22.07.2024, 21:22 ✶
Spoglądał ze srogim powątpiewaniem.
Wyglądało to bardzo "pociągowo". Twarde. Zimne. I jeszcze docelowo mające wydawać dużo niekontrolowanych dziwacznych dźwięków. Odsunął się o krok instynktownie dotykając kieszeni. To było głupie, metalowa rzecz raczej go nie zaatakuje, ale jakoś tak. I te koła z przodu wyglądające jak oczy. Nie na darmo jego bogin przed laty przyjmował postać huku lokomotywy. Zwierzę w nim podpowiadało mu, że z tym może być podobnie.
Dziwnie było tak patrzeć jak Samuel cichnie, jak zaczyna wóz obchodzić z prawa i lewa, jak zadziera głowę, trochę jak pies podejmujący trop. Palcami łaskotał kasztanową różdżkę, magii pozwalał płynąć w żyłach szukając uspokojenia, morfując wnętrze śluzówki nosa, morfując wnętrze ucha, dotykajac zmysłami nie swoimi, a niedźwiedzia w sobie. Przekrzywił głowę trochę jak gołąb na widok chleba, jak mewa na widok porzuconej frytki. Jego oczy przez krótki moment zalśniły złotem.
– Wiesz co, jednak nie, on dziwnie pachnie. – Wycofał się o kilka kroków. – Weź picie i wracajmy. Mam kilka wisiorków jeszcze do ogarnięcia – zaproponował. – Będziesz mógł mi opowiedzieć o czymś. O rodzicach. Oni akceptują tego potwora w okolicy domu? W ogóle skąd u Ciebie takie zainteresowanie tym... tą... no... maszynami? – Chciał być miły, ale było to trudne. Wiedział, że się stresował, a stres mógł przywołać korzenie nastroszone ostrymi kolcami. Tego bardzo oboje nie chcieli. Jeszcze by zniszczył Neilowi własność i wtedy to już na pewno by się nie polubili...
Wyglądało to bardzo "pociągowo". Twarde. Zimne. I jeszcze docelowo mające wydawać dużo niekontrolowanych dziwacznych dźwięków. Odsunął się o krok instynktownie dotykając kieszeni. To było głupie, metalowa rzecz raczej go nie zaatakuje, ale jakoś tak. I te koła z przodu wyglądające jak oczy. Nie na darmo jego bogin przed laty przyjmował postać huku lokomotywy. Zwierzę w nim podpowiadało mu, że z tym może być podobnie.
Dziwnie było tak patrzeć jak Samuel cichnie, jak zaczyna wóz obchodzić z prawa i lewa, jak zadziera głowę, trochę jak pies podejmujący trop. Palcami łaskotał kasztanową różdżkę, magii pozwalał płynąć w żyłach szukając uspokojenia, morfując wnętrze śluzówki nosa, morfując wnętrze ucha, dotykajac zmysłami nie swoimi, a niedźwiedzia w sobie. Przekrzywił głowę trochę jak gołąb na widok chleba, jak mewa na widok porzuconej frytki. Jego oczy przez krótki moment zalśniły złotem.
– Wiesz co, jednak nie, on dziwnie pachnie. – Wycofał się o kilka kroków. – Weź picie i wracajmy. Mam kilka wisiorków jeszcze do ogarnięcia – zaproponował. – Będziesz mógł mi opowiedzieć o czymś. O rodzicach. Oni akceptują tego potwora w okolicy domu? W ogóle skąd u Ciebie takie zainteresowanie tym... tą... no... maszynami? – Chciał być miły, ale było to trudne. Wiedział, że się stresował, a stres mógł przywołać korzenie nastroszone ostrymi kolcami. Tego bardzo oboje nie chcieli. Jeszcze by zniszczył Neilowi własność i wtedy to już na pewno by się nie polubili...