10.01.2023, 03:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 03:46 przez William Lestrange.)
Uniósł brwi w niejakim rozbawieniu, kiedy Castiel użył słowa 'inferius'. Akurat od niego wydawało mu się niejako ironicznie i, chociaż lęk do tego typu 'stworzeń' w Williamie wciąż pozostawał, tak jego czarne poczucie humoru przodowało.
- Miejmy nadzieje, ze żaden nas tym razem nie zaskoczy swoją obecnością - parsknął pod nosem, rozbawiony, bo wyczucie było ostatnim, co posiadał. Był świadomy, że to, co próbowali zrobić z Flintem te pare lat temu nie byłoby rozpatrywane jako moralnie poprawne, ale obydwaj zgodzili się, ze od tego czasu, dopóki nie poczynią znacznego progresu w dziedzinie, która zawiodła ich w tamtej sytuacji, próbować już nie będą. Zwłaszcza, ze zginęła niewinna osoba, a tego żadne z nich przecież nie planowało.
- O wypraszam sobie, refleks mam świetny, bo spędzam tyle czasu na alchemii, ty wiesz jakie niektóre mikstury potrafią być humorzaste? - pożalił się, chociaż z tonu jego głosu wnioskować można było, że był w lepszym nastroju albo przynajmniej takim, w którym nie odpowiadał rozmówcy mruknięciami i skinięciami głowy, bo to też się zdarzało i wcale nie tak rzadko, zwłaszcza jeżeli Lestrange musiał długo przebywać w tłocznych miejscach, a jego bateria społeczna się wyładowywała.
Wysłuchał tego, co Castiel miał do powiedzenia. Nauczył się już, że ludzie z instynktem towarzyskim musieli się najpierw wygadać, wyhuczeć, wypowiedzieć każda myśl, a czasami to i tak nie działało i dyskusja stawała się tak zażarta, głośna lub pełna emocji, że William po prostu unosił brwi coraz wyżej i kiwał głową. Sam otworzył swoje jedzenie, również nieprzejęty para, bo tez przez większość czasu ślęczał nad miksturami, które bywały gorętsze lub buchały czymś, czego definitywnie nie powinno się było wdychać (wtedy miał na sobie maskę, raczej).
- Jeżeli chcesz mojej faktycznej, szczerej odpowiedzi to mam to w nosie, ale rozumiem, ze przyszedłeś tutaj, aby wyciągnąć ode mnie coś więcej - westchnął cierpiętniczo wbijając widelec w potrawę i biorąc jeden kęs.
- Nie rozumiem dlaczego miałoby mnie martwić, że oligarchia czarodziejów czystej krwi w końcu upada, to musiało się stać prędzej czy później, wszystko ewoluuje, to byłoby nienaturalne, gdyby było inaczej. - wypowiedział pierwsze słowa z pełnymi ustami, zanim przełknął ostrawą potrawę. Przy kolejnym kęsie jego blada cera nabrała odrobinę czerwieni, bo tak jak jedzenie było dobre, tak William był typowym, białym Brytyjczykiem i jego ciało zdawało się podchodzić wręcz alergicznie do jakiejkolwiek ilości przypraw w jedzeniu.
- W jakimś tam wywiadzie? Czyli co, zasłyszałeś to i tak powtarzasz bez faktycznego sprawdzenia źródła, czy co? - William do każdej części swojego życia podchodził akademicko, jak na naukowca przystało, nie rozgłaszał opinii oraz plotek, których wcześniej nie potwierdził w artykułach, książkach czy źródłach - Wiesz, z tego, co słucham od Eden i na obiadkach z jej rodziną to polityka jest bardzo kłamliwą sztuką, nic dziwnego, że jak Leach jest uczciwym człowiekiem to się w niej nie odnajduje. Wiem, ze mówię jakbym sam nie był częścią klasy społecznej, która uciska, ale po prawdzie, co złego w Ministrze mugolskiego pochodzenia? Tacy czarodzieje w naszym społeczeństwie też potrzebują reprezentacji. - nie był pewien, co Castiel dokłada chce od niego usłyszeć i czego się spodziewał. William nie wychodził z piwnicy, więc nie był na bierząco, ale wieści o zmianie Ministra do niego dobiegły, tak samo jak o złości ojca jego małżonki z tego powodu.
- I no, popatrz na to z logicznej strony, oczywiście, że 'głowy' nie są zadowolone, mogą stracić wpływy i pieniądze. - wziął kolejny kęs jedzenia, tym razem tez popijając lemoniada, bo czuł, że nie wytrzyma tak dużo ostrości na podniebieniu i języku.
- Miejmy nadzieje, ze żaden nas tym razem nie zaskoczy swoją obecnością - parsknął pod nosem, rozbawiony, bo wyczucie było ostatnim, co posiadał. Był świadomy, że to, co próbowali zrobić z Flintem te pare lat temu nie byłoby rozpatrywane jako moralnie poprawne, ale obydwaj zgodzili się, ze od tego czasu, dopóki nie poczynią znacznego progresu w dziedzinie, która zawiodła ich w tamtej sytuacji, próbować już nie będą. Zwłaszcza, ze zginęła niewinna osoba, a tego żadne z nich przecież nie planowało.
- O wypraszam sobie, refleks mam świetny, bo spędzam tyle czasu na alchemii, ty wiesz jakie niektóre mikstury potrafią być humorzaste? - pożalił się, chociaż z tonu jego głosu wnioskować można było, że był w lepszym nastroju albo przynajmniej takim, w którym nie odpowiadał rozmówcy mruknięciami i skinięciami głowy, bo to też się zdarzało i wcale nie tak rzadko, zwłaszcza jeżeli Lestrange musiał długo przebywać w tłocznych miejscach, a jego bateria społeczna się wyładowywała.
Wysłuchał tego, co Castiel miał do powiedzenia. Nauczył się już, że ludzie z instynktem towarzyskim musieli się najpierw wygadać, wyhuczeć, wypowiedzieć każda myśl, a czasami to i tak nie działało i dyskusja stawała się tak zażarta, głośna lub pełna emocji, że William po prostu unosił brwi coraz wyżej i kiwał głową. Sam otworzył swoje jedzenie, również nieprzejęty para, bo tez przez większość czasu ślęczał nad miksturami, które bywały gorętsze lub buchały czymś, czego definitywnie nie powinno się było wdychać (wtedy miał na sobie maskę, raczej).
- Jeżeli chcesz mojej faktycznej, szczerej odpowiedzi to mam to w nosie, ale rozumiem, ze przyszedłeś tutaj, aby wyciągnąć ode mnie coś więcej - westchnął cierpiętniczo wbijając widelec w potrawę i biorąc jeden kęs.
- Nie rozumiem dlaczego miałoby mnie martwić, że oligarchia czarodziejów czystej krwi w końcu upada, to musiało się stać prędzej czy później, wszystko ewoluuje, to byłoby nienaturalne, gdyby było inaczej. - wypowiedział pierwsze słowa z pełnymi ustami, zanim przełknął ostrawą potrawę. Przy kolejnym kęsie jego blada cera nabrała odrobinę czerwieni, bo tak jak jedzenie było dobre, tak William był typowym, białym Brytyjczykiem i jego ciało zdawało się podchodzić wręcz alergicznie do jakiejkolwiek ilości przypraw w jedzeniu.
- W jakimś tam wywiadzie? Czyli co, zasłyszałeś to i tak powtarzasz bez faktycznego sprawdzenia źródła, czy co? - William do każdej części swojego życia podchodził akademicko, jak na naukowca przystało, nie rozgłaszał opinii oraz plotek, których wcześniej nie potwierdził w artykułach, książkach czy źródłach - Wiesz, z tego, co słucham od Eden i na obiadkach z jej rodziną to polityka jest bardzo kłamliwą sztuką, nic dziwnego, że jak Leach jest uczciwym człowiekiem to się w niej nie odnajduje. Wiem, ze mówię jakbym sam nie był częścią klasy społecznej, która uciska, ale po prawdzie, co złego w Ministrze mugolskiego pochodzenia? Tacy czarodzieje w naszym społeczeństwie też potrzebują reprezentacji. - nie był pewien, co Castiel dokłada chce od niego usłyszeć i czego się spodziewał. William nie wychodził z piwnicy, więc nie był na bierząco, ale wieści o zmianie Ministra do niego dobiegły, tak samo jak o złości ojca jego małżonki z tego powodu.
- I no, popatrz na to z logicznej strony, oczywiście, że 'głowy' nie są zadowolone, mogą stracić wpływy i pieniądze. - wziął kolejny kęs jedzenia, tym razem tez popijając lemoniada, bo czuł, że nie wytrzyma tak dużo ostrości na podniebieniu i języku.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated