Ugryzienie nie miało pozbawić nowej ofiary krwi, osuszyć jej żył, pozbawić życia i "odrodzić", jako nieumarłego. Wampir nie wysysał jego krwi, a jedynie trzymał jego bark w mocnym uścisku szczęk, bardziej, żeby go unieruchomić i może tę dwójkę żywych wystraszyć, niż faktycznie stworzyć sobie potomka. Jessie próbował się wyswobodzić z uścisku krwiopijcy, krzywiąc się z bólu w barku. Powinien był użyć magii, fakt, ale gdy napastnik w mgnieniu oka znalazł się tuż przed jego twarzą, ciało zareagowało szybciej, niż rozum, nakazując bronić się fizyczną siłą. Gdyby użył magii, z całą pewnością obecna sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.
Plan Menodory na szczęście się powiódł. Wyczarowane przez nią pnącza oplotły wampira, przycisnęły go i zmusiły do rozluźnienia uścisku szczęk i puszczenia, oplatając również jego ręce, gdy Jessie zdołał się odsunąć.
Krew brudziła mu bark, koszula miała dziury po przebijających materiał kłach, ale ból rany został częściowo przyćmiony przez dwie myśli i emocje.
Wstyd, że tak łatwo dał się złapać. Że zamiast skorzystać z magii, skoro już celował różdżką, uciekł się do użycia pięści, co kompletnie mu nie wyszło, na korzyść wampira.
I podziw, gdy Menodora wyczarowała te wszystkie pnącza i jak macki ośmiornicy oplatały się wokół ciała wampira, uniemożliwiając mu ruch.
-To nic takiego - zapewnił, cofając się bliżej Menodory, ale nie spuszczając wzroku z wampira. -Nic mi nie będzie.
Słysząc to, wampir zaśmiał się paskudnie, bardziej rechocząc, niż faktycznie się śmiejąc. Czerwone oczy świdrowały dwójkę młodych czarodziei. Przełknął resztę krwi, która została na jego kłach i jego twarz drgnęła w grymasie, sugerującym obrzydzenie.
Czyżby mu smakowała mu czysta krew, zmieszana z krwią mugolaka?
-Jeszcze nie - powiedział ochryple i napiął wszystkie swoje mięśnie.
Jessie stanął przed Menodorą i kobietą, osłaniając je. Wampir napinał mięśnie i miotał się i rośliny, jedna po drugiej, zaczęły powoli rozrywać się i puszczać, uwalniając go. Wampir podniósł się z ziemi i otrzepał ubranie.
-Ale to jeszcze nie koniec, dzieciaczki - powiedział. -Wrócę po was.
W jednej chwili był, w drugiej już go nie było. Dosłownie, jakby rozpłynął się w powietrzu.
Jessie powinien był za nim ruszyć. Oczywiście, że powinien. W końcu kto wie, czy ten wampir nie zaatakowałby kogoś jeszcze tej nocy? Może wpakowałby się przez to w naprawdę spore kłopoty i może wyszedłby z tego bardziej ranny, niż był, ale może jednak udałoby mu się powstrzymać wampira i w ten sposób uratować kilka istnień? Oczywiście, że powinien zareagować, ale były pewne priorytety. W tym momencie nie była to pogoń za wampirem.
Nawet jeśli był głodny, a krew była jedynym jego pożywieniem, nigdy nie powinien doprowadzać żyjącego człowieka do takiego stanu, do jakiego doprowadzić tę biedną kobietę.
-Powinniśmy to zgłosić, ale najpierw - schował różdżkę i ostrożnie wziął nieprzytomną kobietę na ręce -zabierzmy ją do Munga. Tobie nic nie jest, Dora? Przepraszam za to. Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego się wydarzy.