Fiery poczuła się na tyle bezpiecznie, że przestała być, aż tak uważna. Najwyraźniej założyła, że rolnikowi nie będzie się chciało ich gonić. W końcu tak naprawdę nie zrobili przecież nic złego. No, poza tym przespaniem się w chlewie. Nie wydawało jej się jednak, aby specjalnie denerwowali obecne tam zwierzęta, czy one w ogóle zauważyły ich obecność? Cóż, było to jedno z tych pytań, na które pewnie nigdy nie uzyska odpowiedzi. Miała szczęście, że nikt z rodzeństwa nie widział jej dzisiejszego ranka. Na pewno wypominaliby jej do końca życia to, że obudziła się w chlewie. Na całe szczęście był z nią tylko ten obcy mężczyzna.
- Hmm, to ciekawe. - Dawno nie zaliczyła, aż takiej ciężkiej imprezy. Pocieszające było, że nie była w tym sama, chociaż trochę liczyła jednak na to, że Thomas przypomni jej co nieco z poprzedniego wieczora.
- Tak podejrzewałam, bo jakim cudem inaczej razem byśmy się znaleźli w tym chlewie? - Raczej nie do końca widziała to jako coś zupełnie przypadkowego. Musieli iść razem, czego szukali, szczęścia? Kto to właściwie wiedział, nie miała pojęcia jakim cudem mogli stwierdzić, że chlew jest idealnym miejscem do spania. Pijana Fiery była dziwnym stworzeniem.
- Miło mi cię poznać, Fiery Bell. - Podejrzewała, że już wczoraj się sobie przedstawiali, jednak tak jak i on nie pamiętała w ogóle tej sytuacji. Trochę jej było głupio, że tak ją zaćmiło, musiała wlać w siebie naprawdę duże ilości alkoholu. Może towarzystwo jej odpowiadało? Nie miała pojęcia co skłoniło ją do takiej lekkomyślności. Jakby nie patrzeć na świecie nie było zbyt bezpiecznie, a ona obudziła się w chlewie obok zupełnie obcego mężczyzny. Zaczęło do niej docierać, że taka sytuacja mogła się zakończyć zdecydowanie gorzej.
- Jasne, chodźmy dalej, czy w ogóle wiemy, gdzie jesteśmy? - Ona nie wiedziała, ale skoro już zostali partnerami w tej zbrodni, to uznawała, że wiedzę też mają wspólną. Thomas wyglądał jej na bardziej ogarniętego od niej, chociaż też wydawał się być mocno skacowany. Miała nadzieję, że nie zgubią się w tym lesie.