Świnie zjedzą wszystko. Nieco się skrzywiła, gdy usłyszała te słowa, bo było to trochę przerażające, może i dobrze, że hodowała lwy, a nie prosiaki, bo jeszcze by ją zeżarły, czy coś. Obrzydliwe.
Może faktycznie mieli więcej szczęścia niż rozumu skoro udało im się uciec przed tym wkurwionym rolnikiem, kto wie, jak mogłoby się wszystko potoczyć, gdyby Thomas tak spektakularnie nie strzelił mu w pysk. Miała szczęście, że był tam z nią, niezaprzeczalnie. Sama pewnie w życiu nie dałaby rady stamtąd uciec. Pewnie nadal tkwiłaby w tym chlewie. Z drugiej jednak strony, czy gdyby wracała sama do domu to w ogóle by się tam znalazła? Kto wie, mogła tylko i wyłącznie gdybać.
- Niedługo będziemy mieszkać w Londynie, przez chwilę, jakbyś miał chęć się pojawić to zapraszam. - Wcale nie tak łatwo było coś ustalić, kiedy całe życie było się w drodze. Fiery niby do tego przywykła, miała w końcu swoją przyczepę, ale ciężko było dogadywać cokolwiek w momencie w którym nie miało się stałego miejsca pobytu. Cyrkowcy przemierzali Wielką Brytanię, zatrzymywali się w różnych miejscach na chwilę, a później znikali. Czasem zastanawiała się jakby to było, gdyby kiedyś osiadła gdzieś na stałe. Czy w ogóle byłaby w stanie to zrobić? Praktycznie całe swoje życie podróżowała, nie potrafiła sobie nawet wyobrazić siebie mającą dom.
- Tak, chyba jest tu bezpiecznie. - Nie powiedziała, że na pewno, bo wolała się nie rozczarować, nigdy nie wiadomo, co może czaić się za ścianą, czy za rogiem.
Faktycznie miejsce wydawało się odpowiednie do przeczekania tego deszczu. Mogli schronić się przez chwilę, trochę ogrzać i jeśli los będzie łaskawy to coś zjeść. Po raz kolejny fortuna im sprzyjała w tym wszystkim.
Deszcz dobrze im zrobił, Fiery czuła się lepiej, pomógł jej poradzić sobie z kacem, nie kręciło jej się już w głowie, za to czuła, że zrobiło się jej chłodno. Coś za coś, była trochę przemoczona, ale jakoś powinna sobie z tym poradzić. Miała nadzieję, że się nie przeziębi, bo na dniach czekało ją sporo występów.
Trochę czuła się nieswojo grzebiąc po czyichś szafkach, ale zdarzyło jej się to już wcześniej. Życie zmuszało ją do podobnych zachowań, czasem musiała sobie radzić właśnie w ten sposób. Skoro znalazła już kawę, wspięła się wyżej na palcach, aby sięgnąć po kubki, udało jej się jakimś cudem je zgarnąć nie tłukąc ich przy tym. Nie miała pojęcia dlaczego ktoś włożył je do szafki, która znajdowała się najwyżej.
Czajnik stał na niewielkiej kuchence, sięgnęła więc po niego i nalała do środka wody, udało jej się wyczarować płomień, na którym go postawiła. Widać było, że Fiery nie ma problemu z tym, aby odnaleźć się w mugolskiej chatce, sporą część życia bowiem spędziła między niemagicznymi, jej rodzice przecież byli jednymi z nich.
- Szkoooda. - Wymsknęło jej się, bo faktycznie zaczynała być głodna, kawą pewnie uda jej się chociaż na chwilę sprawić, że głód zniknie, jednak nie sądziła, że to wystarczy.
Oczy jej się zaświeciły, gdy zobaczyła znalezisko Thomasa, może nie było tego dużo, jednak zawsze mogło być gorzej. - Nie umiem gotować, chociaż tu chyba nie ma czego gotować, może to i lepiej. - Wystarczyło posmarować chleb czymkolwiek i problem głodu się rozwiąże.
- Kawa zaraz będzie gotowa. - Już się tym zajęła, pozostawało chwilę poczekać, aż wrzątek będzie gotowy. - Chodź, wysuszę cię. - Powiedziała, jakby wiedziała, jak się to robi. To nie tak, że była jakąś bardzo słabą czarownicą, nawet uczyła się przez moment w szkole, jednak nie zawsze jej to wychodziło.