20.07.2024, 08:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2024, 19:35 przez Brenna Longbottom.)
– Przepiękne kłamstwo, Atre, zakładam, że wpływ przebywania wśród szlachty. Jeszcze parę chwil w tym zacnym gronie i będziesz już zupełnie nie do poznania – powiedziała, posyłając uśmiech najpierw jemu, a potem kasztelanowi, który wyglądał, jakby nagle zrobiło się mu bardzo gorąco i rzucił nieco nerwowe spojrzenie królowej. – Niechże pan nie robi takich min, panie kasztelanie, ktoś jeszcze uzna, że coś źle się dzieje na balu naszej wspaniałej władczyni, to byłoby bardzo niefortunne. Mogłoby zupełnie zważyć atmosferę. Skuteczniej niż bójka, która pewnie tu wybuchnie, gdy wino zaszumi w głowach, a młody hrabia Louvain odkryje, że otrzymał niższe miejsce przy stole niż jego zaprzysięgły wróg, pan Philip – stwierdziła, sięgając po kielich, który już jeden ze służących, uwijających się między gośćmi, stawiających półmiski z mięsiwami, wazy z sosami i z zupami, napełnił winem. Nie uniosła go do ust jednak, a tylko zajrzała doń, jakby z czerwieni trunku chciała odczytać przyszłość: ta uczta, to przyjęcie, niosło wszak kłopoty, a chociaż kłopoty łatwo topi się w winie, to te potem lubiły wypływać. Stała czujność, jak mawiał dowódca zamkowej straży, Alastor, pewnie teraz sprawdzający po raz piąty warty. Doznałby niewątpliwie ataku apopleksji w stosunkowo młodym wieku, gdyby wiedział, kogo to królowa zaprosiła na ucztę, i kto jednym skokiem tejże królowej mógłby teraz dopaść, jeśli by się mu tak zechciało – że nawet szlachetny pan Orion, zwycięzca ostatniego turnieju organizowanego ku czci władczyni, nie zdążyłby mu stanąć na drodze.
Nie żeby Brenna się tego spodziewała. Atreus miał przy boku kasztelana, był tu więc nie tylko za przyzwoleniem, ale na wyraźne życzenie królowej złotych jabłoni.
– Nauczycielką. Opiekunką. Strażniczką, a to oznacza ochronę dziewczyny przed zagrożeniami… – mruknęła bardzo cicho, unosząc na niego baczne spojrzenie znad kielicha. – A ty nie pojawiasz się tam, gdzie nie ma kłopotów. Lubisz kłopoty. Lubisz je siekać mieczem. Jakich to szukasz na dzisiejszej uczcie? Drugi widelec od lewej. Bez noża – poinstruowała, rzucając spojrzenie na potrawę, która znalazła się na jego talerzu, wyjątkowo piękny okaz ryby, sprowadzonej tu specjalnie magią z dalekiego, ciepłego morza. – Jakaż szkoda, że nie podają dziś dżemu porzeczkowego.
Zmilkła, bo poza dwoma wszystkie miejsca były już zajęte, herold zaś wystąpił po raz kolejny, oznajmiając przybicie Lucjusza rodu Malfoy, któremu to miano oddać rękę królewny. Brenna oderwała wreszcie czujne spojrzenie od Atreusa, przenosząc je na mężczyznę.
– Zawsze wygląda, jakby coś mu okropnie śmierdziało – skomentowała przyciszonym głosem, jak absolutnie nie wypadało, ale czarodziejki rzadko musiały nadmiernie przejmować się konwenansami. Przynajmniej póki sięgały po odpowiednie sztućce: zmylenie tych byłoby już błędem nawet im niewybaczalnym.
– Królewna Nora!
Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku, królewna szła wolno, z opuszczoną głową. Włosy miała identycznego koloru jak matka – popielatoszare, ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze, sięgające poniżej pasa. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek, ściskającego na biodrach długą srebrnoróżową suknię, nie nosiła żadnych ozdób.
Nie żeby Brenna się tego spodziewała. Atreus miał przy boku kasztelana, był tu więc nie tylko za przyzwoleniem, ale na wyraźne życzenie królowej złotych jabłoni.
– Nauczycielką. Opiekunką. Strażniczką, a to oznacza ochronę dziewczyny przed zagrożeniami… – mruknęła bardzo cicho, unosząc na niego baczne spojrzenie znad kielicha. – A ty nie pojawiasz się tam, gdzie nie ma kłopotów. Lubisz kłopoty. Lubisz je siekać mieczem. Jakich to szukasz na dzisiejszej uczcie? Drugi widelec od lewej. Bez noża – poinstruowała, rzucając spojrzenie na potrawę, która znalazła się na jego talerzu, wyjątkowo piękny okaz ryby, sprowadzonej tu specjalnie magią z dalekiego, ciepłego morza. – Jakaż szkoda, że nie podają dziś dżemu porzeczkowego.
Zmilkła, bo poza dwoma wszystkie miejsca były już zajęte, herold zaś wystąpił po raz kolejny, oznajmiając przybicie Lucjusza rodu Malfoy, któremu to miano oddać rękę królewny. Brenna oderwała wreszcie czujne spojrzenie od Atreusa, przenosząc je na mężczyznę.
– Zawsze wygląda, jakby coś mu okropnie śmierdziało – skomentowała przyciszonym głosem, jak absolutnie nie wypadało, ale czarodziejki rzadko musiały nadmiernie przejmować się konwenansami. Przynajmniej póki sięgały po odpowiednie sztućce: zmylenie tych byłoby już błędem nawet im niewybaczalnym.
– Królewna Nora!
Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku, królewna szła wolno, z opuszczoną głową. Włosy miała identycznego koloru jak matka – popielatoszare, ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze, sięgające poniżej pasa. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek, ściskającego na biodrach długą srebrnoróżową suknię, nie nosiła żadnych ozdób.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.