22.07.2024, 18:05 ✶
- Wszystko zależy jak by nas zaserwował, ale świnie zjedzą wszystko - czasami wolałby nie wiedzieć tego, co wie, jednak wolałbym już nie opowiadać o tym, ze niektórym wykorzystywali świecie do zabijania ludzi. Swoją drogą nadawały się one do tego nie tak całkiem źle, patrząc na fakt, że były wszystkożerne. Ale nie ma co rozmyślać nad tym zbyt długo, odetchnął głęboko, byli już dawno bezpieczni, tutaj na pewno ich nie dopadnie ten rolnik. Byli już spory kawałek drogi od jego gospodarstwa, więc zanim on by tutaj ich dogonił. Stosunkowo łatwo poszło im wydostanie się, na co nie zamierzał narzekać. Cała ta sytuacja wydawała się tak surrealistyczna, ze pokryjomi aż uszczypnął się w udo - ale nie, to była jawa. Czasami był zaniepokojony jak surrealistyczna mogą okazać się faktycznie wydarzenia.
Zamrugał intensywnie kiedy wspomniała o skrzydłach u lwów. Coś mu się tu nie zgadzało, może i nie chodził do mogolskiej szkoły, aby uczyć się o biologii, ale nie była aż tak kiepski z tej dziedziny. Wiedział, że lwy nie mają skrzydeł, może to były jakieś magiczne lwy? Jego ciekawość wzrosła wprost proporcjonalnie do liczby skrzydeł u tych zwierząt.
- Bardzo chętnie je kiedyś zobaczę - zgodził się na takie zaproszenie. Ah to magiczne "kiedyś mogę"/"musimy kiedyś", idealne zaproszenie, gdy chce się być na tyle uprzejmym, a jednocześnie nie umawiać się konkretnie - choć tu wiedział, że kobieta nie miała nic takiego na myśli, bo była to forma zaproszenia z jej strony - chyba odzyskiwał ostrość umysłu.
- Nikogo tu nie widzę, i lepiej będzie przeczekać tutaj deszcz - odpowiedział, kiedy weszli na werandę i dach chronił ich przed ulewnym deszcze, który właśnie się zaczął. Chyba w ostatniej chwili uratowali się przed przemoczeniem do suchej nitki. Tak byli mokrzy, ale nie wyglądali na wyciągniętych z jeziora. Doprawdy teraz nie byli już ani pijani, ani kompletnie wczorajsi, więc gdyby okazało się, ze ktoś jest w środku to sobie z nim by mogli poradzić w razie potrzeby. Ale mieli to szczęście, że domek był opustoszały.
Wszedł tuż za nią do środka i poszukał włącznika światła. Z racji tego, ze znaleźli się w chatce mugoli to mieli elektryczność. W końcu wymacał na ścianie i pstryknął włącznikiem, a w jednej chwili całe pomieszczenie rozświetliło się ukazując wnętrze. Kuchnia połączona z salonem udekorowanym niezbyt krzykliwie. Stół, cztery krzesła, dwa fotele i kanapa ustawione przy kominku. Oprócz tego w rogu znajdowały się schody wiodące na piętro, ale tam na razie nie mieli po co się ruszać. Zresztą nie znaleźli by tam nic ciekawego poza dwiema sypialniami i łazienką, a nic z tego im się raczej nie przyda.
- Kawa! - uradował się na jej znalezisko, bo to ratowało im tyłki. Pytanie tylko czy znajdą coś do jedzenia. Podszedł do lodówki i niestety z niezadowoleniem znalazł tam jedynie kostkę masła i mleko, wątpliwej świeżości.
- Z jedzenia chyba nici - mruknął i zaczął rozglądać się po szafkach, znalazł jakieś płatki, suszone owoce, chleb i dwa słoiki dżemu i jeden masło orzechowego. - Uczta to to nie będzie, ale coś do jedzenia mamy - powiedział wyciągając wszystko na blat kuchenny. Była jaki, ale jednak jakiś posiłek z tego uda im się zrobić. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przecież nadal oboje ociekają wodą. - Ale chyba najpierw wypadałoby się wysuszyć i zaparzyć kawę - stwierdził jakże błyskotliwie.
Zamrugał intensywnie kiedy wspomniała o skrzydłach u lwów. Coś mu się tu nie zgadzało, może i nie chodził do mogolskiej szkoły, aby uczyć się o biologii, ale nie była aż tak kiepski z tej dziedziny. Wiedział, że lwy nie mają skrzydeł, może to były jakieś magiczne lwy? Jego ciekawość wzrosła wprost proporcjonalnie do liczby skrzydeł u tych zwierząt.
- Bardzo chętnie je kiedyś zobaczę - zgodził się na takie zaproszenie. Ah to magiczne "kiedyś mogę"/"musimy kiedyś", idealne zaproszenie, gdy chce się być na tyle uprzejmym, a jednocześnie nie umawiać się konkretnie - choć tu wiedział, że kobieta nie miała nic takiego na myśli, bo była to forma zaproszenia z jej strony - chyba odzyskiwał ostrość umysłu.
- Nikogo tu nie widzę, i lepiej będzie przeczekać tutaj deszcz - odpowiedział, kiedy weszli na werandę i dach chronił ich przed ulewnym deszcze, który właśnie się zaczął. Chyba w ostatniej chwili uratowali się przed przemoczeniem do suchej nitki. Tak byli mokrzy, ale nie wyglądali na wyciągniętych z jeziora. Doprawdy teraz nie byli już ani pijani, ani kompletnie wczorajsi, więc gdyby okazało się, ze ktoś jest w środku to sobie z nim by mogli poradzić w razie potrzeby. Ale mieli to szczęście, że domek był opustoszały.
Wszedł tuż za nią do środka i poszukał włącznika światła. Z racji tego, ze znaleźli się w chatce mugoli to mieli elektryczność. W końcu wymacał na ścianie i pstryknął włącznikiem, a w jednej chwili całe pomieszczenie rozświetliło się ukazując wnętrze. Kuchnia połączona z salonem udekorowanym niezbyt krzykliwie. Stół, cztery krzesła, dwa fotele i kanapa ustawione przy kominku. Oprócz tego w rogu znajdowały się schody wiodące na piętro, ale tam na razie nie mieli po co się ruszać. Zresztą nie znaleźli by tam nic ciekawego poza dwiema sypialniami i łazienką, a nic z tego im się raczej nie przyda.
- Kawa! - uradował się na jej znalezisko, bo to ratowało im tyłki. Pytanie tylko czy znajdą coś do jedzenia. Podszedł do lodówki i niestety z niezadowoleniem znalazł tam jedynie kostkę masła i mleko, wątpliwej świeżości.
- Z jedzenia chyba nici - mruknął i zaczął rozglądać się po szafkach, znalazł jakieś płatki, suszone owoce, chleb i dwa słoiki dżemu i jeden masło orzechowego. - Uczta to to nie będzie, ale coś do jedzenia mamy - powiedział wyciągając wszystko na blat kuchenny. Była jaki, ale jednak jakiś posiłek z tego uda im się zrobić. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przecież nadal oboje ociekają wodą. - Ale chyba najpierw wypadałoby się wysuszyć i zaparzyć kawę - stwierdził jakże błyskotliwie.