21.07.2024, 18:10 ✶
Kiedy wreszcie świeże powietrze dotarło do jego nozdrzy ucieszył się. Poczuł się, jakby dopiero co wynurzył się spod wody po długim wstrzymywaniu oddechu i mógł odetchnąć pełną piersią. Poczuł też, że w końcu jego żołądek nie wykręca już fikołków i nie chce zwrócić wszystkiego co ma w sobie. Poczuł się pierwszy raz od przebudzenia w miarę okej.
Mimo to czuł metaforyczny oddech rolnika za swoimi plecami, więc nie rozluźniał się, zwłaszcza, że czuł się odpowiedzialny za nieznajomą, która znajdowała się w tym gnoju razem z nim - choć do cholery jasnej chciałby się dowiedzieć czemu. Może ona coś wiedziała? Czyj to był do cholery pomysł, żeby przenieść się tutaj? Bo chyba nie był to wypadek przy teleportacji? Po pijaku nigdy się nie teleportował poza jednym razem, ale konsekwencje tamtej próby skutecznie sprawiały, że nigdy więcej nawet nie próbował.
Uniósł twarz w górę pozwalając mżawce obmyć swą twarz, czuł jak krople ściekają mu po policzkach i czole, jak mkną po szyi i ginąc pod koszulą. Ile by dał za porządną kąpiel, żeby zmyć z siebie. Wrócił do rzeczywistości, kiedy usłyszał słowa wypowiedziane przez Fiery - miał ochotę jęknąć czując, że nadzieja na szybkie zakończenie tego problemu właśnie otrzymała kulkę w potylicę i zleciała z klifu w Dover. A jeszcze sekundę temu liczył, że uda im się wykpić i rozejść w swoją stronę całkiem bezproblemowo.
W porę dopatrzył jednak, że czerwony na twarzy niczym drobny pomidor, rolnik zmierza w ich stronę, z oczami utkwionymi w kobiecie jak dzik w sośnie. No nie, na to nie mógł pozwolić, nawet mimo swojej kondycji w jakiej się znajdował. Choć najchętniej by po prostu przeniósł się do domu to stanął centralnie przed kobietą zagradzając drogę właścicielowi ziemskiemu, który dysząc niczym parowóz szedł w jej stronę. Uniósł dłonie, aby powstrzymać rozjuszonego mężczyznę i utrzymać go w pewnej odległości - ten choć nie wyglądał na zadowolonego z takiego obrotu sprawy, jednak nie zdecydował się przejść do rękoczynów, zupełnie jakby na widok innego mężczyzny tracił rezon i nie był już tak pewny siebie.
- Załatwmy to w cywilizowany spo... - nie dane mu było dokończyć, już drugi raz tego poranka ktoś mu przeszkodził, co zaczynał oto irytować ,bo drugi raz to była ta sama osoba.
- Nie ma tu co załatwiać, jesteście winni moich strat! Teraz tydzień świnie będą dochodzić do siebie, nim ich mięso znów będzie miękkie i nadające się do uboju! Zapłacicie mi za to! - rolnik chyba nie bardzo przejmował się tym co się dzieje, odpalił się i przemawiał z zaciętością, nozdrza mu się powiększyły niemal dwukrotnie a z każdym słowem ślina aż pryskała na wszystkie strony. - Może dla was, życiowych niedorajd nie jest to nic wielkiego, te świnie muszą iść na ubój, bo to mój biznes. Ale taki imbecyl i wywłoka niczego nie zrozu... - tym razem to nie Thomasowi, tylko on. Zazwyczaj wiele trzeba było ,że wyprowadzić go z równowagi, jednak dzisiaj? Znajdował się w niewiadomym miejscu, nie wiedział dlaczego, miał dziurę w pamięci, bolała go głowa i strasznie śmierdział. A do tego człowiek przed nim zachowywał się jak opętany - więc zrobił to co uznał za stosowne. Zacisnął pięść i wyprowadził cios bez specjalnego zamachu ale ze skrętem tułowia, tak jak go uczono. Aż sam był zdziwiony, że był to celny cios, odczuł na własnej dłoni, ze faktycznie mogło to być bolesne. Z drugiej strony rolnik w szoku zachwiał się i upadł tyłkiem na błotnistą ziemię. W niemym szoku wpatrywał się w Thomasa poruszając bezgłośnie ustami i przykładając dłoń do uderzonego policzka.