Niby tak, niby ktoś mógł uważać to za całkiem niezły żart i przenieść ich tam dla zabawy, tyle, że nie do końca chciało jej się wierzyć, żeby ktoś sobie zrobił tyle zachodu. - Tak, to też jakaś opcja. - Może gdyby tam był ktoś znajomy, to jeszcze by to zrozumiała, ale nie umiała sobie przypomnieć żadnych twarzy, które kojarzyła. Czy obcym osobom faktycznie chciałoby się zrobić coś takiego? Powątpiewała, w sumie to była skłonna bardziej uwierzyć w to, że znaleźli się tam zupełnym przypadkiem, kiedy próbowali wrócić do domu, najwyraźniej dosyć mocno okrężną drogą.
- Tak, to moja rodzina, jestem z cyrku. - Dodała z uśmiechem, chyba też był czarodziejem, co ułatwiało sprawę, choć wydawało jej się, że jeszcze nie powinni korzystać z translokacji, mogliby się rozszczepić podczas teleportacji, a w tym stanie wolałaby uniknąć szukania swoich kończyn chuj wie gdzie.
Udało im się przejść ten wcale nie największy zagajnik i z niego wyjść. Fiery poprawiła swoją grzywkę, deszcz bowiem spowodował, że zaczęła wyglądać jak zmokła kura, co tak naprawdę jej nie przeszkadzało do momentu, w którym zaczęło ograniczać jej pole widzenia. Warunki robiły się coraz trudniejsze, a wędrówka wydawała wcale nie mieć końca.
- Jakoś wrócimy, w ostateczności możemy poczekać, aż będzie z nami lepiej i wtedy się teleportować. - Nie do końca wiedziała, czy chodzenie bez celu miało większy sens. Niby mogliby się odnaleźć, czy coś, ale wtedy musieliby wrócić do siebie w mugolski sposób, na samą myśl o tym transporcie robiło jej się niedobrze, chociaż może gdyby skorzystać z pociągu? To wcale nie był taki głupi pomysł, tylko skąd na tym wypizdowie weźmie stację kolejową? Strasznie dużo niewiadomych pojawiało się w tym równaniu, powoli było widać w niej rezygnację, i chyba delikatne zmęczenie.
- Nie, nic mi to nie mówi, niestety. - Westchnęła ciężko. Niby odwiedzała z cyrkiem wiele miejscowości, jednak większość z nich wydawała jej się być taka sama. Z czasem wszystko się rozmazywało i nie dostrzegała zbyt wielkich różnic w miejscach, w których bywała.
Na domiar złego zaczęła się robić głodna, a to nie wróżyło nic dobrego, bo głodna Fiery stawała się bardzo nieprzyjemną Fiery, chociaż naprawdę próbowała walczyć z tym zachowaniem. - Nie wiem, czy to ma sens. Będziemy tak iść i iść, tylko dokąd? Teleportacji nie ma sensu ryzykować, mam wrażenie, że po tej nocy mogłoby nas rozszczepić. - Zaczęła myśleć głośno nad swoimi obawami.
- Tak właściwie, Thomas, czy spieszysz się gdzieś? - Nie powinna zakładać, że ma tyle czasu, co ona. Nie wszyscy mieli taką pracę, która nie wymagała od ludzi zbyt wiele. Bellówna tym pytaniem chciała sprawdzić, czy istnieje jakaś szansa, że uda im się zjeść po drodze śniadanie. Wydawało jej się, że to mogłoby ułatwić sprawę, na pewno pomogłoby im otrzeźwieć.