21.10.2022, 11:52 ✶
- Postaramy się, aby goście się nie nudzili bez wszczynania pożaru – zapewniła Brenna, wciąż z uśmiechem, nawet jeżeli w słowach Seraphiny można było dopatrywać się odrobiny złośliwości. A kiedy wspomniała o crème de la crème, wyglądało to tak, jakby zaśmiały się nie tylko usta Brenny, ale też jej oczy i cała twarz przez moment promieniowała wesołością. Może na wyobrażenie Seraphiny wygrywającej tej licytację? Cokolwiek wymyśliła Longbottomówna, była tym chyba sama szczerze ubawiona, chociaż zaraz to rozbawienie przynajmniej częściowo skryła. Nie zdradziła jednak na razie, o co chodzi. Raz, to miała być niespodzianka, dwa, Brenna sądziła, że jeśli Seraphina chce zjeść z kimś kolację, to raczej za nią nie płaci… chociaż kto wie, może zechce licytować tylko w ramach jakiegoś żartu?
Swobodna pozycja i zachowanie Prewettówny chyba jej nie przeszkadzały. Zresztą dlaczego by miały? W końcu to Seraphina była u siebie. Może starszych przedstawicieli bardziej skostniałych rodów to by raziło, ale Brenna nie była aż tak stara i nie urodziła się w rodzinie Crouchów czy Malfoyów.
- Oczywiście, wprost uwielbiamy się kąpać w blasku sławy. Jeśli nie umyję nim włosów przynajmniej raz w tygodniu, zaczynają mi się rozdwajać końcówki – odparła lekkim tonem, też nie złośliwie – Brenna zapewne była zdolna do złośliwości, ale na pewno nie używała takich świadomie w podobnych sytuacjach - podnosząc się, by przejąć listę. Mogłaby wyjaśniać, że na tej sławie ani trochę jej nie zależy, że zasadniczo rozpoznawalność to dla niej tylko narzędzie przydatne przy kolejnej inicjatywie, opowiadać, jak wiele pracy i środków wymagała organizacja, ale… po co? I tak prawie nikt by nie uwierzył, a Brenna chyba bardziej dbała o to, co ludzie myślą o bracie niż o niej. Mogli mieć ją za złaknioną atencji.
Przebiegła wzrokiem po liście, znów opadając na fotel, a potem spojrzała na Seraphinę. Niezwykła wręcz szczodrość trochę ją zaskoczyła, choć nie dała tego po sobie poznać. Suknie sukniami, ale bilet na wieczór gier był czymś, co niektórych na pewno zainteresuje, podobnież jak antyczny zegar.
- Myślę, że większość będzie doskonała. Nie trzeba ich teraz pokazywać, zgłoszę się po odbiór z kimś albo kogoś przyślę jutro lub pojutrze, jeśli to możliwe i wtedy je obejrzymy oraz zrobimy zdjęcia do dokumentacji. Zostawimy też pokwitowania i zaproszenie – Dziś jakoś nie wpadła na to, by brać ze sobą tragarza. Przez moment wyobrażała sobie samą siebie, z sukniami przerzuconymi przez ramię, karnetem wystającym z kieszeni, antycznym zegarem pod pachą i jeszcze obrazem w ręku. Pewnie nie dałaby rady nawet z tym wszystkim się aportować. Nie wspominając o tym, że nie przygotowała dostatecznie wielu pokwitowań, a pod tym względem była nieodrodną córką swojej rodziny. Wręcz fanatyczką. Wszystko musiało się zgadzać w papierach, a cały zysk trafić tam, gdzie należy. Każdy przedmiot sprawdzano, katalogowano, opisywano, aby wykluczyć ryzyko podmian: nie tylko dlatego, że Brenna chciała uniknąć oskarżeń albo przykrych sytuacji, gdyby coś było fałszywe, ale również na wszelki wypadek, gdyby ktoś z wynajętych ludzi okazał się niegodny zaufania i próbował dokonać jakiejś machlojki.
- Oczywiście, że tak – zapewniła na ostatnie pytanie, nie mrugnąwszy okiem. – Pojawić się. Jestem pewna, że bal będzie wtedy znacznie bardziej interesujący.
Niekoniecznie w tym dobrym sensie, podpowiadała lekka paranoja Brenny, ale poza tym mówiła szczerze. Była przekonana, że przy Seraphinie ciężko będzie się nudzić. Nawet jeżeli niektórzy goście zapragną ją udusić, to na pewno nie będą przy tym znudzeni.
Swobodna pozycja i zachowanie Prewettówny chyba jej nie przeszkadzały. Zresztą dlaczego by miały? W końcu to Seraphina była u siebie. Może starszych przedstawicieli bardziej skostniałych rodów to by raziło, ale Brenna nie była aż tak stara i nie urodziła się w rodzinie Crouchów czy Malfoyów.
- Oczywiście, wprost uwielbiamy się kąpać w blasku sławy. Jeśli nie umyję nim włosów przynajmniej raz w tygodniu, zaczynają mi się rozdwajać końcówki – odparła lekkim tonem, też nie złośliwie – Brenna zapewne była zdolna do złośliwości, ale na pewno nie używała takich świadomie w podobnych sytuacjach - podnosząc się, by przejąć listę. Mogłaby wyjaśniać, że na tej sławie ani trochę jej nie zależy, że zasadniczo rozpoznawalność to dla niej tylko narzędzie przydatne przy kolejnej inicjatywie, opowiadać, jak wiele pracy i środków wymagała organizacja, ale… po co? I tak prawie nikt by nie uwierzył, a Brenna chyba bardziej dbała o to, co ludzie myślą o bracie niż o niej. Mogli mieć ją za złaknioną atencji.
Przebiegła wzrokiem po liście, znów opadając na fotel, a potem spojrzała na Seraphinę. Niezwykła wręcz szczodrość trochę ją zaskoczyła, choć nie dała tego po sobie poznać. Suknie sukniami, ale bilet na wieczór gier był czymś, co niektórych na pewno zainteresuje, podobnież jak antyczny zegar.
- Myślę, że większość będzie doskonała. Nie trzeba ich teraz pokazywać, zgłoszę się po odbiór z kimś albo kogoś przyślę jutro lub pojutrze, jeśli to możliwe i wtedy je obejrzymy oraz zrobimy zdjęcia do dokumentacji. Zostawimy też pokwitowania i zaproszenie – Dziś jakoś nie wpadła na to, by brać ze sobą tragarza. Przez moment wyobrażała sobie samą siebie, z sukniami przerzuconymi przez ramię, karnetem wystającym z kieszeni, antycznym zegarem pod pachą i jeszcze obrazem w ręku. Pewnie nie dałaby rady nawet z tym wszystkim się aportować. Nie wspominając o tym, że nie przygotowała dostatecznie wielu pokwitowań, a pod tym względem była nieodrodną córką swojej rodziny. Wręcz fanatyczką. Wszystko musiało się zgadzać w papierach, a cały zysk trafić tam, gdzie należy. Każdy przedmiot sprawdzano, katalogowano, opisywano, aby wykluczyć ryzyko podmian: nie tylko dlatego, że Brenna chciała uniknąć oskarżeń albo przykrych sytuacji, gdyby coś było fałszywe, ale również na wszelki wypadek, gdyby ktoś z wynajętych ludzi okazał się niegodny zaufania i próbował dokonać jakiejś machlojki.
- Oczywiście, że tak – zapewniła na ostatnie pytanie, nie mrugnąwszy okiem. – Pojawić się. Jestem pewna, że bal będzie wtedy znacznie bardziej interesujący.
Niekoniecznie w tym dobrym sensie, podpowiadała lekka paranoja Brenny, ale poza tym mówiła szczerze. Była przekonana, że przy Seraphinie ciężko będzie się nudzić. Nawet jeżeli niektórzy goście zapragną ją udusić, to na pewno nie będą przy tym znudzeni.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.