O mugolach Jessie miał raczej neutralne zdanie. Byli, bo byli. Żyli swoim zwykłym, niemagicznym życiem, i dopóki nie próbowali agresywnie forsować tej bariery, oddzielającej ich świat od świata czarodziei, nie było sensu za bardzo się nimi przejmować. Dla tych, którzy w jakiś sposób przeszli na drugą stronę tej bariery - czy to przez małżeństwo z czarodziejem, czy dlatego, że ich dziecko ujawniło swoje magiczne zdolności - byłby raczej neutralnie miły, bez większego angażowania się w stworzenie mocniejszej relacji. Wyjątek stanowili jedynie jego dziadkowie - to w końcu była rodzina, a rodzina stanowiła już zupełnie inny temat. Dlatego też nie odwiedzał niemagicznej części Londynu na tyle często, by znać każdy jej kącik i wiedzieć wszystko, co się w tym miejscu działo. Gdyby wiedział, że tego dnia trafią na jakiś kolorowy marsz mugoli, z pewnością wybrałby inny dzień, by zabrać matkę do tej lodziarni.
-Zapewne tak. Miejmy tylko nadzieję, że tutaj nie wybuchną jakieś zamieszki - westchnął, bo tego tylko brakowało, żeby ktoś zaczął się jeszcze bić, i mugolska policja musiała użyć siły, by opanować sytuację.
A skoro już o policji mowa, jeden z z nich zatrzymał się przy Charlotte i Jessiem i zacmokał, kręcąc głową.
-Ciekawy moment sobie państwo wybrali na spacery - powiedział, wciskając kciuki za swój pasek.
-Na to wygląda - mruknął Jessie. -Co to właściwie za parada?
-Równości, chłopcze. Parada Równości. Pilnujemy, żeby wszystko przebiegło gładko, ale myślę, że ty i twoje koleżanka - tu pochylił głowę do Charlotte -powinniście jednak przejść się gdzieś indziej. Do tej pory wszystko dzieje się w miarę spokojnie, ale kto wie, co komu przyjdzie do głowy.
Jessie uniósł jedną brew i spojrzał na matkę.
-Chyba macie rację - powiedział, odpowiadając również na propozycję matki.
W tym samym czasie jeden z umalowanych mężczyzn, z werwą wykrzykujący niewyraźne hasła, posłał w ich kierunku buziaka, a dwie dziewczyny, trzymające się za ręce, rzuciły w nich płatkami kwiatów i brokatem. Jessie zamrugał kilka razy, zaskoczony.
-Tak, zdecydowanie powinniśmy iść boczną uliczką. Dziękujemy panu - pożegnał się z policjantem i skręcił z matką w najbliższą boczną uliczkę.
Tam również mogli spotkać Kolorowych Ludzi.