22.07.2024, 16:44 ✶
Brenna nie była pewna, co dokładnie łączyło Stellę i Stanleya, jak głęboko sięgała ich zażyłość. Podejrzewała, że mogliby być ostrożni, gdyby było w tym coś więcej, bo z racji na „ojca nieznanego” Avery na pewno nie byliby szczęśliwi, że jakiś potencjalnie półkrwi kręci się w pobliżu Stelli… na pewno jednak ten ojciec nie był jakimś mugolakiem, bo wtedy to Stanleya zabito by w tej rodzinie w kołysce. Wiedziała jednak, że mężczyzna ją znał i że byli na tyle blisko, by pojawił się w jej snach, gdy została napadnięta.
Zatrzymała na nieco dłużej wzrok na portrecie. Uśmiechała się dalej, ale teraz to by ten fałszywy uśmiech, który miała zarezerwowany dla zaledwie paru osób na tej planecie: i byli to przede wszystkim Boginowie. Ludzie, których nienawidziła, którzy zagrażali jej siostrze, jej bratu i Victorowi, a wobec których nie mogła tej nienawiści okazać. Wkradł się na jej twarz na sam widok wymalowanej postaci.
– Bardzo ładny obraz. Chyba go rozpoznaję, pracowaliśmy kiedyś razem, to syn Borginów, prawda? – powiedziała gładko, bo nie mogła nie skorzystać z okazji, by poznać reakcję na wzmiankę o Stanleyu, ale na pewno nie zamierzała naciskać i wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń. Zaraz potem skupiła się na portretach, jakby widok Stanleya uśmiechającego się do niej z obrazu wcale nie wzbudził w niej bardzo gorących uczuć. O tak, bardzo gorących, jak ten ogień, w który bardzo chętnie by tego gościa wepchnęła…
– Nie, oczywiście, że nie – zapewniła Stellę, tym razem już z uśmiechem znacznie bardziej szczerym. Nie zależało jej, by obrazy były zaklęte, ale nie zamierzała też narzekać, że artystka postanowiła umieścić w nich odrobinę magii. Mogło to zwracać uwagę, z drugiej strony jednak – w domostwach czarodziejów tego typu ozdoby były czymś normalnym. Naprawdę pod tym względem Brenna była klientką mało problematyczną, co po części wynikało z charakteru, ale i po części z tego, co kupowała i w jakich celach. Gdyby to miał być prezent, prawdopodobnie stałaby się bardziej wybredna. – Będę o tobie pamiętała i na pewno się zgłoszę, jeśli gdzieś jeszcze przydadzą się takie obrazy. Może pomyślę o trzecim? – stwierdziła, szczerze, bo w końcu Dumbledore chciał całej sieci lokacji, nie jednego mieszkania. W samej Warowni na taką ilość obrazów nie byłoby miejsca, tam w końcu pełno było rzeczy cennych i obdarzonych długą historią lub ważnych ze względów sentymentalnych.
– Świetnie, tak będzie idealnie, nie chciałabym ich jakoś uszkodzić podczas transportu. Nie musisz się spieszyć, jeśli dotrą w najbliższych dniach, to będzie już dobrze. Prześlij je proszę na adres Warowni w Dolinie. – Gdzie najpierw zostaną sprawdzone, tak na wszelki wypadek, bo kto wie, czy Stanley nie bywał w tym domu. – Wydam dyspozycję przesłania drugiej części zapłaty, rozumiem, że na to samo konto, co pierwszą? – spytała jeszcze Brenna, zwracając spojrzenie na pannę Avery.
Zatrzymała na nieco dłużej wzrok na portrecie. Uśmiechała się dalej, ale teraz to by ten fałszywy uśmiech, który miała zarezerwowany dla zaledwie paru osób na tej planecie: i byli to przede wszystkim Boginowie. Ludzie, których nienawidziła, którzy zagrażali jej siostrze, jej bratu i Victorowi, a wobec których nie mogła tej nienawiści okazać. Wkradł się na jej twarz na sam widok wymalowanej postaci.
– Bardzo ładny obraz. Chyba go rozpoznaję, pracowaliśmy kiedyś razem, to syn Borginów, prawda? – powiedziała gładko, bo nie mogła nie skorzystać z okazji, by poznać reakcję na wzmiankę o Stanleyu, ale na pewno nie zamierzała naciskać i wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń. Zaraz potem skupiła się na portretach, jakby widok Stanleya uśmiechającego się do niej z obrazu wcale nie wzbudził w niej bardzo gorących uczuć. O tak, bardzo gorących, jak ten ogień, w który bardzo chętnie by tego gościa wepchnęła…
– Nie, oczywiście, że nie – zapewniła Stellę, tym razem już z uśmiechem znacznie bardziej szczerym. Nie zależało jej, by obrazy były zaklęte, ale nie zamierzała też narzekać, że artystka postanowiła umieścić w nich odrobinę magii. Mogło to zwracać uwagę, z drugiej strony jednak – w domostwach czarodziejów tego typu ozdoby były czymś normalnym. Naprawdę pod tym względem Brenna była klientką mało problematyczną, co po części wynikało z charakteru, ale i po części z tego, co kupowała i w jakich celach. Gdyby to miał być prezent, prawdopodobnie stałaby się bardziej wybredna. – Będę o tobie pamiętała i na pewno się zgłoszę, jeśli gdzieś jeszcze przydadzą się takie obrazy. Może pomyślę o trzecim? – stwierdziła, szczerze, bo w końcu Dumbledore chciał całej sieci lokacji, nie jednego mieszkania. W samej Warowni na taką ilość obrazów nie byłoby miejsca, tam w końcu pełno było rzeczy cennych i obdarzonych długą historią lub ważnych ze względów sentymentalnych.
– Świetnie, tak będzie idealnie, nie chciałabym ich jakoś uszkodzić podczas transportu. Nie musisz się spieszyć, jeśli dotrą w najbliższych dniach, to będzie już dobrze. Prześlij je proszę na adres Warowni w Dolinie. – Gdzie najpierw zostaną sprawdzone, tak na wszelki wypadek, bo kto wie, czy Stanley nie bywał w tym domu. – Wydam dyspozycję przesłania drugiej części zapłaty, rozumiem, że na to samo konto, co pierwszą? – spytała jeszcze Brenna, zwracając spojrzenie na pannę Avery.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.