Podobnie miał Tristan. Także nie wierzył, że mimo tragedii jaka go spotkała, znajdzie w kimś swoje szczęście. Znajdzie kogoś, komu jego niepełnosprawność nie będzie przeszkadzała. Kochał Olivię za to jaka była, nawet jeżeli zdarzały się jej głupie podejmowane decyzje. Mówiła dużo, a on wcale. Przynajmniej mógł jej ciągle słuchać. W pewnym sensie uzupełniali się. Olivia stała się jego sensem życia.
Dokonał należytej płatności u wrócił do Olivii, aby zabrać ją z tej knajpy i udać w miejsce, które mieli w planie odwiedzić po spożyciu posiłku. Wychodząc z lokalu, Tristan zadbał o to, żeby Olivia szła obok niego z drugiej strony, nie musząc patrzeć i wyrywać się w stronę szarpiących. Także, gdyby nawet poleciał jakiś atak w ich stronę, lub cokolwiek innego, oberwałby on, nie ona.
Słyszeli wymianę zdań. Tristan z powagą obserwował ich, pilnując swoją dziewczynę, obejmując ją ramieniem, dając jej swoje wsparcie silnego ciała. Nie chciał wchodzić w drogę tym, którzy do zamieszania doprowadzali i zostać wmieszanym w konflikt. Przy wyjściu jednak stał się incydent, gdzie młodego rzuciło prawie im pod nogi, przy czym Tristan w tym momencie trochę wysunął się w zapewnieniu bezpieczeństwa Olivii. Lecz skoro ci dwoje byli nadal sobą zajęci i nie zwracali na nich uwagi, obejmując dziewczynę, przebił się do opuszczenia terenu restauracji, aby przejść na drugą stronę ulicy. Powinni być już bezpieczni.
Pytająco i z troską spojrzał na nią, czy wszystko w porządku. Zaniepokoił się tym, że mu pobladła. Wygrzebał więc ze swojej torby butelkę wody i ją podał. Wciąż stał tak, aby zakryć jej widok na tamtą szarpaninę. Czekał aż da mu znak, że mogą iść dalej.