21.07.2024, 12:43 ✶
- Moje świnie, jak ja teraz sprzedam?! chuligany, hultaje! Skóry wam przetrzepie! - wydzierał się właściciel chlewu, w którym znaleźli się Fiery i Thomas. Pół biedy byłoby w tym, gdyby oboje wiedzieli dlaczego you się znaleźli i gdyby znali swoje imiona. Jednak wtedy wszystko byłoby zbyt proste dla tej dwójki. A co to za przygoda, kiedy wszystko układa się po myśli uczestników - gdyby tylko się na jakąś przygodę pisali.
- Panie, chwila, nie tak głośno - jęknął Thomas łapiąc się za głowę, nie pamiętał kiedy ostatnio miał takiego kaca. Dźwignął się na nogi i jedną ręką trzymał się za głowę, a drugą wyciągnął ku nieznajomej kobiecie - wspólniczce w "zbrodni" cokolwiek to znaczyło, przecież to nie tak, że zrobili tym świniom krzywdę. - Chodź - dodał jeszcze, bo chciał jej po prostu pomóc wstać i zanim zaczną dochodzić do tego cóż takiego znów zrobili.
Kiedy oboje byli już na nogach powoli zaczął zmierzać w stronę wyjścia z chlewu, niech opuszczą te smrodliwą izbę, zanim zaczną rozprawiać o czymkolwiek dalej. Starał się tak iść, aby w razie czego znajdować się między rozgorzałym rolnikiem a kobietą, może i jej nie znał, ale to nie znaczyło ,że zostawiłby ją tu na pastwę tego nadpobudliwego człowieka.
- Porozmawiajmy na zewnątrz - dodał jeszcze w stronę właściciela tego miejsca, żeby usłyszeć kolejne wrzaski.
- No pewnie że porozmawiamy, wszystko zepsuliście, teraz nie mogę dzisiaj sprzedać tych świń. Są zbyt zestresowane, ich mięso będzie do niczego, zbyt twarde i niedobre! Para wykolejeńców! - kontynuował swoje pokrzykiwanie depcząc parze po piętach, kiedy opuszczali chlew. Na szczęście pogoda nie była słoneczna, więc oszczędził oto ich oczy, delikatną mżawka spadła na ich twarze. Świeże powietrze, w końcu!
- Panie, chwila, nie tak głośno - jęknął Thomas łapiąc się za głowę, nie pamiętał kiedy ostatnio miał takiego kaca. Dźwignął się na nogi i jedną ręką trzymał się za głowę, a drugą wyciągnął ku nieznajomej kobiecie - wspólniczce w "zbrodni" cokolwiek to znaczyło, przecież to nie tak, że zrobili tym świniom krzywdę. - Chodź - dodał jeszcze, bo chciał jej po prostu pomóc wstać i zanim zaczną dochodzić do tego cóż takiego znów zrobili.
Kiedy oboje byli już na nogach powoli zaczął zmierzać w stronę wyjścia z chlewu, niech opuszczą te smrodliwą izbę, zanim zaczną rozprawiać o czymkolwiek dalej. Starał się tak iść, aby w razie czego znajdować się między rozgorzałym rolnikiem a kobietą, może i jej nie znał, ale to nie znaczyło ,że zostawiłby ją tu na pastwę tego nadpobudliwego człowieka.
- Porozmawiajmy na zewnątrz - dodał jeszcze w stronę właściciela tego miejsca, żeby usłyszeć kolejne wrzaski.
- No pewnie że porozmawiamy, wszystko zepsuliście, teraz nie mogę dzisiaj sprzedać tych świń. Są zbyt zestresowane, ich mięso będzie do niczego, zbyt twarde i niedobre! Para wykolejeńców! - kontynuował swoje pokrzykiwanie depcząc parze po piętach, kiedy opuszczali chlew. Na szczęście pogoda nie była słoneczna, więc oszczędził oto ich oczy, delikatną mżawka spadła na ich twarze. Świeże powietrze, w końcu!