Jakoś mnie to nie uspokaja, pomyślał, wychwytując niemalże kompletny brak kolorytu w głosie siostry. Była spokojna, aż za spokojna, co było poniekąd przerażająco. Zupełnie jakby jej umysł zaczął pracować nad jakimś planem, przez co, wykrzesanie z siebie jakichkolwiek emocji. Miał nadzieję, że nie planowała właśnie niczyjego morderstwa lub „niefortunnego wypadku”. Cóż, to byłby jeden sposób na ukrócenie tego tematu.
— Nie widzę innej możliwości. W razie czego poproszę Castiela, żeby przysłał do Ciebie pełną dokumentację. Przynajmniej taką, jaką na ten moment posiada — powiedział, nie mając zamiaru sprzeczać się w tej kwestii z siostrą. Teraz gdy każdy dzień zdawał się zwiastować coraz to nowe dramaty wśród ich bliskich, jak i problemy na szeroką skalę, nie mogli sobie pozwolić na lekkomyślność. A dołączenie bez jakichkolwiek refleksji do badań nad wilkołactwem raczej kwalifikowałoby się jako takowe. — Zgadzam się. Chociaż muszę przyznać, że obawiam się tego, co się stanie, jeśli się nie zgodzę. Bądź co bądź, jestem lepszym kandydatem od większości. Mamy spore zaplecze finansowe, znajomości i dostęp do zasobów, o których większość likantropów może pomarzyć.
Czy wizja sprzedana mu przez Flinta zaczynała zapuszczać coraz grubsze korzenie w jego głowie? Cóż, skoro wypowiedział te słowa na głos przy Brennie, która już na starcie dała mu znać, jakie ma zdanie na ten temat, to musiał być, chociaż minimalnie zainteresowany wzięciem udziału w tym chorym pomyśle. Wiedział, że nie będzie łatwo. Zejście z eliksiru tojadowego było jak zakręcenie kołem fortuny ze świadomością, że dziewięćdziesiąt procent nagród to tak naprawdę kłopoty. I to nie z gatunku tych, z którymi można było sobie łatwo poradzić. Skrzywił się na samą myśl o tym, jak wyglądałby jego pierwszy dzień po pełni, gdy otrząśnie się po przemianie.
— Castiel wie już co nieco o Cecylii i jej pracy nad eliksirem tojadowym. Może, jeśli się dogadują, to zdobędzie jakieś dobre eliksiry regenerujące. Pewnie się przydadzą — skomentował, jakby było to jakieś wielkie pocieszenie. Wątpił, aby przyniosło to Brennie duże ukojenie. Dzieląc się z tą informacją, zrzucał jej na głowę kolejną górę zmartwień. To by było na tyle, jeśli chodziło o łagodzenie czarnowidztwa siostry. — Przepraszam.
Wzruszył sztywno ramionami, gdy wspomniała o zaklęciu kneblującym. Cóż, okiełznanie wilkołaka po przemianie nie należało do najłatwiejszych zadań. Między innymi dlatego eliksir tojadowy zdobywał tak szybko popularność i stał się swego rodzaju standardem wśród wilkołaków. Zdecydowanie ułatwiał życie w trakcie pełni, zarówno osobom cierpiącym na likantropię, jak i ich bliskim. Podrapał się w okolicy serca, czując nieprzyjemny ścisk. Czy powinien powiedzieć o tym też rodzicom? Eh, będzie musiał to przemyśleć. Dogłębnie, gdyż poinformowanie ich o tym planie, oznaczało też nieuchronną konfrontację z dziadkiem.
— Szczerze mówiąc, kamień spadł mi z serca. Nie chciałbym tego robić sam lub mieć za towarzystwo tylko Castiela i jakichś jego pomocników — mruknął, unosząc kąciki ust. Zdał sobie sprawę, że dylemat, z którym się mierzył, został poniekąd zakończony. Dostał drugą opinię i nie spotkał się z kategorycznym sprzeciwem. Brenna znała Flinta lepiej od niego, więc pewnie miała też większą wiedzę na temat jego umiejętności. No i nie dałaby go skrzywdzić. Chciał mieć ją jak najbliżej, chociaż czuł, że to samolubne. Angażując ją w to, narażał ją na niebezpieczeństwo.
Już miał kontynuować, jednak w rogu pokoju rozległ się czyjś głos. Oczy Erika rozszerzyły się nagle, a serce zabiło mocniej. Minęły może trzy, cztery sekundy, zanim zorientował się, kto postanowił się do nich odezwać. Dostanę kiedyś zawału, pomyślał, wypuszczając głośno powietrze z płuc i odwracając się w kierunku Charlesa. Cóż, na tym chyba trzeba będzie zakończyć dywagacje względem badań Castiela. Najważniejsze aspekty i tak już omówili. Zamrugał parokrotnie, gdy zdał sobie sprawę, że obok niego znalazł miejsce Ponurak. To się dopiero dobrali.
— Wiesz, jak nie zwracać na siebie uwagi, to Ci trzeba przyznać. Następnym razem zapukaj w podłogę czy coś, bo moje biedne serce nie wytrzyma takiego szoku. Charles. Julien. — Zmarszczył brwi. Nie był pewny, jak w obecnych okolicznościach woli być nazywany ich gość. — Ale widzę, że znalazłeś sobie towarzystwo. Mam nadzieję, że się nie naprzykrza?
Uśmiechnął się lekko, taksując Rookwooda uważnym spojrzeniem. Miał nadzieję, że pomimo wszelkich trudności czuł się dobrze w rezydencji. Wprawdzie pobyt tutaj poniekąd ograniczał jego wolność, a przyjęcie nowej tożsamości nie mogło być łatwe, ale może pobyt tutaj pozwoli mu bezpiecznie zastanowić się nad tym, co chce zrobić dalej. Zakon Feniksa pewnie też będzie zainteresowany tym, co jak zamierza spożytkować nadchodzące tygodnie.
Erik podniósł się na nogi, otrzepując spodnie z kurzu.
— Każda pomoc się przyda. Co właściwie planujesz zrobić z tymi pokojami, Bren? — spytał, licząc, że siostra przedstawi im jakiś konkretniejszy plan działania. Może nie znali się na urządzaniu wnętrz jakoś wyjątkowo dobrze, ale przynajmniej w ten sposób, chociaż na trochę skupią się na czymś, co nie było ciemnymi myślami, dręczącymi ich na jawie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞