Fiery też nie do końca rozumiała o co chodzi temu typowi. Nie miała pojęcia czym różni się smak mięsa z zestresowanych świń od tych szczęśliwych prosiaczków. Była ciekawa, czy faktycznie dałoby się rozróżnić po kawałku mięsa które zwierzę wiodło jaki żywot. Nie był to jednak czas na takie rozmyślenia. Nie, kiedy facet zdecydowanie nie chciał ich tu widzieć, ba była nawet przekonana, że bardzo chętnie by im zrobił krzywdę. Czas najwyższy zmyć się stąd póki nadarzyła się okazja.
Na całe szczęście Thomas się z nią zgodził. Nie miał nic przeciwko temu, żeby zwiali gdzie pieprz rośnie. Byli w końcu wspólnikami w tym wszystkim, więc całkiem nieźle, że nie mieli problemu z tym, żeby podjąć wspólną decyzję. Nie było chyba innej opcji, na pewno nie lepszej. Musieli korzystać póki rolnik leżał na ziemi.
Bestyjka skorzystała z wyciągniętej w jej kierunku dłoni. Jakoś tak łatwiej było mknąć przed siebie razem, przynajmniej miała pewność, że nie zgubi się gdzieś po drodze (jakby w ogóle to cokolwiek zmieniało skoro i tak nie miała pojęcia, gdzie jest). Wbrew temu, że mogła się wydawać niezbyt sprawna fizycznie nie miała problemu z tym, aby dorównywać tempa większemu od siebie mężczyźnie. Była cyrkowcem, od lat pracowała nad swoją sprawnością fizyczną.
Mknęli więc razem, przed siebie, w tym przyjemnym deszczu. Rolnik wydawał się być bardzo zdeterminowany, aby ich złapać. Wydawało jej się bowiem, że słyszała szczekanie. To nie wróżyło raczej nic dobrego. Wolałaby jednak uniknąć ewentualnego ugryzienia. Zdarzyło jej się, że pogryzły ją jakieś stworzenia, to jednak nigdy nie było szczególnie przyjemne.
Wreszcie mogli się schować w niewielkim zagajniku. Tutaj nie powinno im już grozić żadne niebezpieczeństwo.
Ten deszcz, który kapał na nich delikatnie wcale nie był taki zły. Zmywał zapach nocy spędzonej w chlewie. Oczywiście na pewno szybko się go nie pozbędą, jednak był to całkiem niezły początek, do tego trochę pomagał walczyć z tym dziwnym i nieprzyjemnym uczuciem, które towarzyszyło jej od rana. Dawno nie miała takiego kaca.
Zatrzymali się w końcu, mogli odetchnąć po tym męczącym biegu. Fiery uśmiechnęła się do niego jedynie nieśmiało, kiedy przeprosił ją za to, że nadal trzymał jej dłoń, fakt może i było to trochę niezręczne, przynajmniej w tej chwili, ale wcześniej pomogło im razem uniknąć zagrożenia.
Starała się uspokoić oddech, bo ten bieg wcale nie należał do najłatwiejszych w jej życiu, gdyby tak bardzo wczoraj nie zapiła pewnie byłoby zupełnie inaczej, ale nie była tego ranka w najlepszej formie.
- Teraz tak, chyba tak? - Przyglądała mu się uważnie. Właściwie wreszcie chyba mogła zadać wszystkie te pytania, które pojawiły się w jej głowie, kiedy się obudziła. - Dlaczego my tam spaliśmy? - Nie zamierzała udawać, że pamięta, jak znalazła się w chlewie, liczyła na to, że Thomas będzie wiedział co im się wczoraj przydarzyło. - Pamiętam bar, alkohol, dużo alkoholu, a później nic, pustka i nagle ten chlew. - Próbowała mu przedstawić to co pamiętała, może razem ustalą jakąś wersję wydarzeń?