatych pasażerów to spróbowałem swoich sił w malowaniu - z oczywistych względów obraz nie przetrwał. Zrobiłem także sporo zdjęć, których nie mam jak tobie pokazać. — Postanowił zacząć od początku, nawet jak postanowił go poddać pewnym modyfikacjom. Tak było poniekąd łatwiej. To jednak nie pozwalało mu w pełni zamaskować goryczy w swoim głosie, za którą stały znacznie poważniejsze rzeczy, niż utrata swojego cennego aparatu, którym dokumentował tamtą podróż.
— Potem było przyjęcie... alkohol, dobre jedzenie i muzyka oraz jeszcze lepsze towarzystwo. Ja wyjątkowo stroniłem od alkoholu, którego picie odradził mi uzdrowiciel. Niedane było mi przespać całej nocy - ze snu wyrwała mnie wszechobecna wilgoć w powietrzu i odgłosy dochodzące z głębi statku... który zaczął się niebezpiecznie przechylać. W pierwszej chwili chciałem po prostu się ewakuować, jednak ostatecznie zacząłem przeszukiwać pokoje i pomagać ludziom. W końcu do środka wdarła się woda. Załoga również ratowała pasażerów, zwłaszcza kobiety z dziećmi. Kierowałem też innych do łodzi i wyciągnąłem innych z wody. Nawet wskoczyłem w tę lodowatą toń... teraz będę dłużej leczyć wszystkie swoje kontuzje. — Sytuacja wymagała aby raz jeszcze znalazł się na pokładzie tego statku, aby raz jeszcze usłyszał te przerażające dźwięki z jego wnętrza i doświadczył kruchości ludzkiego istnienia. Doświadczył też ponownie wielu rzeczy, na które spuścił żelazną kurtynę milczenia. Wszystko to musiał zaakceptować.
— Opisano to wszystko w gazecie przedstawiając mnie jako kogoś, kto wykazał się brawurową odwagą. W pierwszej kolejności chciałem jako pierwszy opuścić pokład tonącego statku. Przecenili moje możliwości i zaangażowanie - podczas katastrofy utonęło ponad dwustu ludzi i drugie tyle zostało rannych. — Na tym postanowił zakończyć swoją opowieść. W swoim mniemaniu powiedział wszystko co był w stanie powiedzieć, co chciał i co mógł wyznać. Nie był to czas ani miejsce na chełpienie się tym, że jest najlepszy. Gdyby faktycznie uratował tych wszystkich ludzi to można byłoby o tym mówić. Rozsądek nie podpowiadał tego, że gdyby nie jego starania to ofiar śmiertelnych mogłoby być znacznie więcej.
— Jedyne morze, w którym zamierzam teraz utonąć, to morze alkoholu. Muzyka nawet przy tonięciu. — Po wypowiedzeniu tych słów zamilkł na długie minuty i dopiero po tym czasie, kiedy jego żyły wypełnił tak zacny trunek, dojrzał do tego aby zrobić coś, co pozwoli mu poczuć się żywym. Było to błędne założenie, bo przy tylu odczuwanych emocjach powinien czuć się żywy. W końcu to wszystko było częścią życia.
— Co mógłbym zrobić, abym poczuł się... żywy? — Zastanawiał się na głos w stanie dalekim od trzeźwości. Nie będzie w stanie wsiąść na swoją miotłę. W jego otoczeniu brakowało kobiet, z którymi mógłby się przespać. Na razie nie znalazł na to sposobu.
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate