22.07.2024, 00:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 03:29 przez Atreus Bulstrode.)
Atreus wykrzywił twarz w brzydkim grymasie, kiedy głos zabrał Lucjusz, wyraźnie przekonany o swojej racji. No i o tym, że był w stanie cokolwiek zdziałać wobec przeznaczenia, którego mechanizm już dawno rozpędził się i teraz parł do przodu nieustępliwie.
- Kto pytał? - warknął wojownik, spoglądając na sługę Wężowego Pana tak, jakby dopiero teraz go zauważył. To zawsze drażniło ludzi, szczególnie tych wysoko urodzonych, kiedy uświadamiali sobie że nawet w takiej chwili kogoś absolutnie nie obchodzili.
- Księżniczka wyraziła się swoje zdanie, panie Malfoy - syknął, prostując się nieco, ale szczerze nie chodziło tutaj o zdanie samej królewny, a zachowanie znajdującego się obok niej szlachcica.
Nawet ktoś taki jak on, które ciało sztucznie zostało doprowadzone do poziomu przewyższające normalne ludzkie odruchy, nie był na tyle szybki żeby zareagować zanim Lucjusz przyciągnął do siebie Norę, przystawiając jej nóż do gardła. Nóż, co warto nadmienić, który nie należał do zestawu wyłożonego przez służbę, co tylko bardziej zirytowało Atreusa.
Jeśli część zebranych tutaj panów wcześniej się wahała, to taki obrót spraw stanowił idealny moment zapalny, by wszystko trafił szlag, a napięcie wybuchło. Do walki rzucili się nie tylko rycerze Malfoya, ale również szlachta, chociaż jej ruchy były o wiele bardziej chaotyczne. Część wykorzystała moment, żeby wymierzyć swoją własną sprawiedliwość odwiecznym wrogom. Mości Louvain właśnie przestawiał Philipowi nos, kiedy Brenna zaklęciem posłała jednego z rycerzy przez okno. Lord Anthony też zareagował, ale nawet jeśli Atreus miał wrażenie że początkowo rzuci się na niego, bo posłał mu groźne spojrzenie, tak zaraz wraził między płyty zbroi ostrze jednemu ze strażników, który próbował zainterweniować w sprawie zaklęć rzucanych przez czarodziejkę.
A mówił jej, że chłop patrzył na nią, nie na niego.
Drzwi do sali otwarły się gwałtownie, kiedy na dziejący się w środku harmider została wezwana dodatkowa straż królowej, halabardami próbując kontrolować dziejącą się dookoła bitkę. Atreus natomiast, wskoczył na stół, wybierając tym samym najkrótszą drogę i przemknął po nim w stronę Niedźwiedzia, atakowanego przez rycerzy z herbem skarpetki na zielonym tle. Zeskoczył z ławy i robiąc efekciarskie salto wylądował za plecami jednego z nich, tnąc nożem do masła w prześwit zbroi pod pachą, albo raczej chamsko wrażając tam ostrze. Mężczyzna wrzasnął i puścił broń, zataczając się ku tyłowi.
Ale w tym wszystkim nie dało nie zauważyć się i nie wyczuć, że powietrze wypełniające halę wciąż gęstniało. Snuło się niczym mgła, miejscami pozostawiając sinawe plamy, których nie dostrzegał nikt inny z zebranych oprócz niego i chyba czarodziejki. Atreus zakręcił mieczem, myląc fintą kolejnego przeciwnika, by końcem ostrza razić go w policzek i tym samym również odstraszając od hardo broniącego się Niedźwiedzia, który opancerzoną pięścią gotów był uderzać tych, którzy odważyli się na niego rzucić.
Na gizarmy jednak, na ilość ich i zasięg, mogli powiedzieć mniej. Kiedy jeden ze strażników zaczepił hakami o zbroję Niedźwiedzia, reszcie poszło już o wiele łatwiej. To samo szło, jeśli chodziło o wrażenie ostrza między płyty przy nadarzającej się okazji. Potwór zawył, sieknięty, a jego ryk zmieszał się z krzykiem księżniczki.
Cokolwiek wcześniej gęstniało w powietrzu, teraz jakby się ścięło gwałtownie, kiedy Nora uderzyła w wysokie tony. Medalion Atreusa już nie drżał, a miotał się na łańcuszku, rwąc pod koszulą. Wojownik zdążył jeszcze paść płasko na ziemię, krzycząc do Brenny żeby zrobiła to samo, a potem magia wybuchła.
- Kto pytał? - warknął wojownik, spoglądając na sługę Wężowego Pana tak, jakby dopiero teraz go zauważył. To zawsze drażniło ludzi, szczególnie tych wysoko urodzonych, kiedy uświadamiali sobie że nawet w takiej chwili kogoś absolutnie nie obchodzili.
- Księżniczka wyraziła się swoje zdanie, panie Malfoy - syknął, prostując się nieco, ale szczerze nie chodziło tutaj o zdanie samej królewny, a zachowanie znajdującego się obok niej szlachcica.
Nawet ktoś taki jak on, które ciało sztucznie zostało doprowadzone do poziomu przewyższające normalne ludzkie odruchy, nie był na tyle szybki żeby zareagować zanim Lucjusz przyciągnął do siebie Norę, przystawiając jej nóż do gardła. Nóż, co warto nadmienić, który nie należał do zestawu wyłożonego przez służbę, co tylko bardziej zirytowało Atreusa.
Jeśli część zebranych tutaj panów wcześniej się wahała, to taki obrót spraw stanowił idealny moment zapalny, by wszystko trafił szlag, a napięcie wybuchło. Do walki rzucili się nie tylko rycerze Malfoya, ale również szlachta, chociaż jej ruchy były o wiele bardziej chaotyczne. Część wykorzystała moment, żeby wymierzyć swoją własną sprawiedliwość odwiecznym wrogom. Mości Louvain właśnie przestawiał Philipowi nos, kiedy Brenna zaklęciem posłała jednego z rycerzy przez okno. Lord Anthony też zareagował, ale nawet jeśli Atreus miał wrażenie że początkowo rzuci się na niego, bo posłał mu groźne spojrzenie, tak zaraz wraził między płyty zbroi ostrze jednemu ze strażników, który próbował zainterweniować w sprawie zaklęć rzucanych przez czarodziejkę.
A mówił jej, że chłop patrzył na nią, nie na niego.
Drzwi do sali otwarły się gwałtownie, kiedy na dziejący się w środku harmider została wezwana dodatkowa straż królowej, halabardami próbując kontrolować dziejącą się dookoła bitkę. Atreus natomiast, wskoczył na stół, wybierając tym samym najkrótszą drogę i przemknął po nim w stronę Niedźwiedzia, atakowanego przez rycerzy z herbem skarpetki na zielonym tle. Zeskoczył z ławy i robiąc efekciarskie salto wylądował za plecami jednego z nich, tnąc nożem do masła w prześwit zbroi pod pachą, albo raczej chamsko wrażając tam ostrze. Mężczyzna wrzasnął i puścił broń, zataczając się ku tyłowi.
Ale w tym wszystkim nie dało nie zauważyć się i nie wyczuć, że powietrze wypełniające halę wciąż gęstniało. Snuło się niczym mgła, miejscami pozostawiając sinawe plamy, których nie dostrzegał nikt inny z zebranych oprócz niego i chyba czarodziejki. Atreus zakręcił mieczem, myląc fintą kolejnego przeciwnika, by końcem ostrza razić go w policzek i tym samym również odstraszając od hardo broniącego się Niedźwiedzia, który opancerzoną pięścią gotów był uderzać tych, którzy odważyli się na niego rzucić.
Na gizarmy jednak, na ilość ich i zasięg, mogli powiedzieć mniej. Kiedy jeden ze strażników zaczepił hakami o zbroję Niedźwiedzia, reszcie poszło już o wiele łatwiej. To samo szło, jeśli chodziło o wrażenie ostrza między płyty przy nadarzającej się okazji. Potwór zawył, sieknięty, a jego ryk zmieszał się z krzykiem księżniczki.
Cokolwiek wcześniej gęstniało w powietrzu, teraz jakby się ścięło gwałtownie, kiedy Nora uderzyła w wysokie tony. Medalion Atreusa już nie drżał, a miotał się na łańcuszku, rwąc pod koszulą. Wojownik zdążył jeszcze paść płasko na ziemię, krzycząc do Brenny żeby zrobiła to samo, a potem magia wybuchła.