22.07.2024, 06:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 06:12 przez Dora Crawford.)
Crawley chętnie pogłaskała Gałgana, drapiąc go za uszami, ale nie zrobiła tego tak długo, jak zazwyczaj, przez co pies wydawał się zwyczajnie zawiedziony. Kiedy natomiast napotkała spojrzenie Brenny i ta się odezwała, przez moment pomyślała o tym jak bardzo chciałaby, żeby była to właśnie pouczająca rozmowa na temat tego jak wychodzi z domu.
W pośpiesznych krokach była niemal ulga, ale dziewczyna zanim usiadła, objęła Brennę mocno, na moment zwyczajnie ciesząc się jej obecnością. Mimo tego jak ich życie było zwyczajne chore, możliwość znalezienia w kimś oparcia tak wiele zmieniała. Jej ojciec był dobrym i poczciwym człowiekiem, jednak nie było w nim magii, a to natomiast zmieniało wszystko. Nie mógł nic poradzić na Borginów, ich zaklęcia i klątwy. Tak samo nie był w stanie poradzić sobie z takimi wampirami, czy podlać ogródka, bo jeszcze któraś z magicznych roślin zrobiłaby mu krzywdę. A Menodora tak bardzo nie chciała, żeby czuł się bezradny - może dlatego z większością problemów przychodziła do Longbottomów, a do ojca uśmiechała się wesoło, nie dając mu poznać że coś jest źle.
- Nic mi nie jest - zapewniła wreszcie, siadając na kuchennym krześle. - Mój kolega nazywa się Jasper Kelly. Byliśmy razem w kawiarni, nazywała się chyba "Zaklęta Filiżanka"? Tak. Taka mała, niedaleko Esów i Floresów. Poszliśmy w dół ulicy i w bocznej alejce kogoś zobaczyliśmy. W sumie on bardziej zwrócił uwagę, bo powiedział że coś widzi i powiedział żebym poczekała i chciał się przyjrzeć. Ale poszłam za nim i zobaczyliśmy tam jak... Jak jakiś mężczyzna trzyma kobietę, ale jak się temu przyjrzeliśmy to... to było widać krew. Szczególnie jak podniósł twarz - spojrzenie miała nieobecne, utkwione w kubku z kakao, który wcześniej podsunęła jej Brenna. Spojrzenie kogoś, kto w tym momencie bardziej przyglądał się swoim spojrzeniom, chcąc wyłapać jak najwięcej detali... Ale w pewnym momencie potrząsnęła głową, zdawszy sobie sprawę, że Longbottom nie pytała dokładnie o to. Pytała tylko o Jessiego. Uśmiechnęła się lekko, może nieco niezręcznie, bo zrozumiała dlaczego w pierwszej kolejności przyjaciółka sięgała właśnie w tę stronę. Ale Dora zwyczajnie, słusznie czy nie, ufała Kelly'emu. A może zwyczajnie, jak zwykle, nie pomyślała aż tak bardzo o tym, że to co chłopak może wiedzieć może mieć dla niego nieprzyjemne skutki. - Ten wampir go ugryzł. Potem zabrałam i jego i tę dziewczynę do szpitala. Do Munga. Zostawiłam ich tam, jemu mówiąc że sama to głoszę i teleportowałam się do domu. Nie wiem ile będą go trzymać, ale dziewczyna była słaba i ledwo przytomna, pewnie ją zostawią na obserwacji przynajmniej do jutra, póki eliksiry uzupełniające krew nie doprowadzą jej do odpowiedniego stanu. - tak jak wcześniej opisywała zdarzenie raczej niechętnie, nerwowo bawiąc się trzymanym w dłoniach kubkiem, tak kiedy przeszła do tematu samego szpitala i stanu zdrowia obydwojga osób, jej ton przeskoczył lekko, przybierając nieco bardziej rzeczowy ton.
W pośpiesznych krokach była niemal ulga, ale dziewczyna zanim usiadła, objęła Brennę mocno, na moment zwyczajnie ciesząc się jej obecnością. Mimo tego jak ich życie było zwyczajne chore, możliwość znalezienia w kimś oparcia tak wiele zmieniała. Jej ojciec był dobrym i poczciwym człowiekiem, jednak nie było w nim magii, a to natomiast zmieniało wszystko. Nie mógł nic poradzić na Borginów, ich zaklęcia i klątwy. Tak samo nie był w stanie poradzić sobie z takimi wampirami, czy podlać ogródka, bo jeszcze któraś z magicznych roślin zrobiłaby mu krzywdę. A Menodora tak bardzo nie chciała, żeby czuł się bezradny - może dlatego z większością problemów przychodziła do Longbottomów, a do ojca uśmiechała się wesoło, nie dając mu poznać że coś jest źle.
- Nic mi nie jest - zapewniła wreszcie, siadając na kuchennym krześle. - Mój kolega nazywa się Jasper Kelly. Byliśmy razem w kawiarni, nazywała się chyba "Zaklęta Filiżanka"? Tak. Taka mała, niedaleko Esów i Floresów. Poszliśmy w dół ulicy i w bocznej alejce kogoś zobaczyliśmy. W sumie on bardziej zwrócił uwagę, bo powiedział że coś widzi i powiedział żebym poczekała i chciał się przyjrzeć. Ale poszłam za nim i zobaczyliśmy tam jak... Jak jakiś mężczyzna trzyma kobietę, ale jak się temu przyjrzeliśmy to... to było widać krew. Szczególnie jak podniósł twarz - spojrzenie miała nieobecne, utkwione w kubku z kakao, który wcześniej podsunęła jej Brenna. Spojrzenie kogoś, kto w tym momencie bardziej przyglądał się swoim spojrzeniom, chcąc wyłapać jak najwięcej detali... Ale w pewnym momencie potrząsnęła głową, zdawszy sobie sprawę, że Longbottom nie pytała dokładnie o to. Pytała tylko o Jessiego. Uśmiechnęła się lekko, może nieco niezręcznie, bo zrozumiała dlaczego w pierwszej kolejności przyjaciółka sięgała właśnie w tę stronę. Ale Dora zwyczajnie, słusznie czy nie, ufała Kelly'emu. A może zwyczajnie, jak zwykle, nie pomyślała aż tak bardzo o tym, że to co chłopak może wiedzieć może mieć dla niego nieprzyjemne skutki. - Ten wampir go ugryzł. Potem zabrałam i jego i tę dziewczynę do szpitala. Do Munga. Zostawiłam ich tam, jemu mówiąc że sama to głoszę i teleportowałam się do domu. Nie wiem ile będą go trzymać, ale dziewczyna była słaba i ledwo przytomna, pewnie ją zostawią na obserwacji przynajmniej do jutra, póki eliksiry uzupełniające krew nie doprowadzą jej do odpowiedniego stanu. - tak jak wcześniej opisywała zdarzenie raczej niechętnie, nerwowo bawiąc się trzymanym w dłoniach kubkiem, tak kiedy przeszła do tematu samego szpitala i stanu zdrowia obydwojga osób, jej ton przeskoczył lekko, przybierając nieco bardziej rzeczowy ton.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.