20.07.2024, 20:22 ✶
Nie mogła się nie zgodzić, wesele Perseusza było na tyle nienormatywne, że się następnego dnia zastanawiała, czy to nie był wywołany nadmierną ilością wina sen. Jakoś nie mogła przetrawić, że pojawił się tam cyrk - nawet jeśli Blackowie hipotetycznie traktowali ich jako śmieszne, szlamowate małpki, i tak dziwiło ją, że chcieli przebywać z takimi w jednym pomieszczeniu.
- Nie rozumiem, jakim cudem Blackowie się na to zgodzili. - Wyglądała na szczerze zdezorientowaną postawą nestorów. - Wiesz, co zrobiłby mój ojciec, gdybym zaprosiła Bellów na własne wesele? Skorzystałby z okazji, że zebraliśmy wszystkich najbliższych oraz inne istotne osobistości w jednym miejscu, i zorganizowałby od razu mój pogrzeb. - Eden była zupełnie szczera i ani trochę nie dramatyzowała. Nie wyglądała też na przejętą faktem, że Fortinbras był gotowy odstrzelić córkę w każdy momencie. Dla niej taką formę przybierała ojcowska miłość, wiedziała też, że nic nie zmieni jej natury, żadne okoliczności. Gdy dorasta się w takich rodzinach, posłuszeństwo nie jest już tylko kwestią powinności, a przede wszystkim przetrwania. Może właśnie dlatego, mając świadomość powagi sytuacji z tyłu własnej głowy, nie mogła przeboleć, że wesele Blacka przebiegło w taki sposób i jeszcze nikt nie umarł.
Gdy wspomniał o wili, napięcie spowodowane sytuacją Percy'ego zelżało w Eden natychmiastowo. Uśmiechnęła się, kręcąc głową z niedowierzaniem. Poruszyła ustami, jakby chciała powiedzieć zamknij się, ale jedynie się zaśmiała. Nie musiała używać słów, bo widać było po niej jak na dłoni, co miała na myśli. Była łasa na takie komplementy jak sęp, bo minęły lata odkąd była takich adresatką.
Zawsze wmawiała sobie, że nie szuka niczyjej aprobaty, ale zmierzona z rzeczywistością nie mogła zrobić niczego innego niż przyznać się do kłamstwa.
Powtarzała też, że jest niewzruszona niczym skała i stabilna emocjonalnie, a wystarczyło wsadzić ją na chyboczącą się łódkę, pozbawić różdżki i wioseł, żeby zaczęła przechodzić przez wszystkie stadia żałoby. Najśmieszniejszy był ten lament o wiosła, których przecież by nie dotknęła, bo kto to widział, żeby Eden Lestrange parała się pracą fizyczną?
Uśmiech Alastora zadziałał jak miecz obosieczny, bo o ile uspokoiła się nieco i zaczęła wchodzić w fazę akceptacji swojego położenia, to poczuła się też głupio, że wcześniej próbowała mu wjechać na psychikę bezpodstawnymi oskarżeniami, kiedy nie życzył jej inaczej niż dobrze.
- Ja i przysięganie Voldemortowi? Weź mnie nie osłabiaj, bo się rzucę w objęcia tego jeziora - oznajmiła, wzdychając ciężko i wywracając oczyma. Biorąc pod uwagę, że gniew dotyczący roli jej ojca w zamachu na Beltane nadal w niej nie zgasł, Alastor nie mógł rzucić głupszej sugestii. - Już mi wystarczy, że nie mogę przez niego zjeść obiadu z rodzicami w spokoju - mrurknęła, i pewnie narzekałaby dalej na to, jak nieznośny ojciec się stał, odkąd został jego poplecznikiem, ale złapała za wodze emocji w ostatniej chwili. Nieważne, jak bezgranicznie ufała w tym momencie Moody'emu, pozostawał aurorem. Był wierny idei jak pies, a ona nadal próbowała chronić dobre imię rodziny, choć ta nie dała jej wiele więcej w zamian. Ciężko się pozbyć starych nawyków, zwłaszcza kiedy jest się świadomym, jak poważne mogą być tego konsekwencje. Spojrzała więc na Alastora badawczo, chcąc zobaczyć, jak pociągnie dalej ten temat.
Był środek sierpnia, prawda? W takim razie czemu czuła się, jakby stąpała po cienkim lodzie?
- Nie rozumiem, jakim cudem Blackowie się na to zgodzili. - Wyglądała na szczerze zdezorientowaną postawą nestorów. - Wiesz, co zrobiłby mój ojciec, gdybym zaprosiła Bellów na własne wesele? Skorzystałby z okazji, że zebraliśmy wszystkich najbliższych oraz inne istotne osobistości w jednym miejscu, i zorganizowałby od razu mój pogrzeb. - Eden była zupełnie szczera i ani trochę nie dramatyzowała. Nie wyglądała też na przejętą faktem, że Fortinbras był gotowy odstrzelić córkę w każdy momencie. Dla niej taką formę przybierała ojcowska miłość, wiedziała też, że nic nie zmieni jej natury, żadne okoliczności. Gdy dorasta się w takich rodzinach, posłuszeństwo nie jest już tylko kwestią powinności, a przede wszystkim przetrwania. Może właśnie dlatego, mając świadomość powagi sytuacji z tyłu własnej głowy, nie mogła przeboleć, że wesele Blacka przebiegło w taki sposób i jeszcze nikt nie umarł.
Gdy wspomniał o wili, napięcie spowodowane sytuacją Percy'ego zelżało w Eden natychmiastowo. Uśmiechnęła się, kręcąc głową z niedowierzaniem. Poruszyła ustami, jakby chciała powiedzieć zamknij się, ale jedynie się zaśmiała. Nie musiała używać słów, bo widać było po niej jak na dłoni, co miała na myśli. Była łasa na takie komplementy jak sęp, bo minęły lata odkąd była takich adresatką.
Zawsze wmawiała sobie, że nie szuka niczyjej aprobaty, ale zmierzona z rzeczywistością nie mogła zrobić niczego innego niż przyznać się do kłamstwa.
Powtarzała też, że jest niewzruszona niczym skała i stabilna emocjonalnie, a wystarczyło wsadzić ją na chyboczącą się łódkę, pozbawić różdżki i wioseł, żeby zaczęła przechodzić przez wszystkie stadia żałoby. Najśmieszniejszy był ten lament o wiosła, których przecież by nie dotknęła, bo kto to widział, żeby Eden Lestrange parała się pracą fizyczną?
Uśmiech Alastora zadziałał jak miecz obosieczny, bo o ile uspokoiła się nieco i zaczęła wchodzić w fazę akceptacji swojego położenia, to poczuła się też głupio, że wcześniej próbowała mu wjechać na psychikę bezpodstawnymi oskarżeniami, kiedy nie życzył jej inaczej niż dobrze.
- Ja i przysięganie Voldemortowi? Weź mnie nie osłabiaj, bo się rzucę w objęcia tego jeziora - oznajmiła, wzdychając ciężko i wywracając oczyma. Biorąc pod uwagę, że gniew dotyczący roli jej ojca w zamachu na Beltane nadal w niej nie zgasł, Alastor nie mógł rzucić głupszej sugestii. - Już mi wystarczy, że nie mogę przez niego zjeść obiadu z rodzicami w spokoju - mrurknęła, i pewnie narzekałaby dalej na to, jak nieznośny ojciec się stał, odkąd został jego poplecznikiem, ale złapała za wodze emocji w ostatniej chwili. Nieważne, jak bezgranicznie ufała w tym momencie Moody'emu, pozostawał aurorem. Był wierny idei jak pies, a ona nadal próbowała chronić dobre imię rodziny, choć ta nie dała jej wiele więcej w zamian. Ciężko się pozbyć starych nawyków, zwłaszcza kiedy jest się świadomym, jak poważne mogą być tego konsekwencje. Spojrzała więc na Alastora badawczo, chcąc zobaczyć, jak pociągnie dalej ten temat.
Był środek sierpnia, prawda? W takim razie czemu czuła się, jakby stąpała po cienkim lodzie?
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~