20.07.2024, 15:08 ✶
Czasami ludzie bali się przyznawać do słabości. Mogło to wynikać z różnych powodów, Thomas zwykle po prostu nie chciał robić nikomu problemów. Już wystarczyło, że jego mama musiała ogarniać jego całe rodzeństwo, a jeszcze trafił jej się w rodzinie czarodziej, z czym nie do końca sobie radziła. Starał się więc pomagać, na tyle ile potrafił, czasem po prostu chowając swoje życiowe niedogodności, wiedząc, że w większości wypadków i tak był zdany tylko na siebie. Nauczył się tak funkcjonować i przenosiło się to także na jego dorosłe życie. Czasem wiedział, że może nie powinien wszystkiego robić sam, trudno mu się jednak było przełamać. Na szczęście miał osoby, które potrafiły same z siebie wkroczyć w jego problemy ze swoimi butami, widząc, że sobie nie radzi.
Od nich nauczył się, że jego chęć pomocy za wszelką cenę nie musi być tylko i wyłącznie irytująca.
Na szczęście uzdrowiciele jednak trzymali na razie od niego zwyczajowy dystans i nie zaglądali mu przez ramię.
- O, zdecydowanie należy filtrować przekazywane im wiadomości. Inaczej wyląduje się na pogadance, na której trzeba grzecznie przytakiwać i udawać, że mamy zamiar zmienić swoje postępowanie w jeden dzień. Podejrzewam, że pewnie mają rację, ale co to za życie bez ryzyka? - Czuł, że się z nim zgodzi. Byli w końcu ludźmi czynów, szczególnie Thomas, który zawsze wolał działać, niż siedzieć w miejscu i bezcelowo roztrząsać każdą kwestię. Nie raz już go to pokarało, nie chciał się jednak zbyt mocno zmieniać. Zbyt często wszystko jednak działało.
Czarny w płyn w kubku zachęcał do wypicia go i Thomas delikatnie dmuchając powietrzem na jego taflę, upił pierwszy łyk. Przyjemna gorycz, która podkreślała chwilę która zrobiła się całkiem miła, gdy Gerry wydawała się otrząsnąć z tego dziwnego stanu.
- Myślisz, że to coś nienaturalnego? Ktoś mógł rzucić jakiś czar na ciebie? - zapytał, marszcząc brwi i odchylając się lekko na krzesełku. A potem szybko się zreflektował.
- To nie jest przesłuchanie, jedynie zastanawiam się na głos - dodał, pocierając kark, gdy krzesełko opadło z cichym hukiem. Martwił się, że Gerry może mieć jakiś nawrót tego dziwnego stanu i wolał poznać i najlepiej pozbyć się przyczyny tego wszystkiego.
Choć był wdzięczny, że zaprowadziło ją do niego. Nie mógł się nie uśmiechnąć na widok jej już spokojnej twarzy. To jak owinęła się jego mundurem sprawiało, że i jemu zrobiło się na sercu zdecydowanie cieplej.
Nie bardzo wiedział, czy nie zanudzi jej swoim gadaniem o tym do bólu zwyczajnym dniu. Znów upił jednak kawy, spojrzał na chwilę w bok, zastanawiając się od czego zacząć, a potem po prostu pozwolił słowom płynąć.
- To naprawdę historia bez większej akcji. Wiesz, rano zebrałem się do pracy, Malwa, skrzatka w Warowni, jak zwykle zrobiła nam kanapki, tym razem wyprzedzając kogokolwiek, kto mógłby samodzielnie dotrzeć do kuchni, co zwykle jest plamą na jej honorze. Rozdzieliłem nadprogramowe smakołyki psom, gdy nikt nie widział, co stało się pomiędzy mną a nimi naszą małą tajemnicą. Potem przeniosłem się przez kominek do ministerstwa i zostałem przywołany stertą papierów, które musiałem przejrzeć. Potem ten patrol, zero mandatów za złe parkowanie - uśmiechnął się do Gerry znacząco - i tak naprawdę mało się działo, choć musiałem wysłuchiwać kłótni dwóch staruszek, gdzie jednak podobno wytwarzała niezwykle śmierdzące eliksiry i zatruwała życie sąsiadom, i skończyło się na przykazaniu, by robiła to w godzinach późnowieczornych i najlepiej przy zamkniętych oknach. Nawet nie wiesz, jak bezsensowne problemy mają czarodzieje. A potem ta różdżka, która zawinął kieszonkowiec, na szczęście tę udało się odzyskać, choć sporo jest ostatnio w tej kwestii problemów. A potem wróciłem, napisałem raport i zacząłem zajmować się nową sprawą. I przyszłaś, by urozmaicić mi ten dzień, choć na początku muszę przyznać, naprawdę martwiłem się, że coś ci się stało - Uśmiech zamienił się w zmartwioną minę, gdy jeszcze raz próbował się jej uważnie przyjrzeć. I jakoś nie potrafił odwrócić wzroku.
Od nich nauczył się, że jego chęć pomocy za wszelką cenę nie musi być tylko i wyłącznie irytująca.
Na szczęście uzdrowiciele jednak trzymali na razie od niego zwyczajowy dystans i nie zaglądali mu przez ramię.
- O, zdecydowanie należy filtrować przekazywane im wiadomości. Inaczej wyląduje się na pogadance, na której trzeba grzecznie przytakiwać i udawać, że mamy zamiar zmienić swoje postępowanie w jeden dzień. Podejrzewam, że pewnie mają rację, ale co to za życie bez ryzyka? - Czuł, że się z nim zgodzi. Byli w końcu ludźmi czynów, szczególnie Thomas, który zawsze wolał działać, niż siedzieć w miejscu i bezcelowo roztrząsać każdą kwestię. Nie raz już go to pokarało, nie chciał się jednak zbyt mocno zmieniać. Zbyt często wszystko jednak działało.
Czarny w płyn w kubku zachęcał do wypicia go i Thomas delikatnie dmuchając powietrzem na jego taflę, upił pierwszy łyk. Przyjemna gorycz, która podkreślała chwilę która zrobiła się całkiem miła, gdy Gerry wydawała się otrząsnąć z tego dziwnego stanu.
- Myślisz, że to coś nienaturalnego? Ktoś mógł rzucić jakiś czar na ciebie? - zapytał, marszcząc brwi i odchylając się lekko na krzesełku. A potem szybko się zreflektował.
- To nie jest przesłuchanie, jedynie zastanawiam się na głos - dodał, pocierając kark, gdy krzesełko opadło z cichym hukiem. Martwił się, że Gerry może mieć jakiś nawrót tego dziwnego stanu i wolał poznać i najlepiej pozbyć się przyczyny tego wszystkiego.
Choć był wdzięczny, że zaprowadziło ją do niego. Nie mógł się nie uśmiechnąć na widok jej już spokojnej twarzy. To jak owinęła się jego mundurem sprawiało, że i jemu zrobiło się na sercu zdecydowanie cieplej.
Nie bardzo wiedział, czy nie zanudzi jej swoim gadaniem o tym do bólu zwyczajnym dniu. Znów upił jednak kawy, spojrzał na chwilę w bok, zastanawiając się od czego zacząć, a potem po prostu pozwolił słowom płynąć.
- To naprawdę historia bez większej akcji. Wiesz, rano zebrałem się do pracy, Malwa, skrzatka w Warowni, jak zwykle zrobiła nam kanapki, tym razem wyprzedzając kogokolwiek, kto mógłby samodzielnie dotrzeć do kuchni, co zwykle jest plamą na jej honorze. Rozdzieliłem nadprogramowe smakołyki psom, gdy nikt nie widział, co stało się pomiędzy mną a nimi naszą małą tajemnicą. Potem przeniosłem się przez kominek do ministerstwa i zostałem przywołany stertą papierów, które musiałem przejrzeć. Potem ten patrol, zero mandatów za złe parkowanie - uśmiechnął się do Gerry znacząco - i tak naprawdę mało się działo, choć musiałem wysłuchiwać kłótni dwóch staruszek, gdzie jednak podobno wytwarzała niezwykle śmierdzące eliksiry i zatruwała życie sąsiadom, i skończyło się na przykazaniu, by robiła to w godzinach późnowieczornych i najlepiej przy zamkniętych oknach. Nawet nie wiesz, jak bezsensowne problemy mają czarodzieje. A potem ta różdżka, która zawinął kieszonkowiec, na szczęście tę udało się odzyskać, choć sporo jest ostatnio w tej kwestii problemów. A potem wróciłem, napisałem raport i zacząłem zajmować się nową sprawą. I przyszłaś, by urozmaicić mi ten dzień, choć na początku muszę przyznać, naprawdę martwiłem się, że coś ci się stało - Uśmiech zamienił się w zmartwioną minę, gdy jeszcze raz próbował się jej uważnie przyjrzeć. I jakoś nie potrafił odwrócić wzroku.