Fiery miała świadomość, że tacy jak ona mogą nie być mile widziani wśród tych czarodziejów, którzy od lat mieszkali w Wielkiej Brytanii, zdawała sobie sprawę, że istnieją osoby, które takich jak ona, zupełnie nowych w świecie magii traktowali dosyć brutalnie, jakby chcieli im coś zabrać, jakby na siłę próbowali wejść do tego świata. To nie była jej wina, przecież nie zrobiła tego specjalnie, nie prosiła się o swoje magiczne zdolności. Ona i jej bracia zostali pobłogosławieni tymi umiejętnościami zupełnie przypadkiem, tak jak reszta cyrkowców. Zresztą czyż nie byli trochę wyklęci? Tak naprawdę nie mieli domu, stałego miejsca zamieszkania, wędrowali od miasta do miasta i pokazywali różne sztuczki, aby jakoś przetrwać.
Nigdy nie narzekała na to, jak wygląda jej życie. Właściwie była szczęśliwa, miała kochającą rodzinę, może nieco dziwną, ale naprawdę ją uwielbiała, każdego z osobna. Może jedyne, czego brakowało jej do szczęścia to tego, aby jej bracia Leo i Theo znowu mogli zmieniać się w swoje człowiecze wersje, jakoś nie przywykła do myśli, że na stałe mogliby pozostać lwami, chociaż przecież trwali już w tych postaciach od lat. Nadal gdzieś tam, w środku miała jednak nadzieję, że uda jej się znaleźć lekarstwo na to, co ich spotkało. Przeklęta niech będzie wiedźma, która zgotowała im taki los.
- Och, wspaniale to słyszeć panie władzo! - To były naprawdę dobre wieści, bo robili co mogli, aby zbytnio nie przeszkadzać mieszkańcom Londynu. Trudno było im się wtopić w tłum, w końcu wyróżniali się na tle zwyczajnych ludzi, jednak najwyraźniej ich próby przynosiły oczekiwane efekty. Dobrze było słyszeć takie wieści. - Nie, nie naprzykrzają się zbytnio, wiadomo czasem ktoś przyjdzie zaciekawiony, bo przecież trochę się wyróżniamy, ale nie było żadnych nieprzyjemnych incydentów. - Dodała z uśmiechem, Fiery należała do tych miłych osób, które zawsze starały się podchodzić do innych życzliwie, nawet jeśli miała do czynienia z funkcjonariuszem BUMu. Zresztą miała o nich dobre zdanie, poznała ostatnio kilku aurorów i bumowców, którzy okazali się być naprawdę całkiem przyjemnymi w obyciu osobami, miała nadzieję, że Erik dołączy do tego zacnego grona o którym będzie myślała dobrze.
Miała świadomość, że zwierzęta mogą być mocno kłopotliwe, w końcu trudno było nad nimi zapanować, jednak robiła co w jej mocy, aby nie sprawiały zbyt wiele problemów, aby nie były zbyt głośne.
- Tak właściwie to robię z nimi rundkę od czasu do czasu tutaj, wokół tego placu, czasami teleportuję się z nimi dalej, wszystko zależy od dnia. - Najbardziej lubiła zabierać swoje lwy w dalsze wędrówki, gdzie mogły faktycznie zaznać sporo ruchu, jednak nie zawsze miała taką możliwość.