21.07.2024, 02:03 ✶
Niby nie powinien się martwić, ale czasem łatwiej coś powiedzieć niż zrobić. Lata mijały, a oni obaj byli już dorosłymi, względnie poważnymi czarodziejami, ale wciąż byli rodzeństwem. Nauczył się już, że Atreus nie lubił, gdy przesadnie interesował się życiem prywatnym, ale czasem po prostu nie mógł przejść obok. Chociażby teraz, gdy spotkał go w kuchni z zakrwawioną twarzą. Jasne, jako aurorzy widzieli już niejedno, ale obita twarz nigdy nie oznaczała czegoś dobrego. Wciąż jednak nie miał zamiaru dyktować bratu tego, w jaki sposób ma żyć. Bo przecież nie robił tego z matką, w którą ten zdecydowanie się wdał. Zamiłowanie do kart i związanego z tym ryzyka zdecydowanie pochodziło od ich rodzicielki. Orion wdał się bardziej w ojca.
— No, skoro to mamy już wyjaśnione — skwitował tylko to mruknięcie, chociaż zarówno ton głosu jak i wyraz na jego twarzy jasno sugerowały, że nie do końca w to uwierzył. Nie miał jednak zamiaru drążyć tematu, skoro ten ewidentnie nie chciał go ciągnąć. Najwyżej do tego wróci, jeśli następnego dnia dostaną w pracy jakiś specyficzny raport o bójkach na mieście. Nie miał wątpliwości względem dobrych intencji brata, ale zdecydowanie zbyt często działał pod wpływem impulsów i emocji.
— Nie, żebym to planował — westchnął, kręcąc przy tym lekko głową. Skrzywił się nieco na wzmiankę o spaniu, bo w jego głowie od razu pojawił się ten mężczyzna. Wyjątkowo nieprzyjemne wspomnienie, które wywołało u niego lekkie wzdrygnięcie. Ten sen naprawdę był cholernie nieprzyjemny. Niby nie mógł być prawdą, bo ich dom chroniło całkiem sporo zabezpieczeń, ale czuł ten nieprzyjemny dreszcz na karku. — No dobra, jest to całkiem solidny argument. Chociażby z tego powodu cieszy mnie, że nigdy nie grałem w quidditcha. Nie podoba mi się wizja uciekania przed spragnioną krwi zaklętą piłką — dodał jeszcze, z pewną ulgą przyjmując zmianę tematu. Nawet jeśli tylko na chwilę.
Zaniepokoiło go to, z jakim spokojem przyjął jego opowieść. Spodziewał się rozbawienia czy chociażby uszczypliwości, ale spotkał się z powagą. To był chyba pierwszy raz, gdy nie ucieszyła go powaga Atreusa.
Naprawdę chciał zrzucić to wszystko na przemęczenie i zwykłą paranoję, ale otrzymane informacje dość skutecznie mu to utrudniały. Parę zgłoszeń, a wśród nich znajdował się również znajomy jego brata. Najbardziej zaniepokoił go fakt, ze wszystko to działo się na wiosnę, od której nieco czasu minęło. Czymkolwiek było to coś, trwało już niepokojąco długo.
— Chyba pierwszy raz w życiu liczyłem na to, że mnie wyśmiejesz — westchnął, upijając solidny łyk ognistej. Ciepło rozlało się po gardle, chociaż na chwilę uspokajając jego nerwy. — Miałem w sumie to samo. Widziałem w snach obcego mężczyznę z mugolską bronią. Mówił, ugh, wspominał coś o tym, że kogoś odstraszył? Chyba. Obudziłem się mniej więcej w tym momencie, nie pamiętam dobrze tego fragmentu — zaczął, nieco niechętnie wracając do tych wspomnień. Widać było zresztą, że nieco pobladł. — W każdym razie. Gdy się obudziłem, okno było otwarte. Wspomnienia tego chłopa zrobiły swoje i postanowiłem sprawdzić, czy nikt się nie włamał. Tak trafiłem na ciebie — zakończył, dolewając sobie nieco więcej alkoholu, a jeśli Atreus chciał, jemu tez nalał kolejkę.
— No, skoro to mamy już wyjaśnione — skwitował tylko to mruknięcie, chociaż zarówno ton głosu jak i wyraz na jego twarzy jasno sugerowały, że nie do końca w to uwierzył. Nie miał jednak zamiaru drążyć tematu, skoro ten ewidentnie nie chciał go ciągnąć. Najwyżej do tego wróci, jeśli następnego dnia dostaną w pracy jakiś specyficzny raport o bójkach na mieście. Nie miał wątpliwości względem dobrych intencji brata, ale zdecydowanie zbyt często działał pod wpływem impulsów i emocji.
— Nie, żebym to planował — westchnął, kręcąc przy tym lekko głową. Skrzywił się nieco na wzmiankę o spaniu, bo w jego głowie od razu pojawił się ten mężczyzna. Wyjątkowo nieprzyjemne wspomnienie, które wywołało u niego lekkie wzdrygnięcie. Ten sen naprawdę był cholernie nieprzyjemny. Niby nie mógł być prawdą, bo ich dom chroniło całkiem sporo zabezpieczeń, ale czuł ten nieprzyjemny dreszcz na karku. — No dobra, jest to całkiem solidny argument. Chociażby z tego powodu cieszy mnie, że nigdy nie grałem w quidditcha. Nie podoba mi się wizja uciekania przed spragnioną krwi zaklętą piłką — dodał jeszcze, z pewną ulgą przyjmując zmianę tematu. Nawet jeśli tylko na chwilę.
Zaniepokoiło go to, z jakim spokojem przyjął jego opowieść. Spodziewał się rozbawienia czy chociażby uszczypliwości, ale spotkał się z powagą. To był chyba pierwszy raz, gdy nie ucieszyła go powaga Atreusa.
Naprawdę chciał zrzucić to wszystko na przemęczenie i zwykłą paranoję, ale otrzymane informacje dość skutecznie mu to utrudniały. Parę zgłoszeń, a wśród nich znajdował się również znajomy jego brata. Najbardziej zaniepokoił go fakt, ze wszystko to działo się na wiosnę, od której nieco czasu minęło. Czymkolwiek było to coś, trwało już niepokojąco długo.
— Chyba pierwszy raz w życiu liczyłem na to, że mnie wyśmiejesz — westchnął, upijając solidny łyk ognistej. Ciepło rozlało się po gardle, chociaż na chwilę uspokajając jego nerwy. — Miałem w sumie to samo. Widziałem w snach obcego mężczyznę z mugolską bronią. Mówił, ugh, wspominał coś o tym, że kogoś odstraszył? Chyba. Obudziłem się mniej więcej w tym momencie, nie pamiętam dobrze tego fragmentu — zaczął, nieco niechętnie wracając do tych wspomnień. Widać było zresztą, że nieco pobladł. — W każdym razie. Gdy się obudziłem, okno było otwarte. Wspomnienia tego chłopa zrobiły swoje i postanowiłem sprawdzić, czy nikt się nie włamał. Tak trafiłem na ciebie — zakończył, dolewając sobie nieco więcej alkoholu, a jeśli Atreus chciał, jemu tez nalał kolejkę.