21.07.2024, 00:52 ✶
Jej zdaniem Jessie nie miał jakichkolwiek powodów co do tego, żeby czuć wstyd. Zareagował tak, jak podpowiadał mu instynkt, a biorąc pod uwagę to jak szybki był wampir to w ogóle był cud, że zareagował jakkolwiek.
Uśmiechnęła się do chłopaka lekko, w nieco ugodowy sposób. To nie wyglądało, jakby to było nic. Ktoś musiał go opatrzeć, więc dobrze że musieli i tak udać się do Munga, bo wtedy niezbędna pomoc będzie pod ręką. Nie zamierzała się jednak teraz z nim sprzeczać, bo nawet jeśli ich przeciwnik był unieruchomiony, to nie wiedziała jak długo ten stan się zachowa.
Cóż, jak się zaraz przekonali - niezbyt długo. Mężczyzna szarpnął się, raz za razem, z łatwością radząc sobie w ten sposób z roślinami, które do tej pory ograniczały jego poczynania. Z jego starannie rzuconego zaklęcia pozostało zaledwie wspomnienie, a dziewczyna gwałtownie wciągnęła powietrze przez usta, gotowa znowu zareagować, a przynajmniej spróbować to zrobić, gdyby wampir podjął kolejną próbę ataku.
Ale ten tylko im pogroził.
Crawley zmarszczyła brwi, w jakimś niezrozumieniu. W jej życiu groziło jej wiele osób i w jakimś cudem stojąca przed nimi istota nie wydawała się najgroźniejszą z nich wszystkich. Borginowie, przez zaszczepione w niej jeszcze w dzieciństwie lęki, wydawali się na przykład o wiele bardziej bezlitosnymi przeciwnikami. Ale może właśnie o to chodziło; wampir zaledwie osuszyłby ją z krwi, może skazując na nowe życie, ale Borginowie? Borginowie zanim by ją zabili, dobitnie próbowaliby jej uświadomić, że największą jej zbrodnią było się urodzić.
Rozpłynął się w powietrzu, zostawiając ich samych z dziewczyną, wciąż omdlałą pod ścianą.
- Tak, do Munga - kiwnęła głową. - Nie, nic mi nie jest. I nie masz za co przepraszać, to przecież nie twoja wina. Nie mogliśmy się spodziewać że zastaniemy coś takiego. Daj rękę, możemy się już teleportować - najpierw uśmiechnęła się do niego łagodnie, zapewniając że nie ma do niego jakichkolwiek pretensji, a kiedy podał jej dłoń, teleportowała ich do szpitala.
Trochę nie chciała tego robić, bo ostatni raz kiedy była w Mungu był rok temu, kiedy napadł na nią Stanley. Wspomnienia, kiedy znalazła się pośród znajomych korytarzy, zdawały się odżyć i wyglądała przez większość czasu na niego spłoszoną. Przekazała razem z Kellym lekarzom znalezioną w zaułku kobietę, opisując pokrótce okoliczności, a potem zmusiła przyjaciela by sam skorzystał z pomocy medycznej. A raczej - napuściła na niego magomedyków. Zapewniła go też, że sama zgłosi całe zajście i powinien wracać do domu, kiedy już z nim skończą. A potem sama teleportowała się do Doliny.
Zamierzała zgłosić incydent, ale nie w Ministerstwie, bo przecież wystarczyło porozmawiać z Brenną.
Uśmiechnęła się do chłopaka lekko, w nieco ugodowy sposób. To nie wyglądało, jakby to było nic. Ktoś musiał go opatrzeć, więc dobrze że musieli i tak udać się do Munga, bo wtedy niezbędna pomoc będzie pod ręką. Nie zamierzała się jednak teraz z nim sprzeczać, bo nawet jeśli ich przeciwnik był unieruchomiony, to nie wiedziała jak długo ten stan się zachowa.
Cóż, jak się zaraz przekonali - niezbyt długo. Mężczyzna szarpnął się, raz za razem, z łatwością radząc sobie w ten sposób z roślinami, które do tej pory ograniczały jego poczynania. Z jego starannie rzuconego zaklęcia pozostało zaledwie wspomnienie, a dziewczyna gwałtownie wciągnęła powietrze przez usta, gotowa znowu zareagować, a przynajmniej spróbować to zrobić, gdyby wampir podjął kolejną próbę ataku.
Ale ten tylko im pogroził.
Crawley zmarszczyła brwi, w jakimś niezrozumieniu. W jej życiu groziło jej wiele osób i w jakimś cudem stojąca przed nimi istota nie wydawała się najgroźniejszą z nich wszystkich. Borginowie, przez zaszczepione w niej jeszcze w dzieciństwie lęki, wydawali się na przykład o wiele bardziej bezlitosnymi przeciwnikami. Ale może właśnie o to chodziło; wampir zaledwie osuszyłby ją z krwi, może skazując na nowe życie, ale Borginowie? Borginowie zanim by ją zabili, dobitnie próbowaliby jej uświadomić, że największą jej zbrodnią było się urodzić.
Rozpłynął się w powietrzu, zostawiając ich samych z dziewczyną, wciąż omdlałą pod ścianą.
- Tak, do Munga - kiwnęła głową. - Nie, nic mi nie jest. I nie masz za co przepraszać, to przecież nie twoja wina. Nie mogliśmy się spodziewać że zastaniemy coś takiego. Daj rękę, możemy się już teleportować - najpierw uśmiechnęła się do niego łagodnie, zapewniając że nie ma do niego jakichkolwiek pretensji, a kiedy podał jej dłoń, teleportowała ich do szpitala.
Trochę nie chciała tego robić, bo ostatni raz kiedy była w Mungu był rok temu, kiedy napadł na nią Stanley. Wspomnienia, kiedy znalazła się pośród znajomych korytarzy, zdawały się odżyć i wyglądała przez większość czasu na niego spłoszoną. Przekazała razem z Kellym lekarzom znalezioną w zaułku kobietę, opisując pokrótce okoliczności, a potem zmusiła przyjaciela by sam skorzystał z pomocy medycznej. A raczej - napuściła na niego magomedyków. Zapewniła go też, że sama zgłosi całe zajście i powinien wracać do domu, kiedy już z nim skończą. A potem sama teleportowała się do Doliny.
Zamierzała zgłosić incydent, ale nie w Ministerstwie, bo przecież wystarczyło porozmawiać z Brenną.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.