20.07.2024, 14:01 ✶
Czarownica wylądowała na stole. Charlie zamknął egzemplarz, nie chcąc nawet patrzeć na to, co napisano w wywiadzie, jakich zdjęć użyto. Nie sądził, że jego jasne, szczere chęci zostaną zamienione w... w to.
- Nie chciałem... nie chciałem cię w to wciągać, tato. - Przyznał z wahaniem, opuszczając głowę i zaciskając palce na materiale swoich spodni, by powstrzymać nerwowość, lecz z marnym skutkiem. - Nie chciałem, żebyś się martwił. Sądziłem, że sam to naprawię, że jeśli to zrobię, to wszystko spadnie na mnie i rodzina będzie mogła wyzbyć się jakiejkolwiek odpowiedzialności za ten żart. - Tłumaczył. Głos zaczynał mu lekko drżeć, lecz daleki był od płaczu. Był przecież dorosłym mężczyzną, mógł powstrzymać łzy nawet w tak silnych emocjach.
Zastanowił się przez moment nad kolejnymi słowami ojca. Nie dopuszczał do siebie możliwości tego, że Isaac nim manipulował. Dlaczego miałby? Nie dał Charliemu żadnych przesłanek ku temu, by twierdzić, że wybrał sobie Mulcibera na ofiarę!
- Tato, twierdzisz, że on... chciał tego wywiadu, żeby samemu się wybić? Żeby móc podpisać się swoim nazwiskiem pod takim wywiadem? - Charles powtórzył słowa Richarda w swój sposób, który łatwiej było mu przyjąć. - To niemożliwe, przecież on... tato, on jest porządny. - Powtórzył, lecz już z mniejszą pewnością siebie. - To miało być po to, żeby zdyskredytować mnie, nie ciocię, nie ciebie czy Leonarda!
Zrozumienie tego przyszło zbyt późno, ale zdanie ojca skutecznie nakierowało jego myśli na takie tory. Przesunął dłonią po włosach.
- Na Merlina... co ja mam teraz zrobić, tato? Jak to odkręcić? Ja dostałem dzisiaj parę listów, ale jeszcze ich nie otworzyłem. Sądzisz, że to mogą być dalsze próby... wykorzystania mnie?
- Nie chciałem... nie chciałem cię w to wciągać, tato. - Przyznał z wahaniem, opuszczając głowę i zaciskając palce na materiale swoich spodni, by powstrzymać nerwowość, lecz z marnym skutkiem. - Nie chciałem, żebyś się martwił. Sądziłem, że sam to naprawię, że jeśli to zrobię, to wszystko spadnie na mnie i rodzina będzie mogła wyzbyć się jakiejkolwiek odpowiedzialności za ten żart. - Tłumaczył. Głos zaczynał mu lekko drżeć, lecz daleki był od płaczu. Był przecież dorosłym mężczyzną, mógł powstrzymać łzy nawet w tak silnych emocjach.
Zastanowił się przez moment nad kolejnymi słowami ojca. Nie dopuszczał do siebie możliwości tego, że Isaac nim manipulował. Dlaczego miałby? Nie dał Charliemu żadnych przesłanek ku temu, by twierdzić, że wybrał sobie Mulcibera na ofiarę!
- Tato, twierdzisz, że on... chciał tego wywiadu, żeby samemu się wybić? Żeby móc podpisać się swoim nazwiskiem pod takim wywiadem? - Charles powtórzył słowa Richarda w swój sposób, który łatwiej było mu przyjąć. - To niemożliwe, przecież on... tato, on jest porządny. - Powtórzył, lecz już z mniejszą pewnością siebie. - To miało być po to, żeby zdyskredytować mnie, nie ciocię, nie ciebie czy Leonarda!
Zrozumienie tego przyszło zbyt późno, ale zdanie ojca skutecznie nakierowało jego myśli na takie tory. Przesunął dłonią po włosach.
- Na Merlina... co ja mam teraz zrobić, tato? Jak to odkręcić? Ja dostałem dzisiaj parę listów, ale jeszcze ich nie otworzyłem. Sądzisz, że to mogą być dalsze próby... wykorzystania mnie?