Z punktu widzenia funkcjonariusza prawa, małe przemeblowanie w okolicy Śmiertelnego Nokturnu wcale nie było takim złym pomysłem. Gdyby faktycznie właściciele okolicznych biznesów zaczęli ingerować w tę ulicę na tyle, aby nieco zmienić panujący tam porządek, to pewnie wyszłoby to na dobre wielu czarodziejom i czarownicom plątającym się na co dzień po ulicy Pokątnej. Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego panował tam taki gwar, że nie dało się uniknąć, aby jakieś dziecko spoza miasta lub ciekawski nastolatek wściubił nos, tam, gdzie nie powinien.
— Chcesz toczyć pojedynek na to, kto jest bardziej dobroduszny? — Uniósł rozbawiony brwi. — Nie powiem, odważna jesteś. Poza tym to jest Twój wieczór. Chcę, żebyś czuła się dobrze i mogła się zrelaksować i odpocząć. Wypicie nieznanego drinka to małe poświęcenie, naprawdę.
Walka z Erikiem o to, które z nich powinno się bardziej poświęcić na poczet drugiego, mijało się z celem. Gdyby faktycznie zaangażowali się w taką batalię i żadne z nich nie chciało odpuścić, to zapewne skończyłoby się na tym, że jedno z nich skończyłoby ze łzami w oczach. Po części z irytacji tym, że druga strona nie daje za wygraną, ale też z niedowierzania, że ktoś faktycznie jest w stanie pójść na tyle ustępstw. Longbottom i Figg miewali miękkie serca, więc ciężko było określić, jak szybko dotarliby do tak zwanego punktu wrzenia.
— Celna uwaga — przyznał z zadowoleniem, że jednak przyznała mu rację i przystała na jego warunki. — Jak faktycznie mi posmakują, to będę miał o czym rozmawiać, przy najbliższym wywiadzie. Prasa na pewno będzie drżeć z niepewności, jak się zmienił mój gust względem alkoholu.
Widząc zaskoczenie w oczach przyjaciółki, uśmiechnął się tylko tajemniczo. Cóż, na razie miał tylko model, ale kto wie, może za jakiś czas faktycznie dorobi się takiej z prawdziwego zdarzenia. Przydałoby mu się coś takiego, zwłaszcza podczas zbliżającego się wielkimi krokami lata. Podróżowanie świstoklikami może było tanie i szybkie, ale czasami chciałoby się doświadczyć czegoś bardziej tradycyjnego. Nawet jeśli ta tradycja wiązała się z tym, że magiczna łódka sama by płynęła.
— Jak możesz tak mówić? Brenna wyprawia wielki bal, ty prowadzisz kawiarnię na Pokątnej, a ja nie mógłbym sobie kupić łódki? Na pewno by się do czegoś przydała. Jako taka wiesz... Mobilna kryjówka dla Brygadzistów albo punkt przerzutowy na przystań — rozgadał się, jakby chciał usprawiedliwić swój potencjalny zakup. — Wiem, że ciężko uwierzyć w to, że coś jest w stanie przetrwać w Tamizie, ale co gdyby pojawiła się tam jakaś ławica trytonów albo syren? Przydałby się jakiś środek transportu, który nie wzbudzałby podejrzeń.
To już zboczenie zawodowe, zdał sobie sprawę Erik, kręcąc ze zgrozą głową. Już podświadomie próbował argumentować kupowanie prezentów dla samego siebie poprzez wciąganie pracy w życie prywatne. Nie, żeby w ostatnim czasie granice między jednym a drugim były jakoś wyjątkowo wyraźnie. Longbottomowie pracujący w Ministerstwie Magii chyba już dawno pogodzili się z tym, że przez swój zapał, trudno było zapomnieć o obowiązkach służbowych, minutę po skończeniu zmiany. Owszem, zakup takiej łodzi był nieco ekstrawagancki, ale czyż nie zasłużył na to, aby trochę zaszaleć?
— A więc za nas, Noro! — Uderzył lekko swoim szkłem o drinka Nory, po czym zamoczył usta w kolorowym napitku. Smak mocno go zdziwił, gdyż spodziewał się raczej, że to alkohol będzie grał pierwsze skrzypce, jednak w tym wypadku był on raczej aktorem drugiego planu. — To jest... naprawdę dobre. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się tego. Trzeba będzie takie załatwić, jak będziemy robić jakiegoś grilla podczas wakacji.
Upił jeszcze trochę drinka, obracając powoli naczynie, przyglądając się z zainteresowaniem temu, jak w środku napój przelewał się z jednej strony na drugą. Niedługo później podniósł spojrzenie na Norę i przechylił lekko głowę w bok, po prostu się jej przypatrując. Cieszył się, że udało im się wyrwać z rutyny, chociaż na te parę godzin. W całym tym zamieszaniu, pod którego znakiem upłynęły im ostatnie tygodnie, dobrze było znaleźć te kilka cennych chwil, aby po prostu je razem spędzić i chłonąć swoje towarzystwo.
— A więc... — zaczął z niewinnym uśmieszkiem, chowając model łódki do kieszeni. — Co jeszcze zazwyczaj robicie na takich wypadach w babskim gronie? Kolorowe drinki, tańce, karaoke?
Nie był pewny, czy dobrze się odniósł do tego ostatniego, jednak obiło mu się o uszy, że ostatnio zaczęło się to robić nieco popularne po mugolskiej stronie Londynu. Może Brenna mu coś wspomniała? Albo Thomas? A może szukając jakiejś miejscówki na szybkie zjedzenie obiadu, rzuciła mu się w oczy reklama jakiegoś niemagicznego klubu? Nie był pewny, ale śpiewanie do popularnych piosenek wydawało się całkiem... angażującą rozrywką?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞