22.07.2024, 14:02 ✶
Nie miał podejrzeń co do kobiety z którą znalazł się wiej niecodziennej sytuacji. Co prawda nie ufał jej bezgranicznie, ale fakt, że nie próbowała uciekać się do przemocy czy używania magii na zapewne mogolskim hodowcy świń, gdy ten z całą swoją mocą rzucał obelgami świadczyć by tylko mogło o tym, że nie należy do tej mrocznej cześci społeczeństwa. A przynajmniej taką chciał mieć obecnie nadzieję - jak jest naprawdę będzie się martwił jak już dostaną się w bardziej cywilizowane tereny.
Zaśmiał się z dwóch komentarzy Fiery, bo co innego im pozostało. Utknęli gdzieś w zapomnianym przez Merlina miejscu i nie mieli zbyt wielu widocznych perspektyw na szybkie wydostanie się stąd.
- Myślę, że na nas by dużo nie zarobił i się nie najadł, zostalibyśmy paszą dla jego świń - zachichotał już wyraźnie rozluźniony. Głowa powoli go przestawał boleć, nadal ćmiła, jednak nie był to tak samo intensywny ból jak wcześniej zaraz po przebudzeniu.
Odwrócił szybko głowę w stronę kobiety kiedy powiedział o karmieniu lwów, aż zasyczał bo od tej szybkiej zmiany pozycji go rozbolała szyja, która zaraz jął pocierać aby nieco złagodzić ból.
- Masz lwy? To dopiero niezwykłe! - dopytał podekscytowany, choć w sumie nie powinien się dziwić, Fiery żyłą w cyrku, a na dodatek magicznym cyrku, więc posiadanie lwów nie było tak naprawdę już niczym niezwykłym. Może gdyby poznał historię tych zwierząt to zmieniłby nieco zdanie, ale żył w błogiej nieświadomości. Thomas bez zastanawiania się wyciągnął różdżkę i za pomocą jednej alohomdry otworzył drzwi, byli uratowani od deszczu!
Okolica doprawdy wyglądała na opuszczoną, zupełnie jakby coś ich przeniosło gdzieś w górach Karpackich, a nie nadal znajdowali się na Wsypach. Niespiesznym krokiem przemierzali okolice nadal rozmawiając, aż po przejściu połowy mili mogli zobaczyć, że za zakrętem pomiędzy drzewami wyłania się dach jakiegoś domku. Niepocieszający był fakt, że nie widać było, aby z komina leciał dym, jednak wszystko było lepsze niż stanie w deszczu, który zaczął już przybierać na sile.
- Zobacz, chyba jesteśmy uratowani - powiedział wskazując na już dobrze widoczny dach niewielkiej chatki. Gdy podeszli bliżej wyglądało na to, ze było to coś w rodzaju wakacyjnego domu, w którym dawno nikogo nie było, choć mimo zapuszczonego trawnika dom wyglądał z zewnątrz na ogarnięty, cieżko za to było ustalić co znajdą w środku, bo okna były zasłonięte.