Dla Penny może i problem wyglądał na bzdurny, ale dla Renigalda dotykał jego dumę męską. Malfoyską Czystokrwistą Dumę Czarodzieja. I choćby przeklinał dzień swoich narodzin, imienia nie zmieni od tak. Bo nawet jeżeli by tego jakimś cudem dokonał, wszyscy którzy go znają i rodzina, wciąż będą do niego zwracać się tradycyjnie.
Trzasnął drzwiami nieco podirytowany. I miał gdzieś w tej chwili jej reakcję. Nawet nie sprawdzał czy te drzwi się jeszcze trzymają, tylko podszedł do lady sklepowej, gdzie Penny przerwał najwyraźniej w czytaniu czegoś. Drzwi go nie ugryzły. Jeszcze. O ile szanowna koleżanka z rodziny rudzielców nie postanowi ich w jakiś sposób przed nim zabezpieczyć. Jak ten podręcznik o magicznych stworzeniach, czy opiece. Jakkolwiek się to zwało w Hogwarcie. Wyleciało mu z głosy jak tylko szkołę skończył.
- Przecież się zachowuję. O co Ci chodzi?Rozłożył aż ręce nie mając pojęcia o co jej chodzi. Wszedł do sklepu jak cywilizowany obywatel czarodziejskiej społeczności frontem, nie wyważając drzwi. To że był debilem, to wiedział nie od dzisiaj. Ale teraz nie sądził, żeby takowego odegrał w tym momencie.
- Bardzo śmieszne. Tutaj nie masz nawet kominka.
Odgryzł się, rozumiejąc to tak, jakby chciała sugerować podróż przez proszek Fiuufiuuu, w kominek, którego tutaj raczej nie widział. Chyba, że zagraciła go z Terrym stertami kartonów i innych dupereli.
Wyjaśnił jej powód swojej wizyty, który dotyczył jej bohaterstwa w Dolinie Godryka. Udaru nie dostał. Każdej pogody słonecznej nosił na głowie swój drogi i elegancki kapelusz.
Weasleyowa była na przyjęciu dziadków i została bohaterką, cokolwiek tam zrobiła. Zrywała chwasty? Ktoś tam coś mu mówił, że chodziło o jakieś wkurzone zielsko co zaatakowało ich sady. Nie zagłębiał się w szczegóły. Widząc jednak jej postawę, niezadowoloną, chyba połapał z opóźnieniem że coś jej w nim się nie podoba. Zadała przy tym pytanie.
- Owszem.Potwierdził.
- Ustaliliśmy, że temat naszego narzeczeństwa pozostanie tabu i sam się rozmyje przez ostatnie plotki. To, czego dokonałaś, sprawiło że ożyły na nowo w moim towarzystwie. Na przykładzie "Hej Damien, ta ruda to nie jest czasem twoja narzeczona?". Niby wybrnąłem, że nie o Ciebie chodzi, ale uważaj z sukcesami. Bo... Może minęłaś się z powołaniem?
Wyrzucił z siebie to, co według niego było problemem. Plotki na pewno dotrą do rodzin czystokrwistych i swoich rodziców znów będzie musiał przekonywać. Już nie mówiąc o tym, już nie mówiąc o rodzeństwie.