22.07.2024, 09:44 ✶
Charlotte, jak na kogoś, kto wyszedł za mugolaka (na swoje usprawiedliwienie miała tylko to, że miał najpiękniejsze oczy na świecie, znosił cierpliwie wszystkie jej zachowania i poza tym bardzo chciała zrobić na złość matce, z tą głupotą i zacietrzewieniem typowym dla młodych dziewczyn), była do mugoli i wszystkich ich wynalazków odrobinę uprzedzona. Nie na tyle, aby nie być skłonną dać się wyciągnąć do sławetnej, mugolskiej lodziarni, ale na tyle, aby uważać, że serwowane tam desery z pewnością nie będą mogły dorównać tym, jakie serwował Florian na Pokątnej. Była jednak naukowcem, a to oznaczało gotowość do sprawdzenia tego faktu empirycznie.
Umiała poruszać się po niemagicznym Londynie. Nie przepadała za nim – był w jej oczach szary, nudny, mało zaskakujący, i potrafiła znieść tylko niektóre jego zakątki, głównie te najbardziej luksusowe – ale wiedziała i jak posługiwać się funtami, i jak wezwać taksówkę i jak skorzystać z metra (nie że by to zrobiła, nie wyobrażała sobie samej siebie wsiadającej do metra, zaliczyła taką podróż dwa razy w życiu, z ciekawości, i obiecała sobie, że nigdy więcej). Wiedziała, jak ubrać się, aby nie zwracać na siebie uwagi na londyńskich ulicach (a raczej, aby zwracać na siebie uwagę jako piękna, doskonale ubrana kobieta, bo rzecz jasna za taką się uważała, nie jak jakiś walnięty dziwak, jak czasem zdarzało się czarodziejom).
Najwyraźniej niektórzy mugole nie mieli o tym pojęcia.
Charlotte może i wiedziała co nieco o mugolach, ale nie śledziła ich gazet uważnie – nie miała pojęcia, że „karnawałowa parada” przejdzie tego dnia od Hyde Parku to Trafalgar Square. Nie miała pojęcia, kim są i jaki jest cel tego pochodu, a z daleka nie mogła dostrzec dokładnie transparentów. Widziała teraz jedynie mnóstwo ludzi, w kolorowych strojach, wielkie transparenty, a także całe mnóstwo mugolskich policjantów. Instynktownie zacisnęła palce na ramieniu Jessiego, a jej dłoń znalazła się przy kieszeni z różdżką, choć doskonale wiedziała, że nie może zacząć czarować w takim tłumie.
– Najwyraźniej świat czarodziejów nie ma monopolu na jakieś idiotyczne marsze – mruknęła, przypominając sobie marsz charłaków i jego tragiczny bilans. – Spróbujmy skręcić w jakąś boczną uliczkę – powiedziała, chociaż nie było to takie łatwe, bo nie tylko oni najwyraźniej znaleźli się na trasie marszu przypadkiem.
Umiała poruszać się po niemagicznym Londynie. Nie przepadała za nim – był w jej oczach szary, nudny, mało zaskakujący, i potrafiła znieść tylko niektóre jego zakątki, głównie te najbardziej luksusowe – ale wiedziała i jak posługiwać się funtami, i jak wezwać taksówkę i jak skorzystać z metra (nie że by to zrobiła, nie wyobrażała sobie samej siebie wsiadającej do metra, zaliczyła taką podróż dwa razy w życiu, z ciekawości, i obiecała sobie, że nigdy więcej). Wiedziała, jak ubrać się, aby nie zwracać na siebie uwagi na londyńskich ulicach (a raczej, aby zwracać na siebie uwagę jako piękna, doskonale ubrana kobieta, bo rzecz jasna za taką się uważała, nie jak jakiś walnięty dziwak, jak czasem zdarzało się czarodziejom).
Najwyraźniej niektórzy mugole nie mieli o tym pojęcia.
Charlotte może i wiedziała co nieco o mugolach, ale nie śledziła ich gazet uważnie – nie miała pojęcia, że „karnawałowa parada” przejdzie tego dnia od Hyde Parku to Trafalgar Square. Nie miała pojęcia, kim są i jaki jest cel tego pochodu, a z daleka nie mogła dostrzec dokładnie transparentów. Widziała teraz jedynie mnóstwo ludzi, w kolorowych strojach, wielkie transparenty, a także całe mnóstwo mugolskich policjantów. Instynktownie zacisnęła palce na ramieniu Jessiego, a jej dłoń znalazła się przy kieszeni z różdżką, choć doskonale wiedziała, że nie może zacząć czarować w takim tłumie.
– Najwyraźniej świat czarodziejów nie ma monopolu na jakieś idiotyczne marsze – mruknęła, przypominając sobie marsz charłaków i jego tragiczny bilans. – Spróbujmy skręcić w jakąś boczną uliczkę – powiedziała, chociaż nie było to takie łatwe, bo nie tylko oni najwyraźniej znaleźli się na trasie marszu przypadkiem.