22.07.2024, 00:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 00:45 przez Brenna Longbottom.)
Uczty lubiły przeradzać się w chaos, ale trzeba przyznać, że ten, jaki rozpętał się tutaj, zaskakiwał nawet Brennę, a widziała przecież niejedno w swoim długim życiu – nie wspominając o tym, że gościom ledwo zaczęto serwować wina, a jednak zwykle do scen tego typu dochodziło koło północy. Zdołała wprawdzie kolejnym zaklęciem wyszarpnąć sztylet z ręki Lucjusza, mężczyzna wciąż jednak trzymał Norę w ciasnym uścisku, i nie mogła posłać w niego żadnego czaru, by nie zaryzykować trafienia podopiecznej. Chwilę później przyszło jej zresztą wymierzyć kopniak w pewne bardzo strategiczne miejsce kolejnemu panu, co zapragnął ją powstrzymać, może z czystej niechęci, a może z poparcia dla Malfoyów.
Tuż obok Lucjusza tłukły się zapamiętale Avelina i Imogonem, bo jedna potrąciła drugą, gdy podrywały się zza stołu, a pan Augustus, jeden z pomniejszych szlachciców, usiłował je rozdzielić, nie dbając zupełnie o królewnę. Królowa rzuciła się na ratunek córce, na drodze stanął jej jednak brat Lucjusza, a wtedy z kolei tego obalił za pomocą chwyconego ze stołu półmiska Morpheus. Erik poderwał się, ale niepewny był wyraźnie co robić, i pewnie oberwałby jakimś zabłąkanym talerzem, gdyby lord Anthony nie wciągnął go pod stół. Millie, córka Morpheusa, śmiała się szaleńczo, a Jaskier, jakby nigdy nic, zaczął wygrywać jakąś melodię. Bliźnięta Eden i Elliott postanowiły opuścić salę w tym samym momencie i nastąpiła lekka przepychanka, bo wprawdzie ominęli jakimś cudem walczących, może dlatego, że siedzieli blisko wyjścia, ale każde chciało jako pierwsze wyjść przez drzwi.
Kasztelan wpełzł pod stół.
Lady Geraldine biła po równo wszystkich, którzy znaleźli się obok niej, pewnie ot tak, dla czystej uciechy, skoro już wybuchło zamieszanie.
Największa kotłowanina trwała oczywiście tam, gdzie walczyli Niedźwiedź i Atreus, ale Brenna i na nią przestała zwracać uwagę, gdy smugi magii zbierały się coraz bardziej i bardziej.
– Nora, nie! – zawołała, za późno było już jednak: i chyba żaden okrzyk, żadne napomnienie, nie mogłoby powstrzymać królewny. Nie potrzebowała nawet okrzyku Atreusa, rzuciła się w dół, ale i to mogło nie wystarczyć, gdy w powietrzu zaczną latać ciężkie stoły.
– Saaaaaaaaaam!!! – zawyła spadkobeirczyni tronu, i ten krzyk narastał i narastał, jeszcze potężniejszy niż poprzednie słowa, gdy mówiła, że on jest jej przeznaczeniem. Lucjusza Malfoya zmiotło dosłownie, a jego wrzask utonął w magicznie wzmocnionym krzyku królewny. Nikt nie rzucił się na pomoc znamienitemu panu, bo Avelina i Imogen też potoczyły się w róg sali, Augustusa zarzuciło na najbliższą kolumnę, królowa wylądowała na własnym tronie, który pękł z trzaskiem. Fale uderzeniowa przewracała stoły, obalała czcigodnych gości, rzucała nimi o ściany. Niektórzy tracili przytomność od razu, inni chwytali się za uszy, próbowali odpełzać.
Wokół Atreusa roztrącało rycerzy, atakujących wcześniej jego i Niedźwiedzia.
Nic nie tknęło jednak samego przybysza, ku któremu ruszyła Nora, centrum magicznej złocistej mocy.
Tak sobie rzucę, czy i jak mocno mnie zmiecie
Tuż obok Lucjusza tłukły się zapamiętale Avelina i Imogonem, bo jedna potrąciła drugą, gdy podrywały się zza stołu, a pan Augustus, jeden z pomniejszych szlachciców, usiłował je rozdzielić, nie dbając zupełnie o królewnę. Królowa rzuciła się na ratunek córce, na drodze stanął jej jednak brat Lucjusza, a wtedy z kolei tego obalił za pomocą chwyconego ze stołu półmiska Morpheus. Erik poderwał się, ale niepewny był wyraźnie co robić, i pewnie oberwałby jakimś zabłąkanym talerzem, gdyby lord Anthony nie wciągnął go pod stół. Millie, córka Morpheusa, śmiała się szaleńczo, a Jaskier, jakby nigdy nic, zaczął wygrywać jakąś melodię. Bliźnięta Eden i Elliott postanowiły opuścić salę w tym samym momencie i nastąpiła lekka przepychanka, bo wprawdzie ominęli jakimś cudem walczących, może dlatego, że siedzieli blisko wyjścia, ale każde chciało jako pierwsze wyjść przez drzwi.
Kasztelan wpełzł pod stół.
Lady Geraldine biła po równo wszystkich, którzy znaleźli się obok niej, pewnie ot tak, dla czystej uciechy, skoro już wybuchło zamieszanie.
Największa kotłowanina trwała oczywiście tam, gdzie walczyli Niedźwiedź i Atreus, ale Brenna i na nią przestała zwracać uwagę, gdy smugi magii zbierały się coraz bardziej i bardziej.
– Nora, nie! – zawołała, za późno było już jednak: i chyba żaden okrzyk, żadne napomnienie, nie mogłoby powstrzymać królewny. Nie potrzebowała nawet okrzyku Atreusa, rzuciła się w dół, ale i to mogło nie wystarczyć, gdy w powietrzu zaczną latać ciężkie stoły.
– Saaaaaaaaaam!!! – zawyła spadkobeirczyni tronu, i ten krzyk narastał i narastał, jeszcze potężniejszy niż poprzednie słowa, gdy mówiła, że on jest jej przeznaczeniem. Lucjusza Malfoya zmiotło dosłownie, a jego wrzask utonął w magicznie wzmocnionym krzyku królewny. Nikt nie rzucił się na pomoc znamienitemu panu, bo Avelina i Imogen też potoczyły się w róg sali, Augustusa zarzuciło na najbliższą kolumnę, królowa wylądowała na własnym tronie, który pękł z trzaskiem. Fale uderzeniowa przewracała stoły, obalała czcigodnych gości, rzucała nimi o ściany. Niektórzy tracili przytomność od razu, inni chwytali się za uszy, próbowali odpełzać.
Wokół Atreusa roztrącało rycerzy, atakujących wcześniej jego i Niedźwiedzia.
Nic nie tknęło jednak samego przybysza, ku któremu ruszyła Nora, centrum magicznej złocistej mocy.
Tak sobie rzucę, czy i jak mocno mnie zmiecie
Rzut 1d100 - 45
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.